Mobile logo
Logo LMF - 150 px
Menu logo
  • NEWSY
  • RECENZJE

    RECENZJE

    The Ocean – Solaris
    6.8
    OCENA

    The Ocean – Solaris

    Paweł Rogoziński 1 października 2026
    unnamed-501
    6.5
    OCENA

    Cara Delevingne – Not Normal

    Natalia Kwiecień 1 października 2026
    Caraka Handayapati Wayang From Central Java
    6.2
    OCENA

    Kasatriyan Javanese Art Community & Warsaw Gamelan Group – Caraka Handayapati. Wayang from Central Java

    Konrad Puławski 28 września 2026

    Wyróżniony

    Beck – Ride Lonesome
    8.1
    OCENA

    Beck – Ride Lonesome

    Karolina Żmuda
    Recenzje
    19 września 2026
    • Jazz
    • Rock
      • Progressive Rock
      • Alternative Rock
      • Post Rock
    • Metal
    • Electronic
    • Folk
  • Koncertownia

    Koncertownia

    Danilo Pérez - Fot. Marcin Pulawski.jpg 5

    Pancevo Jazz Festival – muzyka, która zostaje pod skórą

    Marcin Puławski 18 grudnia 2025
    Wadada Leo Smith - Fot. Rita Pulavska

    41. Belgrade Jazz Festival – miasto, które improwizuje

    Marcin Puławski 25 listopada 2025
    Josefine Opsahl - Fot. Marcin Puławski.jpg8

    Gărâna Jazz Festival 2025 – dialog dźwięku z naturą

    Marcin Puławski 10 września 2025
    d20fdb905072ffe7f22f1fedaa835cee-1727105969

    Sting w wersji 3.0 – koncert w Bellahouston Park, Glasgow

    Marcin Puławski 29 czerwca 2025
    Sheila Maurice-Grey (Fot. Marcin Puławski) 3

    Kokoroku w Edynburgu – muzyczna podróż przez jazz i afrobeat

    Marcin Puławski 9 grudnia 2024
    Robin McKelle Fot. Marcin Puławski (9)

    27. Pančevački Jazz Festival – w cieniu tragedii.

    Marcin Puławski 22 listopada 2024

    Losowy

    01da9d9bff6786a2e88a5382186f6884 3

    Półfinał Eliminacji do Przystanku Woodstock 2012 (Olsztyn, Centrum Edukacji i Inicjatyw Kulturalnych – 13.05.2012)

    Konrad Puławski
    Koncertownia
    19 maja 2012
  • Muzykwariat

    Muzykwariat

    Troja płonie dwa razy. O muzyce w „Odysei” Nolana

    Troja płonie dwa razy. O muzyce w „Odysei” Nolana

    Konrad Puławski 29 września 2026
    MV5BNGE0MjNmZjYtYTI2Mi00YjU1LWI5ZjctODFhNzIyZjgwNWM0XkEyXkFqcGdeQWpnYW1i._V1_
    5
    OCENA

    „Michael”: król popu w złotej klatce

    Marcin Puławski 2 maja 2026

    Serca bicie. Biografia Andrzeja Zauchy

    Marcin Puławski 10 października 2020

    Losowy

    Dla dobra metalu. Historia Metal Blade Records.

    Marcin Maryniak
    Muzykwariat
    11 lipca 2020
    • Książka
    • Film
  • Felietorium

    Felietorium

    Troja płonie dwa razy. O muzyce w „Odysei” Nolana

    Troja płonie dwa razy. O muzyce w „Odysei” Nolana

    Konrad Puławski 29 września 2026
    Zbawienie w abonamencie i duchowość na żądanie

    Zbawienie w abonamencie i duchowość na żądanie

    Natalia Kwiecień 16 września 2026
    Steven Wilson dlaczego nie słuchamy nowej muzyki

    Dlaczego nie słuchamy nowej muzyki?

