unnamed-501
unnamed-501

Cara Delevingne – Not Normal

unnamed-501

Walc w pokoju pełnym alarmów

Gdy Cara Delevingne miała dziewiętnaście lat, nagrywała w studiu smutne piosenki. Po jej wyjściu producenci przerabiali je na skoczny pop w stylu lat osiemdziesiątych. Zamiast wydać taką płytę, odłożyła muzyczny debiut na później. Opowiedziała o tym w rozmowie z „Dork”. Dziś, na Not Normal, jej ciche zdania znowu lądują wśród głośnych dźwięków. Różnica jest zasadnicza: tym razem wraz z BJ Burtonem sama ustawia głośność. Czy zawsze wie, kiedy przyciszyć? To już ciekawsze pytanie niż to, czy modelce wolno nagrać album.

W I Forgot balladowa fraza najpierw stoi blisko słuchacza, a potem wpada na nią industrialny zgrzyt. Brzmi to trochę tak, jakby ktoś rozpoczął remont mieszkania w chwili, gdy lokatorka zebrała się na szczerość. Melodia nie znika pod gruzem: wraca i uparcie trzyma prostą linię. Tak działa najlepszy pomysł tej płyty. Elektronika może straszyć, kruszyć się i rozpędzać, lecz pod spodem zostaje piosenka, którą dałoby się zanucić bez całego sprzętu. Kiedy ten porządek się odwraca i efekty mają zastąpić piosenkę, robi się mniej interesująco, choć bywa jeszcze głośniej.

Perkusja pierwsza znajduje wyjście

I Forgot sąsiaduje z Out of my Head, które zaczyna od cięższego, triphopowego kołysania, a w połowie przestawia się na drum and bass. Rytm nie tyle dodaje gazu, ile wysuwa piosence krzesło spod nóg. Głos Delevingne nadal stara się mówić wyraźnie; ciało, prowadzone przez perkusję, już biegnie. Takie rozminięcie jest dużo bardziej sugestywne od wersów, które musiałyby nam wprost objaśniać panikę. Oba utwory dostały wspólny film Jessiki Lee Gagné, lecz ich muzyczne sąsiedztwo samo układa krótką historię: najpierw zakłócone zdanie, potem ucieczka, której kierunku nikt nie zdążył wybrać.

W „Rolling Stone” Delevingne mówiła, że przy I Forgot myślała o osobie zamkniętej w telefonach, billboardach i cudzych wyobrażeniach. Czystsze chwile głosu miały przebijać się przez jego przetworzoną wersję. To wyjaśnia, dlaczego wokal nie próbuje rywalizować z przesterem na szorstkość. Pozostaje stosunkowo gładki i bliski melodii; alarm wszczyna otoczenie. Bywa to poruszające. W innych miejscach Burton za szybko naciska swój przycisk paniki. Zanim Delevingne zdąży zmienić temperaturę frazy, aranżacja już informuje, jak wiele tu jest bólu. Hałas potrafi zagłuszyć nie tylko słowa, ale i możliwość ich innego wypowiedzenia.

Roboczy tytuł Out of my Head brzmiał Talking Heads. Artystka go porzuciła, żeby nie przywoływać nazwy zespołu. Miała w głowie kolację, przy której wszyscy coś mówią, lecz omijają to, co naprawdę dzieje się między nimi. Mały szczegół, a dobrze pasuje do tych dwóch nagrań: w obu ktoś usiłuje przebić się przez nadmiar komunikatów. Pierwsza piosenka znajduje szczelinę w szumie, druga wybiega z pokoju, zanim rozmowa się skończy.

Uwertura po połowie spektaklu

Szósty utwór nazywa się Overture. Spóźniona uwertura przynosi ciemny fortepian Bruce’a Hornsby’ego i smyczki Bex Gaunt. Po przesterach pierwszej części albumu ten zestaw nie brzmi jak pauza między atrakcjami. Klawisze poruszają się ostrożnie, smyczki powiększają wokół nich pustą przestrzeń. Tytuł sugeruje początek, ale muzyka zachowuje się tak, jakby dopiero oglądała skutki tego, co już zaszło. Zaraz potem The Mask przechodzi od sennego zawieszenia ku ostrzejszemu brzmieniu. To pierwszy utwór, jaki Delevingne napisała po odzyskaniu trzeźwości; fortepian i skrzypce dają mu teatralny rozmach. Chwilami trochę zbyt troskliwy: smyczki podają chusteczkę, zanim wyznanie zdąży zaboleć.

Delevingne opisała tytułowe Not Normal jako musical o odwyku, do którego można tańczyć walca. Na papierze to brzmi jak wyjątkowo niezręczny temat do lekcji tańca. W muzyce krążący krok ma sens: łatwo pomylić ruch z dotarciem dokądś, zwłaszcza gdy znów mija się te same drzwi. To najciekawsze oblicze jej gatunkowych przeskoków. Formy nie są jedynie kolejnymi kostiumami do przymierzenia; czasem mówią coś, czego tekst nie wypowiada. W Looking for You podobnie działa nieco krzywa euforia i wokoder Nicka Sanborna. Ciepłe wyznanie dostaje metaliczny cień, jakby odpowiedź wróciła z cudzej skrzynki głosowej.

