COVER digipack front
COVER digipack front

Spinofonia – 4

COVER digipack front
COVER digipack front

Cztery strony ciężkiego kompasu

Spinofonia wraca z albumem „4” jako zespół już wyraźnie osadzony w swoim własnym, dość osobliwym układzie planetarnym: z jednej strony mamy tu instrumentalny rock-metal, progresywne ciągoty, gitarowy ciężar i rytmiczną konsekwencję, z drugiej – filmową liryczność, skrzypce, pianino cyfrowe i tę charakterystyczną potrzebę opowiadania bez użycia słów. Krakowski projekt Dawida Kielara, działający od 2012 roku, po wcześniejszych wydawnictwach z lat 2013, 2019 i 2025 nie próbuje na „4” udawać zespołu, który nagle odkrył Amerykę, wynalazł ogień i jeszcze przy okazji zrobił promocję na gwoździe. Raczej kontynuuje własną drogę: konsekwentnie, solidnie, z większą pewnością realizacyjną niż koncepcyjną, ale też z wyczuwalnym przekonaniem, że rock instrumentalny może być narracją, a nie tylko pokazem palców na gryfie.

W tym sensie „4” jest rozwinięciem kierunku, który można było usłyszeć już na poprzedniej płycie zespołu, opisywanej szerzej w naszej recenzji „Spinofonia III”. Tam Spinofonia jeszcze mocniej zaznaczała powrót do grania po latach i próbowała ustawić swój język od nowa. Tutaj ten język jest już bardziej poukładany, choć nie zawsze bardziej odkrywczy. Album nie wywraca stolika z napisem „polski prog-metal”, ale bardzo sprawnie sprząta na nim brudne kufle, poprawia przewody od wzmacniaczy i mówi: panowie, teraz gramy porządnie. To płyta z dobrze ustawionymi proporcjami między ciężkimi riffami, melodyką, przestrzenią i emocjonalnym napięciem, choć jej największy problem polega na tym, że częściej imponuje wykonaniem niż zaskakuje samą ideą.

Już sama decyzja, by album zatytułować po prostu „4”, jest symptomatyczna. Spinofonia numeruje swoje etapy, jakby zamiast klasycznych tytułów płyt prowadziła kronikę wypraw: pierwszy rozdział, drugi rozdział, trzeci rozdział, czwarty rozdział. Trochę to urocze, trochę przewrotne, trochę jak notatnik inżyniera, który przypadkiem pisze poemat. Z jednej strony można marudzić, że przy muzyce instrumentalnej mocny tytuł albumu bywa dodatkowym kluczem interpretacyjnym. Z drugiej – może właśnie w tej prostocie kryje się metoda: ważniejsze mają być tytuły kompozycji, ich dramaturgia i wewnętrzny ruch. A że te tytuły brzmią jak mapa emocjonalnych przepraw – Zrywając Sidła, Nadzieja Milczących, Źródło Esencji, Biała Księga, Kompas, WymaŻona, Klucz do Antidotum – to już inna sprawa. Tu każdy chce coś otwierać, zrywać, prowadzić albo leczyć. Album więc może i nazywa się „4”, ale w środku ma całą szufladę większych ambicji.

Riffy, skrzypce i inne narzędzia do kopania tunelu

Największą siłą „4” jest brzmienie. Realizacja nagrań, miksy i mastering pod okiem Maksymiliana Szelęgiewicza w Studiu Krakowskiego CKP Wola Duchacka dały efekt naprawdę porządnie uchwyconego materiału. Nie jest to produkcja, która stara się wszystko wypolerować do plastikowego połysku, jakby gitary miały startować w konkursie na najczystszą szybę balkonową. Przeciwnie: album brzmi gęsto, nisko, dynamicznie i selektywnie. Miks zostawia instrumentom miejsce, ale nie pozwala im rozleźć się po ścianach. Mastering podkreśla energię, nie zabijając naturalności. To ważne, bo przy takim składzie – kilku gitarzystów, bas, perkusja, pianino cyfrowe, skrzypce, chwilami harmonijka ustna i trójkąt – łatwo byłoby zrobić z tego dźwiękową bigosografię progresywną: niby dużo składników, ale po trzeciej łyżce nikt nie wie, co właściwie je.