    Konrad Puławski 14 września 2026
    „Jazz is an insult to me”. Jak bardzo mylił się Walter

    „Jazz is an insult to me”. Jak bardzo mylił się Walter?

    Konrad Puławski 19 sierpnia 2026
    Frank Zappa i sztuka mądrego łamania zasad

    Frank Zappa i sztuka mądrego łamania zasad

    Konrad Puławski 17 lipca 2026
    Śpiew ptaków: recenzje z krzaków

    Śpiew ptaków: recenzje z krzaków

    Konrad Puławski 4 lipca 2026

    Losowy

    Lingwistyczny mariaż

    Konrad Puławski
    Felietorium
    22 września 2014
  • Labopedia

    Labopedia

    Troja płonie dwa razy. O muzyce w „Odysei” Nolana

    Troja płonie dwa razy. O muzyce w „Odysei” Nolana

    Konrad Puławski 29 września 2026
    70224ed9-f3ee-468b-9863-460bb4c7e100

    „Dirt” Alice in Chains: kulisy nagrań i utworów

    Konrad Puławski 29 września 2026
    Paradise Lost „Host” od zdrady po kult

    Paradise Lost „Host”: od zdrady po kult

    Tomasz Leszczyk 22 września 2026

    Losowy

    siamese dream cover 3

    Lirinterpretacja – The Smashing Pumpkins – Disarm

    Konrad Puławski
    Labopedia
    16 czerwca 2012
    • Lirinterpretacje
    • Sprzętokracja
    • Sekator krytyczny
    • Czarcia odyseja jazzu
    • Historia Standardów Jazzowych
  • Muzotok

    Muzotok

    Piotr Paciorkowski „Kompozycja musi być dla nas historią”

    Ampacity: „Kompozycja musi być dla nas historią”

    Konrad Puławski 28 września 2026
    Zdjęcia Anna Maria Olak

    „Nuty się nie zmieniają. Zmieniamy się my”. Maciek Pysz o „Pont De Vie”.

    Konrad Puławski 1 września 2026

    Wilki Wszyscy marzą o miłości – Wataha trzyma się dobrze…

    Redakcja 30 września 2022

    Miuosh: W drodze do własnego “Illmatica”

    Redakcja 6 lutego 2020

    Na świecie nie ma pustych miejsc – Rozmowa z Małgorzatą Ostrowską

    Redakcja 9 stycznia 2020

    Roztańczony „Księżyc nad Juratą” – wywiad z Anną Wyszkoni

    Redakcja 12 września 2019

    Losowy

    Telepathy – „Nie mamy wstydliwych przyjemności” – wywiad z Richardem Powley’em

    Dawid Zielonka
    Muzotok
    25 maja 2017
  • Galeria

    Galeria

    James Carter Fot. Rita Pulavska (3)

    Belgrade Jazz Festival 2024

    Marcin Puławski 26 stycznia 2025
    Maciej Obara Quartet Fot. Marcin Puławski

    Pancevo Jazz Festival 2023

    Marcin Puławski 13 lutego 2024
    Shakti

    Shakti – Jazzx – 2023

    Marcin Puławski 5 lutego 2024

    Jazzx – Timisoara – 2023

    Marcin Puławski 20 października 2023

    Fun Lovin’ Criminals

    Marcin Puławski 19 maja 2023

    Charles Lloyd, Belgrad Jazz Festival 2019

    Rita Pulavska 14 czerwca 2020

    Losowy

    Tygers of Pan Tang

    Marcin Puławski
    Galeria
    19 kwietnia 2020
    Nowości
    • PalmJazz 2026: Garbarek, Potter, Jopek i Makowicz
    • Duke po polsku: Ellington słowami Młynarskiego
    • 70-lecie Śląskiego Jazz Clubu. Kto zagra?
    • RGG sięga po Chopina na „The Soul of Soil”
    • Paris Paloma: sztuka i feminizm w nowym singlu
    • Tabula Rasa z singlem Diamenty. Samotność i opór
    • Kontakt
    • Współpraca
    • Redakcja
    Home
    Recenzje
    The Ocean – Solaris
    The Ocean – Solaris

