
W jazzie słowo „familia” potrafi brzmieć jak deklaracja programowa i nie chodzi tu o biografię w sensie dosłownym, tylko o sieć relacji, wspólny język, pamięć zasłyszaną w cudzych frazach i przepracowaną po swojemu. Na albumie „Familia” argentyński pianista i kompozytor Ramiro Zayas buduje właśnie taką narrację – z jednej strony osobistą, z drugiej konsekwentnie zbiorową, bo napisaną dla Basel Jazz Orchestra. To projekt, który wyrósł z kilkuletniej współpracy i zaufania między liderem a zespołem, a jego tytuł wprost odsyła do idei „extended family”, społeczności tworzonej nie przez pokrewieństwo, lecz przez muzykę, wspólne doświadczenia i codzienną praktykę słuchania siebie nawzajem.
Ta płyta ma mocno osadzony kontekst produkcyjny i estetyczny. Materiał zarejestrowano w Bazylei, a za nagranie, miks i mastering odpowiada Patrik Zosso. Nad całością czuwa dyrygentka Francesca Gaza, co nie jest detalem drugorzędnym, bo w muzyce na duży skład „kto” prowadzi orkiestrę, bywa równie ważne jak „co” zostało napisane. „Familia” trwa niespełna 46 minut i składa się z ośmiu kompozycji. Wbrew pozorom taka objętość jest w bigbandzie atutem. Zayas nie rozciąga formy ponad miarę, nie próbuje „udowodnić” rozmachu liczbą minut. Zamiast tego buduje dramaturgię całej płyty w sposób zwarty, ale nie skrótowy. Słuchacz dostaje pełny łuk napięć i odprężeń, tylko bez dłużyzn.
Kluczowe jest to, że to nie jest big-band „dla samego big-bandu”. Zayas nie traktuje orkiestry jak masywnej ściany dźwięku, lecz jak instrument o wielu rejestrach: raz gęstniejących, raz przezroczystych, czasem wręcz kameralnych w prowadzeniu głosów. W jego pisaniu słychać myślenie fakturą – dialog sekcji, wyczucie barwy i umiejętność „oddechu” w gęstym materiale. Duży skład nie musi krzyczeć, by robić wrażenie; może mówić półgłosem. I „Familia” często właśnie tak działa, jest intensywna, ale rzadko nachalna.
Album ma też czytelny kręgosłup ideowy. Zayas mówi o tradycji jak o rozmowie, bo kiedy „śpiewamy” z szacunkiem, słychać głosy tych, którzy byli przed nami. To podejście przekłada się na muzykę w sposób dojrzały. W materiałach towarzyszących płycie kompozytor wskazuje inspiracje (od Guillermo Kleina po Kenny’ego Wheelera, z obecnością skojarzeń związanych z Wayne’em Shorterem czy Gilem Evansem), ale najważniejsze jest to, że te tropy nie funkcjonują tu jako cytaty ani zabawa w rozpoznawanie. Raczej jako idiomy, pewne sposoby budowania melodii, harmonii i narracji, które zostają przefiltrowane przez argentyński rys muzyczny i współczesny język jazzu.
W tej muzyce wyczuwalny jest latynoski puls, często bardziej podskórny niż ostentacyjny, tak jakby klucz rytmiczny działał pod powierzchnią, a nie w pierwszym planie. Zayas konsekwentnie unika „pocztówkowej” stylizacji, dlatego też elementy argentyńskiej tradycji są tu obecne, ale nie jako folklor wprost. To raczej pamięć melodii, gestów, energii przekuta w materiał, który pasuje do dużego aparatu wykonawczego.
Warto też spojrzeć na samą orkiestrę. Basel Jazz Orchestra to zespół powołany w 2023 roku, złożony z osiemnastu profesjonalnych muzyków działających w żywej scenie Bazylei i wokół niej. Ma pełnić rolę platformy dla kompozytorów – zarówno tych z wewnątrz, jak i spoza składu – i rozwijać nowoczesne podejście do jazzu orkiestrowego. W „Familia” ten „laboratoryjny” charakter słychać w elastyczności, orkiestra potrafi grać z bigbandową precyzją, ale też szybko przełączać się w tryb bardziej „zespołowy”, gdzie improwizacja staje się równorzędnym mechanizmem narracyjnym, a nie tylko solówkową ozdobą.
Wykonawczo album ma wymiar wyraźnie międzynarodowy, a rozpisane partie solowe i gościnne podkreślają, że Zayas komponuje z myślą o konkretnych osobowościach. Wśród nich pojawia się m.in. polski gitarzysta Michał Skwierczyński, a w jednym z utworów słyszymy też głos brazylijskiej wokalistki Joyce Bastos. Te elementy nie są „atrakcją” dopiętą na koniec, tylko częścią planu: duży skład ma tu być miejscem spotkania, nie monolitem.
Oczywiście, „Familia” nie jest albumem całkowicie łatwym. Gęsta harmonia, wielowarstwowe prowadzenie sekcji i świadomie budowane napięcia mogą wymagać kilku odsłuchów, zwłaszcza od słuchaczy oczekujących klasycznego bigbandowego frontu i prostych refrenów. Ale ta „wymagalność” jest w istocie zaletą, bo płyta nie ucieka w czystą abstrakcję, nie popada też w retro. Idzie środkiem, tyle że jest to środek oparty na rzemiośle kompozytorskim, konsekwencji w budowaniu formy i odpowiedzialności dużego zespołu.
Na tle dotychczasowej dyskografii Zayasa („Río Interior”, „Parte del Viaje”, „Collector”) „Familia” brzmi jak naturalny, logiczny krok, poszerzenie palety, mocniejsze wejście w język orkiestry i dopracowanie własnego stylu pisania na większy aparat. Najważniejsze jednak pozostaje to, że „Familia” działa jako spójna wypowiedź. To album o wspólnocie, ale bez sloganów. O tradycji, ale bez muzealnej gabloty. O orkiestrze, ale bez pompy. Jeśli ktoś szuka współczesnego jazzu orkiestrowego, w którym emocja idzie w parze z konstrukcją, a „zespół” jest realnym podmiotem – nie tylko tłem dla lidera – „Familia” będzie adresem wartym uwagi.