Sanborn i Amelia Meath z Sylvan Esso pojawiają się w creditsach obu tych utworów. Need It współpisała Fiona Apple, ale nie śpiewa tam gościnnie. Delevingne wcześniej zaśpiewała na jej Fetch the Bolt Cutters, a tym razem obie wymieniały się słowami na karteczkach Post-it. Ładnie pomyśleć o tak powolnym obiegu zdań za piosenką, którą pcha taneczny puls. Nie trzeba jednak traktować nazwiska Apple jak pieczątki gwarantującej głębię. Na całej płycie lepiej wypadają momenty, w których melodia i aranżacja same potrafią się ze sobą posprzeczać.

Przed pogodnym refrenem Crazy, Baby stoi jeszcze What Love is Like, napisane o krzywdzących relacjach, także o relacji z samą sobą. Ta kolejność robi swoje. Następna piosenka nie jest cukierkiem na otarcie łez; musi przekonać po albumie, który już kilka razy próbował wypełnić wszystkie wolne miejsca dźwiękiem.

Największy wybryk trwa dwie minuty

Crazy, Baby ma dokładnie dwie minuty i dwadzieścia pięć sekund. Trochę cyfrowo się zacina, ale nie stawia barykady przed refrenem; ten wpada z taką swobodą, jakiej nie da się wyprodukować samą liczbą ścieżek. Delevingne napisała piosenkę dla Minke, choć przyznawała, że pisanie o miłości ją krępuje. Na albumie, który nosi własne pęknięcia jak widowiskowy kostium, proste przyznanie się do radości okazuje się bardziej zuchwałe niż kolejny przester. Teledysk z Samarą Weaving dokłada do utworu filmową fabułę, lecz piosenka nie potrzebuje jej do obrony.

Przez pewien czas to właśnie Crazy, Baby miało zamykać Not Normal. Miłość po kryzysie, chwytliwy refren i koniec napisów: przyjemne, może aż zbyt gładkie. Delevingne przesunęła utwór na przedostatnią pozycję. Slow Down, napisane późno do wiersza sprzed lat, było gotowe zaledwie kilka dni przed rozmową z „Dork”. Jak wspomniała w „Elle”, zarówno tekst otwierającego album Lights Up, jak i finałowego Slow Down powstał kiedyś w samolocie. W tym ostatnim gra również na fortepianie; Rich Manik wnosi saksofony, a Minke jest współautorką. Finał nie dokłada następnej eksplozji. Oddaje głos zdaniu, które musiało przeleżeć kilka lat, żeby znaleźć właściwą muzykę.

Nie wykreślałabym z Not Normal żadnego całego gatunku. Połamana elektronika w I Forgot ma konkretną robotę, przyspieszenie Out of my Head zmienia ciężar opowieści, a dziwaczny walc nie daje się sprowadzić do ozdobnika. Kłopot zaczyna się wtedy, gdy każda nowa faktura chce mówić pierwsza. Wtedy głos Delevingne staje w kolejce za własną produkcją. Najwięcej zostaje z tych piosenek, którym pozwolono choć przez chwilę utrzymać melodię bez megafonu: z Crazy, Baby, które miało postawić kropkę, i z Slow Down, które tę kropkę zabrało. Po głośnym refrenie przychodzi starszy wiersz. Nie ma w nim wygodnego napisu „wyzdrowiała”. I całe szczęście.

unnamed-501
Cara Delevingne – Not Normal
1. Lights Up – 2:39 • 2. I Forgot – 3:50 • 3. Out of my Head – 3:04 • 4. Not Normal – 3:21 • 5. Need It – 3:48 • 6. Overture – 3:08 • 7. The Mask – 3:26 • 8. Looking for You – 2:53 • 9. Tip of my Tongue – 2:29 • 10. What Love is Like – 3:59 • 11. Crazy, Baby – 2:25 • 12. Slow Down – 2:33 • Autorzy i produkcja: Cara Delevingne, BJ Burton i współautorzy poszczególnych utworów; Fiona Apple – współautorka Need It; Minke – współautorka Slow Down • Miks: BJ Burton • Wytwórnia: Warner Records • Premiera: 25 września 2026 • Rok: 2026 • Typ wydawnictwa: album studyjny • Miejsce w dyskografii: debiut • Czas: 37:35 • Liczba utworów: 12 • ℗ / ©: 2026 Warner Records Inc., under exclusive license from CJD Music, LLC
KONCEPT
7.2
SPÓJNOŚĆ
6.7
BRZMIENIE / PRODUKCJA
7.4
WYKONANIE
6.8
ARANŻACJE / ŚWIADOMOŚĆ FORMY
6.7
MELODIE / MOTYWY
7
CHWYTLIWOŚĆ / PAMIĘTNOŚĆ
7.2
TEKSTY / WARSTWA SŁOWNA
7
EMOCJONALNOŚĆ
7.3
SIŁA PRZEKAZU
7.5
INNOWACYJNOŚĆ
7
EFEKT UZALEŻNIENIA
0
OCENA CZYTELNIKÓW0 Votes
0
6.5
OCENA