    The Ocean – Solaris

    Paweł Rogoziński
    Recenzje
    1 października 2026 6 min read

    The Ocean – Solaris

    Ciężar nauczył się świecić

    Pierwsze 130 sekund Solaris załatwia sprawę, którą inne zespoły rozciągnęłyby na pół albumu. The Ocean wracają po poważnym przemeblowaniu składu, więc można było spodziewać się demonstracyjnego riffu, czegoś w rodzaju kontroli technicznej: spokojnie, kadłub cały, silniki działają. Zamiast tego dostajemy wibrafon, delikatniejsze instrumentarium i wejście Enrico Tiberiego. Post-metalowa maszyna rusza nie od uderzenia, lecz od lekkiego metalicznego drżenia, jakby ktoś próbował uruchomić reaktor kamertonem. Dopiero Departure Song wpuszcza do środka bas, przester i większy nacisk. I już tutaj wiadomo, że Robin Staps nie zatrudnił nowych ludzi po to, aby grali role po poprzednikach. The Ocean nie rekonstruują dawnego składu. Sprawdzają, ile można w nim wymienić, zanim nazwa na drzwiach przestanie cokolwiek znaczyć.

    To interesujące zwłaszcza po Holocene, gdzie elektronika zaczęła wypierać wcześniejszą tektonikę gitar. Robin Staps przy okazji Solaris przyznawał, że po zmianach personalnych zależało mu również na przywróceniu słuchaczom znajomego rdzenia brzmienia. I rzeczywiście: post-metal, sludge’owy ciężar oraz progresywna cierpliwość znów zajmują sporo miejsca. Tyle że ten „znajomy rdzeń” został podłączony do instalacji, której wcześniej tutaj nie było. Gitary Robin Stapsa, Emmanuela Jessuy i Marco Gennaro coraz częściej tworzą fakturę zamiast prostego muru; klawisze i elektronika przestają pełnić funkcję kosmicznego dezodorantu rozpylanego nad riffami; Jordi Farré na perkusji i Mattias Hägerstrand na basie pilnują natomiast, żeby całe to laboratorium jednak poruszało się do przodu. Solaris potrafi dryfować, ale rzadko stoi.

    Tiberi zna kod. Shi przynosi magnes

    Enrico Tiberi ma rolę niewdzięczną. Loïc Rossetti zostawił po sobie sposób prowadzenia wokalu tak mocno sklejony z nowoczesnym The Ocean, że jego następca mógł łatwo skończyć jako profesjonalnie wykonana podróbka samego siebie. Tiberi momentami zbliża się do barwy i ekspresji Rossettiego wystarczająco mocno, by ciągłość była oczywista, szczególnie gdy kompozycje nabierają ciężaru. To jednak nie on jest największym przewrotem. Jest nim Lane Shi.

    Shi nie działa jak drugi wokal do harmonii. Jej obecność zmienia kierunek sił. Potrafi przeciągnąć czystą frazę nad instrumentami, za chwilę rozedrzeć ją krzykiem albo wprowadzić rodzaj chwiejnego zawodzenia, które nie brzmi ani metalowo, ani „ładnie”, ani specjalnie zainteresowane spełnianiem oczekiwań któregokolwiek z tych światów. W Light Pollution przynosi to świetny efekt. Utwór porusza się między bardziej przestrzennymi fragmentami, elektroniką i cięższymi wejściami, ale nie musi za każdym razem regulować napięcia potencjometrem głośności. Tiberi może dociskać formę, Shi potrafi ją nadgryźć od boku. Nagle w muzyce The Ocean pojawia się coś, co wcześniej zdarzało się rzadziej: niepewność co do tego, w jaki sposób zabrzmi następne zdanie.

