Nosowska – NIGREDO
Nosowska – NIGREDO

Nosowska – NIGREDO

Stare znajomości, nowe rany

W 2007 roku Katarzyna Nosowska ogłosiła, że jej przygoda z elektroniką Andrzeja Smolika dobiegła końca. Dwie wspólne płyty wyczerpały temat, komputer miał odtąd służyć piosence, zamiast nią dyrygować. Dziewiętnaście lat później Smolik znów zasiada przy producenckim stole. Obok niego Marcin Macuk, Michał „Fox” Król i Paweł Krawczyk. Cóż, artystyczne rozwody mają tę przewagę nad małżeńskimi, że można je odwołać bez wizyty w sądzie.

Nosowska początkowo zamierzała nagrać zupełnie inną płytę. Dopiero trzydziestolecie solowej kariery podsunęło jej pomysł spotkania z muzykami, którzy w różnych okresach pomagali kształtować jej brzmienie. Każdy dostał trzy premierowe kompozycje. Powstało „NIGREDO”, album rozciągnięty pomiędzy nerwową elektroniką, alternatywnym popem i rockową ekspresją. Dawne znajomości nie zapewniły jednak wygodnego schronienia. W piosenkach krążą wstyd, żałoba, manipulacja i ludzie, którzy tak długo usiłowali sprostać cudzym oczekiwaniom, że gdzieś po drodze zgubili własne.

Macuk odkręca wszystkie zawory

Macuk zachował zamiłowanie do muzycznego nieposłuszeństwa. Kiedy pracowali nad „UniSexBlues”, potrafił zastąpić perkusję obluzowaną drewnianą kratką osłaniającą studyjny kaloryfer. Nosowska wspominała ten eksperyment z autentycznym zachwytem w rozmowie z Michałem Boroniem. Na „NIGREDO” jego wyobraźnia porusza się już po bardziej nieprzyjaznych terenach. Elektronika jest szorstka, rytmicznie napastliwa, a wokal przechodzi od melorecytacji do gwałtowniejszej ekspresji.

Pięciominutowy Wstyd otwiera album oskarżeniem wymierzonym w zbiorową pychę i moralne otępienie. Nosowska pisze o ludzkości, która opanowała technologię łączenia kontynentów, lecz coraz gorzej radzi sobie z elementarnym współczuciem. Macuk odpowiada gęstszą, niespokojną materią dźwiękową. Taka intensywność może drażnić, zwłaszcza gdy sam tekst osiąga już temperaturę wrzenia. Czasami producent naciska zbyt mocno; muzyczna furia podkreśla emocje, które bez dodatkowej pomocy byłyby wystarczająco dotkliwe. Ale jego kompozycje mają w sobie coś, czego próżno szukać w grzecznie wyprodukowanym popie: gotowość do ubrudzenia rąk.

Michał „Fox” Król działa inaczej. W 9/10 ogranicza elektroniczną fakturę, pozostawiając więcej miejsca głosowi. Nosowska opisuje cierpienie za pomocą niemal klinicznej skali, jakby można było ustalić stopień rozpaczy, wpisać go do formularza i poczekać na wezwanie do odpowiedniego gabinetu. Oszczędniejsze tło podkreśla kruchość tej próby. Wokal nie musi rywalizować z rozbudowaną aranżacją; ciężar przenosi się na słowa, frazowanie i ich emocjonalną wymowę. Po bardziej gwałtownym języku Macuka taka powściągliwość zmienia perspektywę słuchania.

Smolik zna melodię, Krawczyk zna człowieka

Smolik wnosi do tej układanki większą melodyjność i zamiłowanie do brzmieniowych przejść. Szkoda braw przywołuje rockową pamięć Hey, choć pozostaje zakorzeniona w późniejszej, bardziej elektronicznej estetyce Nosowskiej. Tekst przewrotnie odmawia uczestnictwa w nieustannym przedstawieniu, które urządza nam współczesność. Można przestać reagować, oszczędzić uwagę, zwyczajnie nie bić braw. Wykonawczyni obchodząca trzydziestolecie kariery namawia do powściągliwości publiczność, od której przecież zależy jej zawodowe życie. Dowcip przyzwoity, zwłaszcza że wymierzony również w samą autorkę.

W Mojej głowie Smolik korzysta z barw kojarzonych z syntezatorowym popem lat osiemdziesiątych. Nosowska tymczasem opisuje świadomość zamieszkaną przez cudze opinie, katastroficzne wiadomości i informacyjny szum. Melodyjna dyscyplina spotyka się z tekstem o utracie panowania nad własnymi myślami. Zewnętrzny świat nie potrzebuje już otwierać drzwi wytrychem. Wystarczy, że człowiek odblokuje telefon.

Paweł Krawczyk w Słowach korzysta z subtelniejszej interpretacji wokalnej, której towarzyszy bardziej emocjonalna linia melodyczna. Taki układ doskonale odpowiada tematowi piosenki: dwoje ludzi rozmawia, ale między nimi powiększa się odległość. Słowa płyną dalej, coraz mniej przydatne do czegokolwiek. Melodia przejmuje część napięcia, pozostawiając Nosowskiej swobodę w powściąganiu ekspresji. To trafny wybór. Krzyk w podobnej historii byłby rozwiązaniem prostszym, lecz odebrałby jej tę nieznośną zwyczajność, z jaką rozpadają się wieloletnie relacje.

