Anthrax_Cursum-Perficio-01
Anthrax_Cursum-Perficio-01

Anthrax – Cursum Perficio

Anthrax_Cursum-Perficio-01

Cursum Perficio jest pierwszą studyjną płytą zespołu od dziesięciu lat. Przez niemal 54 minuty miesza thrashowy atak, cięższy groove, krótszy oddech hardcore’u i melodie, które bez trudu odnalazłyby się w klasycznym heavy metalu. Joey Belladonna śpiewa nad tym wszystkim czysto i szeroko; Scott Ian oraz Jonathan Donais raz zwierają gitary w riffie, innym razem zostawiają głosowi więcej miejsca. Ten zakres środków daje albumowi charakter. Nie gwarantuje każdemu utworowi równie mocnej konstrukcji.

Cztery minuty dla fanów

It’s for the Kids ma zwarty pomysł i konsekwentnie się go trzyma. Szybka gra Benantego wywołuje poczucie pośpiechu, choć gitary nie zagęszczają każdej miary. Gdy Belladonna dochodzi do refrenu, napięcie zamienia się w melodię bez zatrzymywania całego zespołu. Sekcja rytmiczna nadal pcha kompozycję, więc chwytliwy fragment nie brzmi jak doklejona nagroda za przebrnięcie przez ciężką zwrotkę. Utwór kończy się, zanim mechanizm zdąży zużyć własną skuteczność.

Ian nazwał singiel podziękowaniem dla fanów, a teledysk świadomie przywołuje Madhouse. Nostalgia jest tu widoczna w obrazie, ale muzyka potrafi pracować samodzielnie. Podobny czterominutowy utwór łatwo byłoby złożyć z samych rozpoznawalnych znaków Anthrax: ostrego riffu, zbiorowego refrenu i szybkiej perkusji. Tutaj ważna jest relacja między nimi. Benante, który od lat współtworzy także gitarowe pomysły zespołu, układa partię bębnów tak, by riff nabrał sprężystości. To drobna różnica o dużym skutku.

Everybody’s Got a Plan działa przy cięższym, bardziej kołyszącym pulsie. Belladonna rozpoczyna od znanej myśli Mike’a Tysona o planie, który kończy się po pierwszym ciosie. Zwrotka trzyma go blisko riffu, refren otwiera frazę i pozwala jej wyjść ponad gitarowy nacisk. Przejście między tymi częściami nie zawsze jest równie zgrabne jak sam refren, lecz utwór ma wyraźny kierunek. Benante i Frank Bello utrzymują groove, dzięki któremu nawet bardziej melodyjny fragment nie traci ciężaru.

Belladonna zmienia skalę utworu

The Edge of Perfection pokazuje bardziej ryzykowną stronę tej samej grupy. Czysta gitara i spokojniejsze talerze zapowiadają rozległą formę. Benante przerywa ten porządek blast beatem, po czym kompozycja przechodzi w ciężki rytm i szeroką melodię Belladonny. Nagłe przyspieszenie mogło pozostać efektownym wstępem, o którym zapomina się wraz z pierwszą zwrotką. Zamiast tego zmienia odbiór późniejszych partii: głos zyskuje przestrzeń właśnie dlatego, że utwór zdążył ją wcześniej gwałtownie zamknąć.

Anthrax nie grają tu black metalu, choć na moment korzystają z perkusyjnego języka kojarzonego z jego bardziej ekstremalnymi odmianami. Belladonna nie próbuje dostosować śpiewu do tej estetyki. Prowadzi dłuższe frazy, a gitary zachowują pod nimi ciężar. Ian wiąże tekst z miłością do rodziny i uważa utwór za największe osiągnięcie zespołu. Z tym ostatnim można polemizować. Trudniej odmówić kompozycji umiejętności utrzymania napięcia przez prawie siedem minut: każda z jej wyraźnych zmian daje następnej części inne zadanie.

The Long Goodbye także opiera się na Belladonnie, choć wymaga od niego mniej widowiskowego rozwiązania. Po krótkim Persistence of Memory album właściwie zaczyna się od miarowego, ciężkiego utworu. Riff posuwa się spokojnie, wokal otwiera refren, a cała aranżacja pozwala wybrzmieć tekstowi o chorobie Alzheimera ojca Scotta Iana. Benante opowiadał o jego powstaniu przy premierze albumu. Początek płyty może zaskoczyć kogoś, kto po dekadzie czekania spodziewał się natychmiastowego sprintu. Przy tym temacie wolniejszy krok ma jednak sens. Belladonna nadaje słowom wagę bez zamieniania ich w przesadnie uroczystą deklarację.

Właśnie te dwa utwory najlepiej pokazują, że głos Belladonny nie jest wyłącznie rozpoznawalną częścią dawnego Anthrax. Potrafi zmienić proporcje całej aranżacji. Zespół może wejść w cięższy fragment, wiedząc, że wokalista później otworzy go melodycznie; może też ograniczyć tempo, ponieważ nie musi liczyć wyłącznie na szybkość riffu. Takie decyzje są ciekawsze od pytania, czy dzisiejsza płyta przypomina bardziej okres Belladonny, czy Johna Busha.

Nowy Jork, cięższy groove i dłuższa forma

NYC 93 wprowadza odgłosy miasta: syreny, śmieciarki i wozy strażackie. Benante chciał nimi przywołać Nowy Jork z roku, w którym ukazało się Sound of White Noise, pierwsza płyta zespołu z Bushem. Sam utwór nie zatrzymuje się jednak na wspominaniu. Krótsze, ostrzejsze partie i hardcore’owa szorstkość nadają mu bezpośredniość, której bardziej rozbudowanym kompozycjom chwilami brakuje. Miejska rama wskazuje przeszłość; sekcja rytmiczna robi z niej teraźniejszy ruch.