    Szkoda tylko, że tekst Light Pollution nie ufa odbiorcy równie mocno jak aranżacja. Temat jest dobry: komunikacyjna natychmiastowość, technologiczne skracanie odległości, prywatność wystawiona pod jarzeniówkę. Muzyka zostawia szczeliny, przez które można wejść samemu. Słowa chwilami zachowują się natomiast jak prezentacja biznesowa, która po pokazaniu wykresu koniecznie dopisuje pod nim: „jak widzimy na wykresie”. Nie zabija to utworu, ale odsłania problem powracający później na albumie. The Ocean potrafią muzyką zasugerować coś subtelniej, niż umieją o tym napisać.

    Simulacra – 17:18 i kontrola paszportowa

    Najlepszym laboratorium dla tej płyty jest Simulacra. Siedemnaście minut i osiemnaście sekund. Sam stoper nie wystawia ocen, więc długość nie jest tu argumentem. Liczy się, co kompozycja robi z pożyczonym czasem. Początkowo robi sporo: osłabia nacisk, wpuszcza więcej przestrzeni, przesuwa głosy, elektronikę i instrumenty względem siebie, potem stopniowo ponownie obciąża konstrukcję. Dzwonkowe barwy i syntezatorowe tło nie wiszą na ścianie jako dekoracja science fiction; pomagają przygotować grunt pod fragmenty, w których zespół znowu przykręca śrubę. Dzięki temu późniejszy ciężar ma punkt odniesienia. Riff waży więcej, gdy wcześniej nie leżało obok pięć innych riffów o tej samej masie.

    Ale Simulacra pokazuje też największą słabość Solaris: The Ocean nie zawsze rozpoznają moment, w którym pomysł już wykonał swoją pracę. Pewne figury wracają po raz kolejny bez dostatecznej zmiany funkcji. Napięcie zostało zbudowane, rezultat osiągnięty, a utwór jeszcze chwilę sprawdza, czy może przypadkiem dałoby się na tym samym bilecie przejechać dodatkowe trzy przystanki. Nie chodzi o brutalne skrócenie kompozycji do radiowej diety cud. Problemem Simulacra nie jest siedemnaście minut. Problemem jest kilka minut, które nie wiedzą, że ich koledzy wykonali już robotę. Na płycie trwającej 69:25 takie drobne nadwyżki zaczynają się sumować.

    Co ciekawe, właśnie w tym rozciągnięciu słychać też coś atrakcyjnego. The Ocean nie projektują już długich utworów wyłącznie jak klatki schodowej prowadzącej do wielkiego finału. Na Pelagial ruch miał niemal geologiczną logikę: coraz niżej, coraz ciężej, coraz większe ciśnienie. Solaris porusza się mniej posłusznie. Czasami wraca w to samo miejsce innym korytarzem. Czasami patrzy przez okno. Czasami zapomina, po co w ogóle weszło do pokoju. Nie wszystkie te chwile są potrzebne, ale dzięki nim album przestaje być wyłącznie kolejną odmianą doskonale znanego post-metalowego crescendo.

    Belligerence wreszcie przewraca krzesło

    Dlatego Belligerence pojawia się w idealnym momencie. Po całym rozsuwaniu ścian ktoś w końcu zaczyna używać ich jako tarana. Sekcja rytmiczna zagęszcza ruch, gitary dostają twardszy kontur, a wokalna relacja Tiberi–Shi przestaje przypominać wymianę perspektyw. Oboje mogą atakować. Szczególnie Shi, która w bardziej agresywnej emisji brzmi nie jak kontrast dla metalowego wokalisty, lecz jak awaria syreny alarmowej, której nikt nie zamierza naprawiać.