Na winylu wszystko układa się inaczej

Osobliwością „NIGREDO” pozostaje konstrukcja wydania winylowego. Każdy producent otrzymał własną stronę, podczas gdy na CD i w streamingu ich kompozycje przeplatają się. To zmienia warunki odbioru. Macuk nie może już liczyć, że po jednej nerwowej piosence nastąpi łagodniejsza propozycja Smolika. Trzy nagrania jednego producenta muszą wytrzymać swoje towarzystwo. Powstają cztery małe światy, z których każdy ma własne tempo opowiadania, sposób prowadzenia wokalu i tolerancję na aranżacyjny nadmiar.

Ta różnorodność niesie również ryzyko. Poszczególne utwory nie zawsze tworzą równie przekonujące sąsiedztwo, a tekstowa ekspresja bywa silniejsza od kompozycyjnej pomysłowości. Nosowska pisze znakomicie, kiedy wielkie sprawy potrafi zamknąć w małym, nieprzyjemnym szczególe. W Milczę patrzę zachłanność otrzymuje postać człowieka przy szwedzkim stole: bierze zbyt wiele, marnuje, grymasi. Zwykła scena posiłku nabiera moralnej dwuznaczności. Gorzej, gdy diagnoza społeczna zaczyna przemawiać z przesadną dosłownością. Wówczas piosenka zbliża się do felietonu, a muzyce pozostaje rola uprzejmego akompaniatora.

Alchemiczne nigredo miało oznaczać rozkład poprzedniej postaci materii, niezbędny dla przemiany. Nosowska wybiera jednak materiał bardziej oporny niż metal: ludzkie przyzwyczajenia, upokorzenia i błędne przekonania. Wersję cyfrową kończy Ewakuacja, opowieść o wydostawaniu się spod psychologicznej przemocy. Na winylu ostatnie słowo należy do Milczę patrzę, z jego niewygodną pozycją biernego świadka. Różnica jest zasadnicza. Można opuścić toksyczną relację i nadal pozostać człowiekiem, który na widok cudzej krzywdy odwraca wzrok.

„NIGREDO” nie jest równą płytą. Produkcyjny rozmach Macuka chwilami przygniata, oszczędność Foxa nie zawsze daje podobnie wyrazisty rezultat, a rozpiętość stylistyczna pozostawia widoczne szwy. Nosowska jednak nie maskuje ich jubileuszowym sentymentalizmem. Wraca do ludzi, którzy dobrze znają jej możliwości, i oddaje im teksty o wszystkim, przed czym najchętniej zamknęłaby drzwi. Po trzydziestu latach mogła przecież urządzić eleganckie przyjęcie. Wybrała sekcję zwłok. I zaprosiła czterech znajomych, żeby pomogli ustalić przyczynę zgonu.

Nosowska – NIGREDO

Nosowska – NIGREDO
Nosowska – NIGREDO
Tracklista: 1. Wstyd – 5:09 • 2. Szkoda braw – 3:19 • 3. Słowa – 3:49 • 4. 9/10 – 3:29 • 5. SOS chaosu – 3:26 • 6. Sedno – 4:35 • 7. Yoko – 3:51 • 8. Moja głowa – 3:36 • 9. Schron – 3:21 • 10. Tangooo – 4:47 • 11. Milczę patrzę – 3:33 • 12. Ewakuacja – 2:28 • Wykonawczyni: Katarzyna Nosowska • Produkcja: Paweł Krawczyk (3 utwory) • Marcin Macuk (3) • Michał „Fox” Król (3) • Andrzej Smolik (3) • Dodatkowi wykonawcy potwierdzeni w utworze Wstyd: chór VARSLAVIA • Kacper Krupa – saksofon • Aleksander Orłowski – perkusja • Miks wybranych singli: Marcin Bors • Rafał Smoleń • Paweł Krawczyk • Andrzej Smolik • Mastering potwierdzonych singli: Andy Miles • Wytwórnia: Kayax Production & Publishing • Premiera cyfrowa: 23 października 2026 • Premiera CD: 6 listopada 2026 • Rok: 2026 • Typ wydawnictwa: album studyjny • Czas: około 45 minut • Liczba utworów: 12 • Formaty: digital • CD • 2LP • ℗ 2026 Kayax Production & Publishing.
WIZJA ARTYSTYCZNA
7.2
SPÓJNOŚĆ ALBUMU
4.8
BRZMIENIE I PRODUKCJA
6.2
INTERPRETACJA I WYKONANIE
7.6
ARANŻACJE I ŚWIADOMOŚĆ FORMY
7.9
MELODYKA I MOTYWY
5.7
ZAPAMIĘTYWALNOŚĆ
5.4
WARSTWA SŁOWNA
7.7
ODDZIAŁYWANIE EMOCJONALNE
6.9
SIŁA WYRAZU
7.1
ORYGINALNOŚĆ
5.6
EFEKT POWROTU
5.3
OCENA CZYTELNIKÓW0 Votes
0
6.5
OCENA