PalmJazz 2026. Jazz jest tu początkiem rozmowy, nie jej granicą
Są festiwale, których program da się odgadnąć po przeczytaniu trzech pierwszych nazwisk. PalmJazz 2026 należy raczej do tych, przy których po trzecim nazwisku trzeba porzucić zgadywanie. Jan Garbarek, Deep Forest, Chris Potter, Anna Maria Jopek, Adam Makowicz, Skalpel, Marcin Wasilewski Trio, Wojtek Mazolewski, Camilla George, Maciej Obara z Mathiasem Eickiem – ten zestaw nie układa się w jedną stylistyczną półkę i najwyraźniej właśnie o to chodzi. Od 5 do 17 listopada XVII edycja PalmJazz rozegra się w Gliwicach, Tarnowskich Górach i Raciborzu, proponując 21 koncertów, w których jazz częściej będzie punktem przecięcia niż gatunkowym regulaminem.
W tym tekście
Czy festiwal można ułożyć jak koncert?
W słowie od organizatora pojawia się zdanie ważniejsze niż zwyczajowy katalog festiwalowych superlatywów. Krzysztof Kobyliński traktuje każdą edycję jako rezultat osobistych muzycznych wyborów, a cały program – jak kompozycję, w której poszczególne koncerty powinny się wzajemnie dopełniać. Ładna deklaracja. Tyle że takie zdania najłatwiej zweryfikować, patrząc nie na największą czcionkę plakatu, lecz na to, co znalazło się pomiędzy headlinerami.
I właśnie tam PalmJazz 2026 robi się najbardziej interesujący. Festiwal nie próbuje znaleźć jednego brzmienia dla Jana Garbarka, Deep Forest, Skalpela, Adama Makowicza, Camilli George czy Wojtka Mazolewskiego. Szuka raczej wspólnego sposobu myślenia: muzyki otwartej na improwizację, migrację stylistyczną i spotkanie różnych tradycji. Jazz jest tu centrum grawitacji, ale nie strażnikiem granic.
To zresztą nie jest nagła zmiana kursu. Pierwszy PalmJazz odbył się w 2010 roku, a festiwal przez kolejne edycje stopniowo rozszerzał pole zainteresowań o muzykę świata, elektronikę, klasykę i projekty trudne do zamknięcia w jednej rubryce. XVII odsłona wygląda jak konsekwencja tej historii: zamiast pytać, czy coś jest jeszcze jazzem, program pyta, co jazz może zrobić, kiedy spotka coś spoza własnego słownika.

Garbarek i Potter. Dwa saksofony, dwa światy
Największe nazwiska programu dobrze pokazują, jak szeroko PalmJazz rozumie własne centrum. 11 listopada w Teatrze im. Tadeusza Różewicza wystąpi Jan Garbarek Group z Trilokiem Gurtu. Norweski saksofonista od dekad funkcjonuje na pograniczu jazzu, europejskiej muzyki improwizowanej i tradycji spoza zachodniego kanonu, a obecność Gurtu dodatkowo przesuwa środek ciężkości w stronę indyjskiego języka rytmicznego.
Garbarek jest zresztą szczególnie trafnym patronem niepisanej idei tej edycji. W naszym archiwum, w tekście poświęconym relacji jazzu i amerykańskiej piosenki, przypominaliśmy jego dystans wobec traktowania broadwayowskich standardów jako własnej tradycji. Historia jazzu i standardu pokazuje dobrze, dlaczego jego droga prowadziła gdzie indziej – ku poszukiwaniu własnego języka zamiast obowiązkowego odrabiania lekcji z kanonu.
Cztery dni później pojawi się Chris Potter Trio. Tu również saksofon nie oznacza tego samego sposobu myślenia. Potter jest mocniej zakorzeniony w amerykańskiej tradycji, ale traktuje ją jako materiał konstrukcyjny, nie gablotę. W maju 2026 ukaże się jego suita „Alive With Ghosts Today”, w której historia, blues, folk, gospel i improwizacja spotykają się w rozbudowanej narracji. Na PalmJazz wystąpi 15 listopada w Jazovii.