    To również miejsce, gdzie produkcja Jensa Bogrena zdaje egzamin bardziej praktyczny niż audiofilski. Przy siedmioosobowym składzie, trzech gitarach, dwóch wokalistach, klawiszach, syntezatorach i dodatkowych gościach można bardzo łatwo otrzymać miks przypominający autobus o 7:15 – wszyscy są w środku, tylko nikt nie może ruszyć ręką. Tutaj instrumenty zachowują funkcje. Bębny mają atak, bas daje grunt, gitary mogą rosnąć bez zamalowania wokali, a elektronika nie znika w chwili, gdy wzmacniacze zaczynają pracować mocniej. Bogren miksował już Pelagial oraz obie części Phanerozoic, lecz na Solaris ma inne zadanie: nie tylko podnieść ciężar, ale zostawić między jego elementami wystarczająco dużo tlenu.

    To właśnie dlatego Belligerence wypada lepiej niż fragmenty, które próbują osiągnąć podobny rezultat samą długością. Utwór nie czeka, aż monumentalność sama wyrośnie. Pcha. Naciska. Zmienia ciśnienie. W muzyce Pawłowego testu skuteczności to argument trudny do podważenia: kiedy zespół chce być brutalny, najbardziej przekonuje wtedy, gdy brutalność jest czasownikiem, a nie dekoracją.

    Gitary idą spać. Tangerine Dream zostaje na nocnej zmianie

    Ultima Esperanza zaczyna powoli oddawać sterowanie elektronice. Riff wciąż ma znaczenie, ale przestaje być konstytucyjnym monarchą tej muzyki. Puls klawiszy i syntezatorów ustawia ruch, za którym dopiero podążają cięższe elementy. Tu również tekst nie zawsze nadąża za aranżacją. Powracająca metafora nadziei jako kruchego przedmiotu zaczyna się od trafnego obrazu, lecz kolejne powtórzenia wycierają z niej fakturę. Metafora jest trochę jak mydło: intensywne używanie nie wzmacnia jej, tylko sprawia, że zostaje coraz mniej.

    Za to przejście w Milk Of My Dreams jest jednym z najbardziej bezczelnie udanych ruchów na całej płycie. Thorsten Quaeschning z Tangerine Dream nie przychodzi tu na pięć minut, żeby Pelagic Records mogło wydrukować znane nazwisko na naklejce. Elektronika przejmuje odpowiedzialność za napęd. Sekwencje pulsują, głosy zaczynają funkcjonować inaczej, metalowy ciężar zostaje zdjęty z konstrukcji, ale napięcie nie spada wraz z nim. Zespół odkrywa rzecz banalną tylko z pozoru: można przestać być ciężkim w kilogramach i nadal być ciężkim w skutkach.

    To bardzo dobry kierunek również dlatego, że nie spada z sufitu. Quaeschning pracował nad elektronicznym wymiarem całego albumu, a nie wyłącznie nad jednym finałowym numerem. Dlatego Milk Of My Dreams brzmi jak konsekwencja wcześniejszych przecieków elektroniki, nie jak bonus po właściwym albumie. Dopiero końcowe 51°28′30″S, 73°6′11″W przeciąga wygaszanie nieco za długo. Muzyka dotarła już do swojego punktu końcowego; ostatnie minuty bardziej zamykają śluzę, niż odkrywają kolejną planetę. Ładne, logiczne, trochę zbyt ceremonialne. The Ocean nie mają problemu z rozpoczynaniem podróży. Czasami nie wiedzą tylko, kiedy zdjąć płaszcz i powiedzieć „dobranoc”.

    Tarkowski patrzy, Lem stoi kawałek dalej

    Solaris wyrasta bezpośrednio z filmu Andrieja Tarkowskiego, ale The Ocean dokładają do niego materiały dotyczące historycznych podróżników i mechanizmu eksploracji – tej cienkiej granicy, przy której ciekawość zaczyna przechodzić w zawłaszczanie. Oficjalna tracklista zamyka album pomiędzy dwiema parami współrzędnych: startem w Berlinie i finałem skierowanym ku Patagonii. Geografia pracuje więc tak samo jak instrumentarium. Najpierw znajduje się punkt orientacyjny, później album stopniowo zabiera słuchaczowi mapę.

