Angine de Poitrine nowy muzyk i premierowy utwór
Angine de Poitrine nowy muzyk i premierowy utwór

Angine de Poitrine: nowy muzyk i premierowy utwór

Angine de Poitrine i trzeci kosmita. Triangiel dostał własne solo

Angine de Poitrine przez lata udowadniali, że dwóch muzyków wystarczy, by wywołać na scenie kontrolowaną katastrofę rytmiczną. Teraz postanowili rozszerzyć skład. Nie zatrudnili drugiego gitarzysty, klawiszowca ani nikogo, kto mógłby pomóc w rozplątywaniu ich mikrotonalnych łamigłówek. Przyprowadzili faceta z trianglem. I kazali mu zagrać solo.

Trzeci do pary. Z antenami i kawałkiem metalu

5 listopada 2026 roku, wyprzedany koncert w sali History w Toronto. Khn de Poitrine i Klek de Poitrine mają za sobą dwa utwory z albumu „Vol. II”: Angor i Yor Zarad. Publiczność zdążyła już przywyknąć do gitarowych labiryntów i perkusji, która w tych labiryntach najwyraźniej zna wszystkie skróty. Wtedy Klek zaczyna coś tłumaczyć w scenicznym języku zespołu. Zrozumienie komunikatu wymagałoby zapewne znajomości miejscowej gramatyki, ale jego sens staje się jasny, gdy na scenę wchodzi trzecia postać.

Przybysz ma na sobie charakterystyczny czarno-biały kostium w grochy, kanciastą głowę, wydatny nos i dwie żółte wypustki przypominające anteny. Kłania się pozostałym muzykom z ceremonialną powagą. W dłoni trzyma triangiel, którego obecność przy tak skomplikowanej muzyce budzi uzasadnione podejrzenia. Chwilę później uderza w niego jeden raz i rozpoczyna się premierowy, dotąd niezatytułowany utwór Angine de Poitrine.

Na tym jego obowiązki się nie kończą. Mniej więcej w połowie kompozycji przychodzi czas na solówkę trianglisty. Gość z niezwykłym zaangażowaniem okłada metalowy trójkąt, po czym do gry ponownie włączają się Khn i Klek. Wszystko odbywa się z taką powagą, jakbyśmy właśnie oglądali wielki powrót gitarowego wirtuoza po piętnastu latach artystycznego milczenia. Tyle że zamiast gitary jest instrument, na którym trudno nawet wyglądać groźnie.

Przebieg tego osobliwego debiutu udokumentował serwis JamBase, a nagranie koncertowe można obejrzeć również za pośrednictwem Stereogum.

Jak skomplikować coś, co ma trzy boki?

Żart jest tym lepszy, im lepiej zna się muzykę Angine de Poitrine. Kanadyjczycy od dawna uprawiają osobliwą odmianę instrumentalnego rocka, w której matematyka spotyka się z absurdem, a precyzja nie przeszkadza w doprowadzaniu publiczności do tanecznej euforii. Khn wykorzystuje gitarę i bas mikrotonalny, budując z pomocą loopera wielowarstwowe struktury. Klek potrafi przesunąć rytmiczny akcent tak, że człowiek przez chwilę nie wie, czy zgubił takt, czy może ktoś bez jego wiedzy wymienił mu poczucie czasu.

Ich muzyka jest przy tym znacznie mniej akademicka, niż sugerowałby opis technicznych sztuczek. Na recenzowanym przez nas „Vol. II” słychać, jak skomplikowane interwały i nakładające się motywy potrafią pracować na rzecz prostego, fizycznego impulsu. Zamiast cierpliwie liczyć kolejne ćwierćtony, człowiek zaczyna się ruszać. Dopiero później próbuje ustalić, co właściwie go do tego zmusiło.

Nowa kompozycja, zaprezentowana w Toronto, według relacji JamBase skręca w bardziej funkowe rejony, nie rezygnując z progresywnych zawiłości. Triangiel pojawia się punktowo, a jego efektowny popis jest w dużej mierze scenicznym spektaklem. I chyba właśnie na tym polega urok całego przedsięwzięcia. Zespół, który bez trudu mógłby popisywać się techniczną sprawnością, urządza uroczystą prezentację instrumentu niewymagającego nawet strojenia. Rockowa celebracja wirtuozerii zostaje doprowadzona do absurdu, choć sama muzyka ani na moment nie przestaje być traktowana serio.

Czy kosmiczna delegacja powiększyła skład na stałe?

Tożsamość trianglisty pozostaje nieznana. Nie wiadomo również, czy jego występ był jednorazowym żartem, zapowiedzią dalszej współpracy, czy elementem większego przedsięwzięcia. Internet zdążył już dorobić do tej historii własne teorie, ale stałego rozszerzenia składu nie potwierdzono. Co zabawne, przedstawiciel zespołu przyznał w rozmowie z Pitchforkiem, że również nie potrafi rozstrzygnąć, czy tajemniczy gość zostanie z muzykami na dłużej.

Cała sytuacja nabiera dodatkowego smaku, gdy spojrzeć na ostatnie osiągnięcia Kanadyjczyków. We wrześniu zdobyli Polaris Music Prize za „Vol. II” oraz SOCAN Polaris Song Prize za Fabienk. 4 listopada dołożyli do tego cztery wyróżnienia podczas Premier Gala ADISQ. We wrześniu wystąpili również w programie Jimmy’ego Fallona, prezentując premierowy utwór Zugzegk. Ich kalendarz koncertowy na 2027 rok obejmuje występy na kilku kontynentach i coraz większe sale.

Nieźle jak na dwóch facetów w maskach z papier-mâché, którzy jeszcze niedawno mogli spokojnie przejść przez większość lotnisk bez ryzyka, że ktoś poprosi ich o autograf. Dzisiaj są na tyle rozpoznawalni, że wystarczy dołączyć do nich trzecią zamaskowaną postać, by wiadomość obiegła międzynarodową prasę muzyczną.

Największą zagadką pozostaje jednak przyszłość nowego członka zespołu. Jeśli trianglista zostanie na stałe, będzie musiał zmierzyć się z wyjątkowo wymagającym repertuarem. Khn ma swoje ćwierćtonowe konstrukcje, Klek pilnuje rytmicznych przesunięć, a on dysponuje metalowym trójkątem i pałeczką. Pierwszy koncert pokazał, że nawet w takich warunkach można wywalczyć kilkanaście sekund absolutnej uwagi publiczności.

Gitarzyści ćwiczący po osiem godzin dziennie mają prawo czuć się odrobinę oszukani.