Infectious i T.O.M.B. ustawiają ciężar niżej. Pierwszy opiera się na wolniejszym, niemal przytłaczającym pulsie, drugi mocniej eksponuje groove. Słychać w nich także tę część historii Anthrax, w której sam thrashowy rozpęd przestał wystarczać zespołowi do budowania piosenek. Oba utwory poszerzają brzmienie albumu, ale ich rozwinięcia nie mają równie wyraźnego celu jak zmiany w The Edge of Perfection. Muzycy grają pewnie; pytanie dotyczy tego, jak długo każdy z pomysłów powinien zajmować uwagę.

Utwór tytułowy idzie jeszcze dalej w stronę szerokiej, ciężkiej melodii. Ian pisał w nim o mierzeniu własnego życia i o sensie poniesionych trudów. Benante podkreślał, że łaciński tytuł nie jest zapowiedzią końca zespołu. Ta wiedza chroni tekst przed łatwym odczytaniem go jako pożegnania, lecz nie rozstrzyga sprawy muzycznej. Kompozycja ma odpowiedni rozmach i dobry refren; przy swojej długości nie zmienia jednak nacisku tak przekonująco jak The Edge of Perfection. W pierwszym przypadku rozległość pomaga rozwijać napięcie. W drugim chwilami pozwala mu się rozproszyć.

Watch It Go przywraca gwałtowniejszą pracę perkusji i gitar. Daje albumowi potrzebny późny zastrzyk ruchu, choć sam impet nie zapewnia mu miejsca wśród najlepszych kompozycji. My Victory zamyka całość pewnym, melodyjnym metalowym krokiem. Te utwory potwierdzają formę wykonawczą Anthrax, ale nie odwracają wrażenia, że druga część płyty częściej imponuje pojedynczymi fragmentami niż przebiegiem całych piosenek.

Bilans po dziesięciu latach

Jay Ruston i zespół nadali nagraniom przejrzyste, mocne brzmienie. Riff zachowuje ostrość, bębny nie zlewają się z gitarami, a głos Belladonny pozostaje czytelny, kiedy aranżacja gęstnieje. Frank Bello spaja cięższe utwory z perkusją; Donais dostaje miejsce na partie prowadzące, nie odciągając uwagi od podstawowego ruchu piosenek. Produkcja pomaga usłyszeć te relacje. Odsłania również słabsze decyzje kompozycyjne: w dobrze rozdzielonym brzmieniu kolejny mocny riff nie ukryje tego, że utwór potrzebowałby wyraźniejszego zwrotu.

Scott Ian porównywał Cursum Perficio do Among the Living. Dzisiejszy Anthrax korzysta jednak z szerszego zestawu środków, wypracowanego także na płytach nagranych już po powrocie Belladonny. Szybki thrash jest jednym z nich; równie ważne stały się miarowe tempo, duży refren i miejsce na tekst. Podobne pytanie o skuteczność dobrze znanego języka pojawiało się niedawno przy płycie Flotsam and Jetsam. Anthrax częściej zmieniają kierunek, lecz nie każda z tych zmian poprawia utwór.

Cursum Perficio ma kilka bardzo mocnych odpowiedzi na pytanie, po co zespół wrócił do studia. It’s for the Kids wykorzystuje tarcie między perkusją i riffem, The Edge of Perfection nadaje sens swojej rozbudowanej formie, The Long Goodbye zostawia miejsce trudnemu tekstowi, a NYC 93 potrafi wspomnienie zamienić w energię. Słabsze momenty biorą się z nadmiaru pewności co do pomysłów, które w krótszej postaci działałyby mocniej. To album dobry i miejscami znakomity, ale jego najlepsze utwory wygrywają wyraźniej niż cała płyta.

Anthrax_Cursum-Perficio-01
Anthrax – Cursum Perficio
1. Persistence of Memory • 2. The Long Goodbye • 3. It’s for the Kids • 4. Everybody’s Got a Plan • 5. The Edge of Perfection • 6. Infectious • 7. NYC 93 • 8. Cursum Perficio • 9. T.O.M.B. • 10. Watch It Go • 11. My Victory • Skład: Joey Belladonna – wokal • Scott Ian – gitara • Jonathan Donais – gitara • Frank Bello – gitara basowa • Charlie Benante – perkusja • Wytwórnia: Nuclear Blast / Megaforce Records • Premiera: 18 września 2026 • Rok: 2026 • Typ wydawnictwa: dwunasty album studyjny • Czas: około 54 minuty • Liczba utworów: 11 • Produkcja: Jay Ruston i Anthrax • Nagrania: Studio 606, Los Angeles • ℗: 2026 Megaforce Records
KONCEPT
6.6
SPÓJNOŚĆ
6.8
BRZMIENIE / PRODUKCJA
7.4
WYKONANIE
8.1
ARANŻACJE / ŚWIADOMOŚĆ FORMY
7
MELODIE / MOTYWY
7.2
CHWYTLIWOŚĆ / PAMIĘTNOŚĆ
6.8
TEKSTY / WARSTWA SŁOWNA
6.9
EMOCJONALNOŚĆ
7.1
SIŁA PRZEKAZU
7.1
INNOWACYJNOŚĆ
4.6
EFEKT UZALEŻNIENIA
4.8
OCENA CZYTELNIKÓW0 Votes
0
6.7
OCENA