Garbarek i Potter nie potrzebują pojedynku na saksofony. Ciekawsze jest to, że w obrębie jednego festiwalu pokazują dwie odmienne odpowiedzi na podobne pytanie: jak korzystać z tradycji, żeby nie zostać jej kustoszem.
Najciekawiej robi się pomiędzy nazwiskami
Gdyby PalmJazz ograniczył się do Garbarka, Pottera, Jopek i Makowicza, mielibyśmy bardzo solidny festiwal dużych nazwisk. O charakterze tej edycji decyduje jednak jej środek.
Już 5 listopada argentyński charanguista Diego Jascalevich spotka się jednego wieczoru z Marcin Wasilewski Trio. Dzień później Dorota Piotrowska & Sound Circle wystąpią z Gregiem Osbym, a obok nich pojawi się brytyjska saksofonistka Camilla George, której muzyka łączy współczesny londyński jazz z afrykańskim dziedzictwem. 7 listopada Paul Zauner’s Blue Brass skonfrontuje nowoorleański puls z europejskim doświadczeniem, a Michele Sperandio Quartet dołoży śródziemnomorską perspektywę.
To nie wygląda jak geograficzna kolekcja znaczków. Ważniejsze jest to, że podobne mechanizmy – improwizacja, pamięć miejsca, rytm, przetwarzanie tradycji – wracają w zupełnie innych językach.
Dobrym przykładem będzie 8 listopada w Pałacu w Rybnej. Jarek Michaluk Trio z Maciejem Sikałą sięgną w stronę muzyki Podlasia i Skandynawii, natomiast Skalpel AV Set zrobi coś niemal odwrotnego: potraktuje historię jazzu jako tworzywo dla elektroniki, samplingu i audiowizualnej rekonstrukcji. Jeden wieczór, dwa sposoby obchodzenia się z pamięcią.
Deep Forest po trzydziestu latach
Jeszcze ciekawszy test festiwalowej otwartości nadejdzie 9 listopada. Deep Forest wystąpi tego samego wieczoru co Anna Maria Jopek. Na początku lat 90. projekt Érica Mouqueta i Michela Sancheza należał do zjawisk, które wprowadziły mariaż elektroniki i nagrań tradycyjnych kultur do masowego obiegu. Dzisiaj taki język nie brzmi już jak technologiczne objawienie – sampling stał się codziennością, a sama kategoria „world music” jest znacznie częściej poddawana krytycznej dyskusji.
I właśnie dlatego ten koncert może być ciekawszy w 2026 roku niż wynikałoby z prostego sentymentu do „Sweet Lullaby”. Deep Forest funkcjonuje dziś pod kierunkiem Mouqueta, a projekt wraca w tym roku z albumem Soul. PalmJazz daje więc okazję nie tylko do spotkania z marką pamiętaną z lat 90., ale również do sprawdzenia, co zostało z jej pierwotnego języka w epoce, w której elektroniczne krzyżowanie kultur nikogo już samo w sobie nie szokuje.
Po Deep Forest wystąpi Anna Maria Jopek w kameralnym wydaniu. Zestawienie jest trafne właśnie dlatego, że nie jest oczywiste. Oboje na różne sposoby pracują z muzyczną tożsamością i tradycją, ale jedno robiło to poprzez studio, sampling i elektroniczną produkcję, drugie od lat szuka punktów styku między głosem, jazzem i muzyką różnych kultur.
Polska scena bez wspólnego mundurka
Druga połowa PalmJazz pokazuje z kolei, jak niewiele mówi dziś samo określenie „polski jazz”. 12 listopada Izabella Effenberg i Patrycja Betley zbudują duet oparty na brzmieniach świata i improwizacji, a Trio Ścierański/Krzyżanowski/Ścierański zaprezentuje Transmission Music – projekt na gitarę basową, wiolonczelę elektryczną i perkusję, czerpiący z jazzu, fusion, rocka i muzyki etnicznej.
