Steven Wilson potwierdził rozpoczęcie prac nad drugim albumem Storm Corrosion, projektu tworzonego wspólnie z Mikaelem Åkerfeldtem, liderem Opeth. Czternaście lat po wydaniu debiutu muzycy ponownie spotykają się przy materiale, który ma być niemal w całości wykonany na instrumentach akustycznych. Na razie nie znamy tytułu ani daty premiery. Wiemy natomiast, że obaj artyści nie zamierzają odtwarzać pomysłów z 2012 roku.
W rozmowie z Anilem Prasadem dla Innerviews Wilson zdradził, że nowa muzyka zachowa rozpoznawalną estetykę Storm Corrosion, choć pod względem kompozycyjnym ma podążać w innym kierunku. Brytyjczyk mówi o rozbudowanym materiale, bogatym instrumentarium i dalszych poszukiwaniach brzmieniowych. Zastrzega jednak, że do ukończenia albumu pozostało jeszcze sporo pracy.
Akustycznie nie znaczy łagodnie
To właśnie zapowiedź niemal całkowicie akustycznego instrumentarium wydaje się najbardziej intrygująca. Kto pamięta debiutancki „Storm Corrosion”, ten wie, że Wilson i Åkerfeldt nie potrzebują przesterowanych gitar, by wprowadzić do kompozycji napięcie. W ich muzyce niepokój potrafił narastać z pojedynczego dźwięku, nieoczywistej harmonii albo zbyt długo utrzymywanej ciszy.
Wydany w 2012 roku album wymykał się oczekiwaniom publiczności wychowanej na Porcupine Tree i Opeth. Zamiast progresywnego metalu proponował osobliwą mieszaninę psychodelicznego folku, kameralnych aranżacji, awangardy i muzyki ilustracyjnej. Szczególnie Drag Ropes pokazywał, jak skutecznie duet potrafi budować atmosferę niemal filmowego horroru. Już w naszej recenzji „Storm Corrosion” z maja 2012 roku zwracaliśmy uwagę na tę niecodzienną estetykę, ale również na ryzyko monotonii wynikające z daleko posuniętego minimalizmu.
Nowe nagrania stawiają więc przed muzykami interesujące wyzwanie. Pierwsza płyta zawdzięczała swój charakter przede wszystkim umiejętności operowania przestrzenią, kontrastem i niedopowiedzeniem. Jeżeli druga ma być równie oszczędna w środkach, a jednocześnie odmienna, samo zwiększenie liczby instrumentów raczej nie wystarczy. Decydująca będzie ich funkcja w kompozycjach.
Wilson i Åkerfeldt znów znajdują wspólny język
Powrót Storm Corrosion nie jest całkowitym zaskoczeniem. Już w marcu 2026 roku Åkerfeldt mówił o prowadzonych z Wilsonem rozmowach dotyczących ponownej współpracy. Wówczas pozostawało jednak otwarte pytanie, czy pomysły rzeczywiście przybiorą postać kolejnego albumu pod wspólnym szyldem. Październikowa wypowiedź Wilsona oznacza istotny postęp: prace nad nową muzyką już się rozpoczęły.
Obaj artyści mają za sobą kolejne lata intensywnych poszukiwań. Opeth na „The Last Will and Testament” powrócił do cięższego, bardziej teatralnego języka, podczas gdy Wilson na „The Overview” ponownie eksplorował rozbudowane struktury progresywne, tym razem podporządkowane kosmicznej koncepcji albumu.
Co więcej, 6 listopada 2026 roku nakładem Fiction Records ukaże się jego kolejny solowy krążek, „Requiem For A Village”. Podczas pracy nad nim Wilson sięgał po instrumenty, na których nie gra na co dzień, między innymi skrzypce i obój. Jak wyjaśnia, podobne podejście do eksperymentowania z własnymi umiejętnościami instrumentalnymi pojawia się również w nowym Storm Corrosion.
Poniżej można obejrzeć drugą część rozmowy Stevena Wilsona z Anilem Prasadem. Fragment poświęcony Storm Corrosion rozpoczyna się około 23. minuty i 30. sekundy.
Żadnego pośpiechu
Debiutancki „Storm Corrosion” doczekał się w 2024 roku wznowienia, obejmującego również nowy miks Dolby Atmos. Płyta zyskała tym samym kolejną okazję, by trafić do słuchaczy, którzy przy pierwszym spotkaniu mogli oczekiwać od duetu bardziej konwencjonalnego rocka progresywnego.
Na szczegóły następcy trzeba jeszcze zaczekać. Nie ujawniono listy utworów, wytwórni ani harmonogramu wydawniczego. Wilson mówi o nowym materiale z wyraźnym zainteresowaniem, lecz bez obietnicy szybkiego zakończenia prac.
I chyba dobrze. Storm Corrosion powstał przecież dlatego, że dwóch muzyków mogło pozwolić sobie na rzeczy, których nie bardzo wypadało robić we własnych zespołach. Po czternastu latach najbardziej szkoda byłoby utracić właśnie tę swobodę. Zwłaszcza na rzecz oczekiwań ludzi, którzy nadal liczą, że Åkerfeldt w końcu podłączy gitarę do wzmacniacza.



