172-1429x1419
172-1429x1419

Bez zadęcia, bez muzeum – Horntet wysyła „Direct Message”

172-1429x1419

Są takie płyty, które od pierwszych minut próbują udowodnić swoją wagę. Nadmuchują formę, ustawiają się w pozycji dzieła, chcą imponować samym faktem istnienia. „Direct Message” zespołu Horntet działa inaczej. To album, który nie pozuje na arcydzieło i właśnie dzięki temu brzmi tak przekonująco. Nie ma tu ani muzealnego podejścia do tradycji, ani tego rodzaju nowoczesności, która polega głównie na demonstracyjnym odcinaniu się od przeszłości. Jest za to muzyka żywa, sprężysta, grana z temperamentem i z ewidentną przyjemnością bycia razem w dźwięku. To drugi album kwintetu, wydany przez For Tune we wrześniu 2025 roku, zawierający sześć autorskich kompozycji.

Horntet tworzą Bartłomiej Leśniak na fortepianie, Robert Wypasek na saksofonie tenorowym i sopranowym, Szymon Ziółkowski na saksofonie altowym i sopranowym, Mikołaj Sikora na kontrabasie oraz Piotr Przewoźniak na perkusji. To skład, który już na papierze obiecuje konkret: dwa saksofony, fortepian i klasyczna sekcja rytmiczna dają szerokie pole do budowania zwartego, mocnego, chwilami wręcz natarczywego brzmienia. Zespół powstał w 2019 roku z inicjatywy Leśniaka, a na „Direct Message” słychać już nie tyle entuzjazm młodego projektu, ile zespół, który wie, jak chce brzmieć i jak chce prowadzić narrację.

Najciekawsze w tej płycie jest to, że mocno siedzi ona w jazzowej tradycji, ale ani przez chwilę nie sprawia wrażenia ćwiczenia stylistycznego. Horntet odwołuje się do idiomu lat 60., do hard bopu, post-bopu, do języka zespołowego grania, w którym temat ma ciężar, improwizacja ma sens, a puls nie jest dodatkiem, tylko krwioobiegiem całości. Jednocześnie muzycy wpuszczają do tego świata trochę swobody, trochę współczesnej nerwowości, trochę bardziej otwartej wyobraźni formalnej. Ta mieszanka tradycji jazzu lat 60., współczesnej muzyki klasycznej i free jazzu jest przez zespół deklarowana wprost, ale ważniejsze od deklaracji jest to, że na albumie naprawdę da się ją usłyszeć.

I właśnie dlatego „Direct Message” tak dobrze broni się jako recenzowana płyta, a nie tylko jako sympatyczna wizytówka młodego składu. Słychać tu młodzieńczą wolność, werwę do gry, niepohamowane parcie naprzód, ale nie w znaczeniu chaosu czy niecierpliwości. To raczej energia ludzi, którzy mają technikę, mają pomysł i nie czują potrzeby, by tę energię tonować w imię źle rozumianej dojrzałości. Horntet nie gra grzecznie. Na szczęście. W tej muzyce jest coś bardzo odświeżającego: brak lęku przed mocniejszym gestem, przed wyrazistszym akcentem, przed brzmieniem, które ma uderzyć słuchacza, a nie tylko uprzejmie go zainteresować.

Wiele współczesnych płyt jazzowych, zwłaszcza tworzonych przez muzyków świetnie wykształconych, cierpi na ten sam problem: wszystko się zgadza, ale niewiele z tego wynika. Tu jest odwrotnie. W „Direct Message” słychać warsztat, ale nie słychać szkolnej pozy. Słychać świadomość formy, ale nie słychać pedanterii. Słychać szacunek do idiomu, ale nie słychać nabożności. To bardzo ważna różnica. Bo Horntet nie traktuje tradycji jak relikwii pod szkłem. Traktuje ją jak język, którym nadal można mówić własnym głosem. A własny głos to w jazzie rzecz bezcenna.

Dużą rolę odgrywa tu także sam charakter zespołowego brzmienia. Dwa saksofony nie służą wyłącznie do zagęszczania faktury. One tworzą napięcie, ruch, dialog, czasem rodzaj frontalnego ataku, a czasem bardziej subtelną grę perspektyw. Fortepian Bartłomieja Leśniaka nie jest tylko harmonicznym zapleczem, lecz jednym z motorów całej opowieści. Sekcja rytmiczna nie „towarzyszy”, ale realnie kształtuje dramaturgię. Dzięki temu płyta nie rozłazi się w zestaw indywidualnych popisów. To nadal brzmi jak zespół, a nie jak pięć osobnych ambicji zamkniętych w jednym studiu.

Ważny jest również patron tej muzyki – Thelonious Monk. Horntet wskazuje go jako główną inspirację, a na płycie umieszcza bonusowe wykonanie „Criss-Cross”, kontynuując tym samym gest z debiutu, gdzie pojawiła się „Pannonica”. To zresztą bardzo trafny trop. Nie dlatego, że Horntet gra „po monksku”, bo nie na tym rzecz polega. Bardziej dlatego, że od Monka bierze pewną ideę: że jazz może być jednocześnie zakorzeniony i osobny, tradycyjny i niepokorny, inteligentny i bezpretensjonalny.

Tytuł „Direct Message” okazuje się więc czymś więcej niż zgrabną nazwą. Ta płyta rzeczywiście działa jak wiadomość wysłana bezpośrednio do słuchacza. Bez filtrów, bez asekuracji, bez nadmiernego tłumaczenia się ze swoich fascynacji. Nie trzeba tu analizować osobno każdego utworu, żeby uchwycić istotę całości. Najważniejsze jest to, że album ma własny ton i własny impet. Nie sili się na rewolucję, ale też nie zadowala się poprawnością. Przypomina, że mainstream nie musi być nudny, o ile gra się go z pomysłem, odwagą i z prawdziwą potrzebą komunikacji.

„Direct Message” jest więc płytą bardzo udaną nie dlatego, że próbuje wynaleźć jazz od nowa, lecz dlatego, że przywraca mu coś fundamentalnego – ruch, temperament i przyjemność grania. To album, który nie udaje starszego, niż jest. Nie nakłada sobie sztucznej powagi. Nie ucieka w chłodny konceptualizm. I właśnie dzięki temu trafia w punkt. Horntet pokazuje, że młody zespół może mówić językiem tradycji, nie brzmiąc ani przez chwilę jak własna rekonstrukcja historyczna. A to już jest bardzo dużo.

Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.