Trepalium Voodoo – Moonshine

Konwencja jazz-metalowych ewokacji to trudny orzech do zgryzienia – nikt przecież nie zaprzeczy. Na kolejną próbę zdefiniowania natury eksperymentalnego chaosu ponieśli się członkowie francuskiego Trepelium. Odważne formy łączące dzikość metalu z awangardą jazzu podkreślają piękno stylistycznej dychotomii. Album jest jednak krótki, acz niewątpliwie treściwy. Nieprzebrany w środki krążek wzbogacany dętym instrumentarium i swingowym groovem trwoży cięższe brzmienia w manierze świadomego pastiszu. Nie są pionierami owej konwencji, ale rzeczą jest to nieistotną, bo taka muzyka wciąż pozostaje na tej scenie muzycznego poletka rzeczą wyraźnie pikantną w swojej formie i wartą uwagi, ale chociaż mam świadomość kroku naprzód w ich twórczości, to nadal mam wrażenie, że kamień milowy to nie jest.