artur_rojek_mirafiori_2ok-670x390
artur_rojek_mirafiori_2ok-670x390

Artur Rojek – Mirafiori. Dlaczego po liście przychodzi lato?

Na początku Mirafiori ktoś znika i zostawia list. Kilka wersów później ktoś inny zapowiada, że zbuduje dom. Pomiędzy tymi zdarzeniami Artur Rojek umieszcza lato, jabłkowe ciasto i niebo nad głową. Z pozoru trudno o bardziej niewinne rekwizyty piosenki na wakacje. A jednak właśnie w nich kryje się odpowiedź na pytanie postawione na samym początku: czy człowiek, któremu zabrakło czyjejś obecności, potrafi nie powtórzyć tego wobec innych?

Taką interpretację podpowiada nie tylko tekst. Rojek potwierdził, że Mirafiori dotyka ojcostwa, a przy pracy nad albumem towarzyszył mu film Powrót Andrieja Zwiagincewa. Nie znaczy to jednak, że znamy tożsamość każdej postaci z piosenki. Warto uważnie przyjrzeć się temu, co Rojek zdradza, i temu, co świadomie pozostawia bez wyjaśnienia.

List bez nadawcy

Nie jest łatwo mi mówić o tym wprost
Za dużo naraz chcę, pamiętam to
Nikt nie wie, kto to był, zniknął chwilę po
Zostawił list

To dziwny sposób rozpoczynania historii. Mówiący zapowiada trudne wyznanie, po czym natychmiast zaczyna kluczyć. Kto zniknął? Chwilę po czym? Co było w liście? Żadna z tych informacji nie pada. Zostaje tylko przedmiot, który świadczy o czyjejś nieobecności. Człowieka już nie ma, można co najwyżej odczytać to, co po sobie zostawił.

Bohater przyznaje, że chce powiedzieć zbyt wiele naraz, ale z tych wszystkich rzeczy wybiera zaledwie kilka zdań, jakby bał się dotknąć właściwego wspomnienia. Ktoś zostawił list — i to wszystko, co możemy o nim powiedzieć bez dopisywania cudzej historii. Sama trudność mówienia okazuje się częścią tej opowieści.

Dodatkowego ciężaru nadaje tym słowom rozmowa Rojka z „GQ Poland”. Muzyk opowiedział, że ojciec nie uczestniczył w jego wychowaniu i że spotkali się po 33 latach bez kontaktu. Rojek wspominał też, iż zdarzało mu się mijać go na ulicy, nie będąc przez niego rozpoznanym. Trudno po tej lekturze nie usłyszeć otwarcia Mirafiori trochę inaczej. Trzeba jednak postawić granicę: zbieżność emocjonalna nie dowodzi, że opisany w piosence list rzeczywiście istniał albo że pozostawił go ojciec artysty. Takiej informacji Rojek nie potwierdził.

Najpierw możliwość, potem odmowa

Mogłem być taki sam, potraktować Cię jak żart
Co przegrane, wepchnąć w kąt, nic z tego, bo

Najważniejszym słowem jest tutaj „mogłem”. Niewygodnym, bo dopuszcza podobieństwo do kogoś, kogo zachowania bohater najwyraźniej nie chciałby powtarzać. Nie twierdzi, że od początku był lepszy, odporny na błędy poprzedników. Wie, iż mógł zlekceważyć drugą osobę, a wszystko, co się nie udało, zepchnąć poza zasięg wzroku. Rozpoznaje tę drogę całkiem dobrze. Po prostu nie chce nią pójść.

W wywiadzie dla Onetu Rojek mówił o wychodzeniu z trudnych rodzinnych wzorców i świadomej decyzji, by jako ojciec zachować się inaczej. Jeszcze bliższy piosence okazuje się jego komentarz dla Trójki. Wspomniał tam film Powrót Andrieja Zwiagincewa: opowieść o ojcu wracającym do synów po latach, który próbuje wyegzekwować autorytet, choć nie potrafi ofiarować im emocjonalnej bliskości. Ten film towarzyszył Rojkowi podczas pisania wielu utworów na nową płytę.

Od tej chwili Mirafiori można czytać jako rozmowę dwóch pokoleń, ale również jako obietnicę złożoną partnerce lub partnerowi. „Cię” nie ma w tekście metryki ani pokrewieństwa. Najmocniejszy kontekst jest ojcowski; szerszego znaczenia sam autor nie wyklucza. W materiale wydawcy podkreślał, że słuchacz może odnieść piosenkę do własnych relacji.

Jabłkowe ciasto odpowiada na bardzo poważne pytanie

Uwielbiam lato, gorące dni
Jabłkowe ciasto, nasz spokój, gdy
To, co naprawdę zostanie w nim
Słońce i gwiazdy, pod nimi my

Po wspomnieniu czyjegoś zniknięcia moglibyśmy spodziewać się kolejnego bolesnego wyznania. Tymczasem Rojek zaczyna wymieniać drobne przyjemności. Przeskok wydaje się niemal bezczelnie pogodny. Tyle że poprzedni wers kończy się spójnikiem „bo”. Refren jest dalszym ciągiem zdania: bohater odrzuca możliwość powtórzenia cudzego zachowania z powodu tego, co znajduje we wspólnym życiu. Lato i ciasto stają się argumentem.