    Nie trzeba jednak czytać Tarkowskiego przez Stapsa ani Stapsa przez Tarkowskiego, żeby Solaris działało. Najciekawszy koncept tej płyty wydarzył się bowiem poza fabułą: sam zespół został zmuszony do sprawdzenia, czym właściwie jest The Ocean, kiedy z dotychczasowej konstrukcji wyjmuje się kilka elementów, które wydawały się nośne. Odpowiedź okazała się znacznie ciekawsza niż „Robin Staps i charakterystyczne riffy”. To sposób zarządzania napięciem, cierpliwość wobec długiej formy, skłonność do budowania całego środowiska wokół ciężaru, a przede wszystkim przekonanie, że muzyka powinna się przemieszczać, nawet jeśli czasem wybiera podejrzanie malowniczą drogę okrężną.

    Solaris ma więc kilka minut, które chętnie wyrzuciłbym przez śluzę, kilka tekstów domagających się mniej markerów fluorescencyjnych i przynajmniej jeden finał, który żegna się z nami dwa razy. Ale to są problemy płyty żywej. Znacznie gorzej byłoby dostać perfekcyjnie odmierzony album The Ocean z certyfikatem zgodności z rokiem 2013.

    Nowy skład nie naprawił starej maszyny. Zrobił coś bardziej ryzykownego: odkręcił osłonę podczas pracy i zobaczył, które części można przepiąć. Większość wytrzymała. Niektóre zaczęły robić rzeczy, do których najwyraźniej nigdy ich nie projektowano. I właśnie tam Solaris jest najlepsze.

    The Ocean nadal ważą sporo. Tyle że po raz pierwszy od dawna część tego ciężaru unosi się nad ziemią.

    The Ocean – Solaris
    The Ocean – Solaris
    1. 52°30'11"N, 13°26'12"E • 2. Departure Song • 3. Light Pollution • 4. Simulacra • 5. Belligerence • 6. Ultima Esperanza • 7. Milk Of My Dreams • 8. 51°28′30″S, 73°6′11″W • Skład: Robin Staps / gitara, wokal • Mattias Hägerstrand / bas • Jordi Farré / perkusja, instrumenty perkusyjne • Enrico Tiberi / wokal, instrumenty klawiszowe • Lane Shi / wokal • Emmanuel Jessua / gitara • Marco Gennaro / gitara • Goście: Thorsten Quaeschning / instrumenty klawiszowe i syntezatory • Orestis Zafiriou / instrumenty klawiszowe i elektronika • Simen Eifring / puzon • Jiawei Zhang / wibrafon • Miks: Jens Bogren • Mastering: Jens Bogren • Wytwórnia: Pelagic Records • Premiera: 25 września 2026 • Rok: 2026 • Typ wydawnictwa: album studyjny • Miejsce w dyskografii: 12. album studyjny • Liczba utworów: 8 głównych kompozycji • Nagrania: Hansa Studios, Berlin
    KONCEPT
    8.6
    SPÓJNOŚĆ
    7.6
    BRZMIENIE / PRODUKCJA
    8.1
    WYKONANIE
    8.2
    ARANŻACJE / ŚWIADOMOŚĆ FORMY
    7.1
    MELODIE / MOTYWY
    6.1
    CHWYTLIWOŚĆ / PAMIĘTNOŚĆ
    5.7
    TEKSTY / WARSTWA SŁOWNA
    7.2
    EMOCJONALNOŚĆ
    6.5
    SIŁA PRZEKAZU
    4.7
    INNOWACYJNOŚĆ
    5.9
    EFEKT POWROTU
    6.4
    OCENA CZYTELNIKÓW0 Votes
    0
    6.8
    OCENA

