
„Composed, arranged and produced by Joachim Mencel”. Zdawać by się mogło, że takie rzeczy wyczytać można tylko na płytach Prince’a. Co prawda stylistyka jest tu inna, świat brzmieniowy odległy od Minneapolis o całe galaktyki, ale skala autorskiej kontroli, odpowiedzialności i artystycznej samowystarczalności rzeczywiście każe myśleć o muzyku, który nie tyle nagrywa album, ile buduje własny, zamknięty ekosystem. Na „Etno Machina” Joachim Mencel jest kompozytorem, aranżerem, producentem i jedynym wykonawcą, a całość została wydana jako 12-utworowa płyta na lirę korbową solo, z premierą 27 marca 2026 roku.
To album osobny nawet w dorobku artysty, który od dawna wymyka się prostym klasyfikacjom. Mencel, pianista, kompozytor, producent muzyczny i jeden z prekursorów wprowadzania liry korbowej do współczesnego jazzu, bywa określany jako „romantyk polskiej pianistyki jazzowej”; współpracował m.in. z Lee Konitzem, Dino Saluzzim, Richardem Galliano, Dave’em Liebmanem czy Nigelem Kennedym. Jednak „Etno Machina” nie jest płytą jazzmana, który dla odmiany sięgnął po instrument etniczny. To raczej konsekwentna próba potraktowania liry korbowej jako pełnoprawnego, współczesnego generatora świata: rytmu, melodii, burdonu, szumu, napięcia, przestrzeni i niemal filmowej dramaturgii.
Kluczowy jest tu sposób nagrania. Album powstawał metodą overdubbingu, warstwa po warstwie, gdzie wszystkie dźwięki pochodzą wyłącznie z liry korbowej, choć w wielu miejscach zostały poddane obróbce elektronicznej, która poszerza naturalne możliwości instrumentu. Sam Mencel pisał, że płyta narodziła się z potrzeby, ciekawości oraz rozmów ze słuchaczami, którzy po koncertach pytali o muzykę na samą lirę korbową, bez zespołu i dodatkowych instrumentów. I właśnie ta geneza jest słyszalna. „Etno Machina” nie brzmi jak studyjny eksperyment wymyślony przy biurku, ale jak odpowiedź na realne doświadczenie grania, słuchania i odkrywania instrumentu razem z publicznością.
Największe wrażenie robi bogactwo brzmienia, które Mencel wydobywa z liry korbowej. Instrument często kojarzony z archaicznością, muzyką dawną, ludową albo rekonstrukcyjną, tutaj zostaje oderwany od muzealnej gabloty. Owszem, jego źródłowy charakter pozostaje ważny: słychać drewno, tarcie, mechanikę, nieustanny oddech koła i strun. Ale jednocześnie ta sama lira potrafi zabrzmieć jak syntezator, jak sekcja rytmiczna, jak smyczkowy dron, jak basowy puls, jak odległy głos z nieistniejącej mitologii. Mencel nie przebiera instrumentu za coś innego. On raczej pokazuje, że w lirze korbowej od początku było więcej, niż zazwyczaj chcieliśmy usłyszeć.
Płyta jest pełna przestrzeni i wewnętrznego pulsu. Nie chodzi tu wyłącznie o rytm w oczywistym, tanecznym sensie. Puls jest czymś głębszym, bo mechanizmem podskórnym, ruchem materii, powtarzalnością, która nie usypia, lecz hipnotyzuje. W „Sirens” rytmiczna energia ma w sobie napięcie niemal alarmowe, ale nie traci organicznego charakteru. „Etno Kosmos” idzie jeszcze dalej w stronę transu. Ten tytuł nie jest przypadkowy, bo ludowość zostaje tu wyrzucona na orbitę, w przestrzeń nie tyle folklorystyczną, ile kosmiczno-rytualną. To etno bez cepelii, kosmos bez chłodnej abstrakcji.
Z kolei „Meanders” pokazuje inną stronę albumu. Tu szczególnie ważne staje się nuta burdonowa, które nie tyle akompaniuje melodii, ile kształtują atmosferę. Burdon u Mencela jest jak mgła nad rzeką, jak cień pod obrazem, jak stały punkt w pejzażu, wokół którego zmienia się światło. Dzięki temu muzyka nie potrzebuje rozbudowanej narracji harmonicznej, by budować napięcie. Wystarczy przeciągnięty dźwięk, subtelna zmiana faktury, mikroprzesunięcie barwy. To momenty, w których „Etno Machina” zbliża się do ścieżki dźwiękowej filmu, którego nikt jeszcze nie nakręcił.
I właśnie filmowość jest jednym z najciekawszych wymiarów tego wydawnictwa. Nie jest to ilustracyjność łatwa, złożona z gotowych obrazków i emocjonalnych podpowiedzi. Jest to raczej muzyka pełna tajemnicy, mistycyzmu i niedopowiedzenia. Słuchając „In The Dark”, „Ursa Minor” czy „From A Bird’s Eye View”, ma się wrażenie obcowania z pejzażami, które istnieją gdzieś pomiędzy pamięcią a snem. Czasem są to bezdroża, czasem nocne niebo, czasem wnętrze starej maszyny, która pamięta jeszcze ludzkie dłonie. Elektronika nie chłodzi tej muzyki, a wręcz przeciwnie, wydobywa z niej aurę niepewności i pogłębia wrażenie obcowania z czymś archaicznym, ale nie martwym.
Najbardziej przejmującym utworem jest „We Seek Love Without Being Able To Love”. Już sam tytuł otwiera przestrzeń interpretacyjną, której nie da się zamknąć w prostym komentarzu. Jest w nim gorzka diagnoza współczesności, ale też coś bardziej uniwersalnego: świadomość ludzkiej tęsknoty, która często wyprzedza naszą zdolność do czułości. Muzycznie to jeden z tych fragmentów płyty, w których Mencel pozwala melodii wyjść na pierwszy plan. Jest piękna, ale nie sentymentalna, poruszająca, ale powściągliwa. Nie wyciska łez, tylko zostawia słuchacza z pytaniem. A to w muzyce znacznie trudniejsze.
„Etno Machina” mogłaby być albumem efektownym w powierzchownym sensie: oto jeden muzyk, jeden instrument, elektronika, niezwykłe brzmienia. Na szczęście Mencel nie zatrzymuje się na demonstracji możliwości. Technologia i wirtuozeria są tu podporządkowane dramaturgii. Nawet gdy słyszymy skomplikowaną konstrukcję warstw, nie mamy poczucia laboratoryjnego chłodu. To muzyka oddychająca, pulsująca, pełna sensu. Jej siła polega na tym, że potrafi być jednocześnie pierwotna i nowoczesna, medytacyjna i motoryczna, ascetyczna i brzmieniowo bogata.
Nie jest to płyta dla słuchacza szukającego łatwego tła. Wymaga skupienia, najlepiej odsłuchu w całości, bez przeskakiwania między utworami. Ale odpłaca się doświadczeniem rzadkim, bo spotkaniem z instrumentem potraktowanym nie jako ciekawostka, lecz jako centrum muzycznego wszechświata. Joachim Mencel nagrał album, który udowadnia, że lira korbowa może być nie tylko nośnikiem tradycji, ale także narzędziem współczesnej wyobraźni. „Etno Machina” to bardzo udane, odważne i głęboko autorskie wydawnictwo. Płyta, która brzmi tak, jakby stara opowieść nauczyła się mówić językiem przyszłości.