Po deklaracji o budowaniu domu ponownie pada „bo” i wraca ten sam refren. Powtórzenie spina obie obietnice. W miejsce ogólnego wykładu o odpowiedzialności dostajemy obraz chwil, które zwykle nie wyglądają na przełomowe, kiedy trwają. Dopiero z perspektywy czasu okazuje się, że właśnie one urządziły komuś dzieciństwo albo nadały kształt związkowi. Można przegapić wielką rocznicę; trudniej zapomnieć, przy kim człowiek czuł się spokojnie.

Jabłkowe ciasto pozostaje więc ciastem; nie trzeba robić z niego zakamuflowanego symbolu. Ważniejsze, że po opowieści o zniknięciu przychodzi smak wspólnego popołudnia. Tak wyglądają wspomnienia, do których człowiek wraca bez zaproszenia: zapamiętuje drobiazg, choć wtedy wydawało mu się, że dzieje się zupełnie nic.

Co zostanie „w nim”?

Refren ma jeszcze jedną szczelinę, do której warto zajrzeć. Nie jest jasne, czego dotyczy „w nim”. Czy chodzi o lato, o wspomniany chwilę wcześniej spokój, czy może o człowieka, do którego kierowana jest piosenka? Składnia nie rozstrzyga tego za nas. Co więcej, po wcześniejszym „gdy” zdanie nie rozwija się tak, jak moglibyśmy oczekiwać. Fraza jest chropowata, urwana; muzyka prowadzi ją dalej, zanim język zdąży wszystko uporządkować.

Jeśli odczytać ten fragment przez pryzmat ojcostwa, pojawia się pytanie o to, co zostanie w dziecku z życia ułożonego przez dorosłych. Nie musi ono pamiętać wszystkich rozmów, intencji ani wysiłków. Zapamięta pogodę jakiegoś popołudnia, smak ciasta, czyjś głos. Może też zapamiętać nieobecność. Ta możliwość czyni pogodny refren mniej niewinnym, niż wydawało się przy pierwszym słuchaniu.

W odczytaniu miłosnym pytanie jest podobne, choć nie dotyczy już dzieciństwa: co zachowa się w pamięci dwojga ludzi z ich wspólnego czasu? Rojek nie rozwiązuje tej niejasności. Dzięki temu letni obraz mieści więcej niż jedną relację.

Dom w czasie przyszłym

Zbuduję dla nas dom, nie powiem nigdy dość
I nawet kiedy coś przeoczę, nie zapomnę, bo

Po kimś, kto zniknął, w piosence pojawia się ktoś, kto mówi o pozostaniu. Dom nie jest jeszcze gotowy: czasownik wskazuje przyszłość. Tak samo nie mamy dowodu, że bohater zawsze sprosta własnym zapowiedziom. Przyznaje nawet, że zdarzy mu się coś przeoczyć. Ten szczegół jest cenniejszy od uroczystej deklaracji doskonałości, bo zakłada życie z jego chaosem, zmęczeniem i nietrafionymi decyzjami.

Zwraca uwagę para słów: na początku ktoś „zostawił” list, później pojawia się pytanie o to, co „zostanie”. W języku te wyrazy są bliskimi krewnymi, lecz w historii pracują przeciw sobie. List jest śladem po odejściu; dom ma umożliwić codzienną obecność. Bohater sam wybiera rodzaj wspomnienia, do którego chciałby się kiedyś przyczynić. To wciąż zamiar, nie gotowe rozliczenie z własnym życiem.

Dlaczego właśnie Mirafiori?

Pozostaje tytuł, w którym nie ma ani domu, ani lata, ani listu. Mirafiori to nazwa kojarzona z Fiatem, ale akurat w tym przypadku nie trzeba urządzać polowania na ukrytą włoską symbolikę. Rojek wyjaśnił w rozmowie z Mateuszem Kamińskim, że pamiętał z dzieciństwa samochód o tej nazwie, związany w jego pamięci z letnim czasem. Pozostałe znaczenia słowa poznał później.

To pasuje do całego albumu „Chciałbym urodzić się żeby latałem”, zatytułowanego zdaniem wypowiedzianym przez młodszego syna muzyka. Rojek przechodzi na nim między rolą dziecka pamiętającego własne dorastanie a rolą dorosłego odpowiedzialnego za kolejne pokolenie. Szerzej pisaliśmy o tym w recenzji albumu na Laboratorium Muzycznych Fuzji.

Jest coś trafnego w tym, że tytuł całej historii pochodzi od starego samochodu, choć samochód ani razu nie pojawia się w śpiewanym tekście. Rojek przechował jego nazwę przez dziesiątki lat. Ktoś inny z tamtego lata zapamiętał zapewne zupełnie inne szczegóły. Pamięć nie prowadzi starannych notatek z tego, co naprawdę miało znaczenie.

I może dlatego ostatnie powtórzenie refrenu działa tak dobrze. Człowiek, który w pierwszej zwrotce szukał słów dla trudnego wspomnienia, kończy na obrazach, które chciałby z kimś przeżyć. Nie wie jeszcze, co z nich zostanie. Może tylko zadbać, by tym razem w kadrze nie zabrakło jego samego.

Pełny tekst piosenki Mirafiori oraz oficjalne odnośniki do nagrania.