    AmbientAndriej TarkowskiElektronikaEnrico TiberiHansa StudiosJens BogrenLane ShiPelagic RecordsPost MetalProgressive MetalRobin StapsSludge MetalSolarisSolaris 2026Stanisław LemTangerine DreamThe OceanThorsten Quaeschning

    Podobne posty

    unnamed-501
    6.5
    OCENA

    Cara Delevingne – Not Normal

    Natalia Kwiecień
    Recenzje
    1 października 2026
    Piotr Paciorkowski „Kompozycja musi być dla nas historią”

    Ampacity: „Kompozycja musi być dla nas historią”

    Konrad Puławski
    Muzotok
    28 września 2026
    Agnes Obel, The Meaning of Flowers
    6.2
    OCENA

    Agnes Obel – The Meaning of Flowers

    Natalia Kwiecień
    Recenzje
    24 września 2026
    Virya – Echoes Of The Modern Mind
    6.8
    OCENA

    Virya – Echoes Of The Modern Mind

    Konrad Puławski
    Recenzje
    22 września 2026

    Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

    KONCEPT
    SPÓJNOŚĆ
    BRZMIENIE / PRODUKCJA
    WYKONANIE
    ARANŻACJE / ŚWIADOMOŚĆ FORMY
    MELODIE / MOTYWY
    CHWYTLIWOŚĆ / PAMIĘTNOŚĆ
    TEKSTY / WARSTWA SŁOWNA
    EMOCJONALNOŚĆ
    SIŁA PRZEKAZU
    INNOWACYJNOŚĆ
    EFEKT POWROTU
    Final Score

    śledź nas!

    najlepsze płyty miesiąca

    Beck – Ride Lonesome

    Beck – Ride Lonesome

    8.1
    1
    RGG – The Soul of Soil

    RGG – The Soul of Soil

    8
    2
    Leszek Kułakowski – Poland, My Homeland

    Leszek Kułakowski – Poland, My Homeland

    7.9
    3
    Artur Rojek - Chciałbym urodzić się żeby latałem

    Artur Rojek – Chciałbym urodzić się żeby latałem

    7.7
    4
    Arab Strap - Half-Told Tales

    Arab Strap – Half-Told Tales

    7.6
    5

    losowe recenzje

    Flea - Honora
    7.5
    OCENA

    Flea – Honora

    Michał Borkowski 13 lipca 2026

    Michał Wierba – Body Language

    Marcin Puławski 10 lutego 2017

    Sólstafir – Ótta

    Marcin Maryniak 15 września 2014

    Faith No More – Sol Invictus

    Konrad Puławski 12 października 2015

    Juodvarnis – Šauksmai Iš Praeities

    Marcin Maryniak 26 sierpnia 2014

    Zasada – Światy dwa

    Marcin Maryniak 4 stycznia 2015

    Danielsson Neset Lund – Sun Blowing

    Konrad Puławski 7 czerwca 2016
    8.3
    OCENA

    Stick Men – Owari

    Marcin Puławski 11 kwietnia 2021

    LABORATORIUM MUZYCZNYCH FUZJI

    • Newsy
    • Recenzje
    • Koncertownia
    • Muzykwariat
    • Patronat medialny
    • Felietorium
    • Labopedia
    • Muzotok
    • Galeria
      • Redakcja
      • Współpraca
      • Kontakt
    Logo footer

    Szukaj

    śledź nas!

    Wszelkie prawa zastrzeżone © Laboratorium Muzycznych Fuzji 2012-2026
    • Redakcja
    • Współpraca
    • Kontakt
    • Polityka prywatności
    • Sitemap
    • Newsy
    • Recenzje
    • Koncertownia
    • Muzykwariat
    • Patronat medialny
    • Felietorium
    • Labopedia
    • Muzotok
    • Galeria
      • Redakcja
      • Współpraca
      • Kontakt
    Type to search or hit ESC to close
    See all results
    Nazwa użytkownika
    Hasło
    Zapamiętaj mnie
    Podaj nazwe użytkownika lub email
    Anuluj