14 listopada skala zostanie najpierw zredukowana do jednego instrumentu. Wojtek Mazolewski wystąpi solo na kontrabasie. Po nim Maciej Obara Quartet zagra z Mathiasem Eickiem, jednym z najbardziej charakterystycznych norweskich trębaczy swojego pokolenia. Od samotnego kontrabasu do polsko-norweskiego kwintetu – dwa koncerty, które zamiast licytować się liczbą dźwięków mogą pokazać różne sposoby organizowania przestrzeni.
16 listopada w Pałacu w Rybnej wystąpią natomiast Emiliano D’Auria Brooklyn Bound i Adam Makowicz solo. W tym miejscu festiwalowy łuk staje się szczególnie czytelny. Z jednej strony współczesny projekt rozpięty między Europą i Nowym Jorkiem, z drugiej pianista z ponad sześcioma dekadami doświadczeń. Nie „młodzi kontra legenda”. Raczej dwie różne biografie jazzu postawione obok siebie.
Trzy miasta zamiast jednego adresu
PalmJazz 2026 nie mieści się również w jednym budynku. Większość koncertów odbędzie się w CK Jazovia w Gliwicach, ale festiwal wychodzi także do Teatru im. Tadeusza Różewicza, Pałacu w Rybnej w Tarnowskich Górach i Raciborskiego Centrum Kultury. 13 listopada w Raciborzu wystąpi KK Pearls – międzynarodowy projekt Krzysztofa Kobylińskiego.
Ta zmiana przestrzeni nie jest wyłącznie logistyką. Garbarek trafia do teatru, kameralne i bardziej nietypowe składy do historycznego Pałacu w Rybnej, inne projekty pozostają blisko publiczności Jazovii. Przy muzyce opartej na niuansie i improwizacji sala nie jest neutralnym opakowaniem. Zmienia proporcje, odległość i sposób słuchania.
W tym sensie deklaracja Kobylińskiego o układaniu festiwalu jak koncertu nabiera konkretnego znaczenia. Kompozycją stają się nie tylko nazwiska, ale również miejsca, skale zespołów i kolejne kontrasty.
PalmJazz 2026 – daty, miejsca i bilety
XVII PalmJazz potrwa od 5 do 17 listopada 2026 roku. Festiwal obejmie Gliwice, Tarnowskie Góry i Racibórz. Koncerty w CK Jazovia i Pałacu w Rybnej rozpoczynają się przeważnie o godz. 18:30. Wydarzenia 10 i 11 listopada w Teatrze im. Tadeusza Różewicza zaplanowano na godz. 19:00, a koncert KK Pearls w Raciborskim Centrum Kultury 13 listopada – na godz. 18:00.
Bilety sprzedawane są na poszczególne dni i wydarzenia, a system sprzedaży zależy od miejsca koncertu. Aktualny program wraz z odnośnikami do właściwych systemów biletowych znajduje się na oficjalnej stronie PalmJazz.

Nie pytajmy, czy to jeszcze jazz
Najłatwiej reklamować XVII PalmJazz nazwiskami z pierwszego szeregu plakatu. Garbarek. Jopek. Makowicz. Potter. Każde z nich wystarczyłoby do zbudowania osobnej kampanii. Tyle że program staje się naprawdę interesujący dopiero wtedy, kiedy przestajemy czytać plakat od największej czcionki.
Bo pomiędzy Garbarkiem i Potterem są afrykańsko-londyńskie historie Camilli George, elektronika Skalpela, nowe życie Deep Forest, kontrabas Mazolewskiego, Podlasie spotykające Skandynawię, włosko-amerykański Brooklyn Bound, indyjski rytm Triloka Gurtu i sześćdziesiąt głosów Chóru Śląskiego Uniwersytetu Medycznego. Trudno z tego zbudować schludną gatunkową szufladę. Można za to zbudować festiwal.
I być może właśnie w tym miejscu deklaracja organizatora o programie komponowanym jak jeden koncert przestaje być promocyjną metaforą. Dobry koncert nie polega przecież na tym, że każdy utwór mówi dokładnie to samo. Musi istnieć napięcie, kontrast, moment zaskoczenia i powód, dla którego po jednym dźwięku pojawia się następny. PalmJazz 2026 ma 21 okazji, żeby tę zasadę sprawdzić.