W Zrywając Sidła Spinofonia od razu pokazuje swoją podstawową strategię: pęd, napięcie, masywny gitarowy kontur, ale też liryczne wejścia pianina i skrzypiec, które nie są tu wklejoną ozdobą z folderu „ładne rzeczy do metalu”. Skrzypce Jakuba Janickiego pełnią rolę nie tyle ornamentu, ile drugiego planu emocjonalnego. Przesuwają muzykę w stronę rocka ilustracyjnego, jakby zespół chciał zasugerować, że każda kompozycja ma nie tylko riff, ale też pejzaż. Bas Piotra Kruka, szczególnie tam, gdzie dostaje więcej oddechu, pracuje jak fundament z dobrego betonu: nie krzyczy, że jest fundamentem, ale gdyby go wyjąć, całość mogłaby pójść w dość smutny pył.

Nadzieja Milczących rozwija tę formułę w bardziej przestrzennym kierunku. Gitary Michała Walawendera mają odpowiedni ciężar, ale ciekawsze od samego ciężaru jest to, jak zespół reguluje napięcie. Tempo potrafi opaść, faktura robi się bardziej przejrzysta, pojawia się lekko retro-klawiszowy kolor, a całość przez chwilę oddycha mniej metalowym, bardziej filmowym powietrzem. To jeden z tych momentów, w których Spinofonia „4” pokazuje, że nie chce być tylko płytą do potakiwania głową w rytmie mocnych akcentów. Chce też zbudować atmosferę. I tu działa to całkiem dobrze, bo melodia nie jest przesłodzona, a dramatyzm nie staje się nadęty. Nikt nie wychodzi na scenę w pelerynie z napisem „sztuka”, za co należy się wdzięczność.

W Źródle Esencji obecność Krzysztofa Wyrwy na gitarze basowej daje kompozycji inny rodzaj grawitacji. To utwór, w którym niskie częstotliwości nie są tylko dodatkiem do gitarowego mięsa, ale tworzą własną linię narracyjną. Dialog basu z pianinem cyfrowym ma w sobie coś z progresywnego kameralizmu: niby dalej jesteśmy w obszarze rock-metalowym, ale przez chwilę muzyka zachowuje się jak rozmowa instrumentów, a nie jak narada budowlana w sprawie postawienia kolejnej ściany dźwięku. Gitara Tomasza Kotlińskiego w partiach solowych wnosi ostrość, ale nie przecina utworu na pół. To dobrze, bo instrumentalny progresywny metal bardzo łatwo wpada w manierę: teraz solo, więc proszę państwa, patrzymy na palce. Tutaj jednak solo pozostaje elementem większej formy.

Progres bez doktoratu z samozachwytu

Biała Księga jest jednym z najbardziej reprezentatywnych fragmentów albumu, bo pokazuje Spinofonię w trybie zwartej, dobrze poukładanej energii. Gitary Michała Walawendera i Tomasza Tatary są prowadzone szeroko, chwilami niemal unisonowo, ale nie rozmazują się w masie. Perkusja Dawida Kielara ma swobodę i dobrze ustawiony punkt ciężkości; nie jest tylko metronomem z talerzami, ale elementem dramaturgii. Szczególnie interesująco wypadają fragmenty, w których rytm gęstnieje, a kompozycja nie traci przejrzystości. To właśnie tutaj najlepiej słychać, że produkcja albumu należy do jego najmocniejszych stron. Wszystko ma odpowiednią wagę, ale nie jest przerośnięte. Jak porządny obiad po próbie – syci, lecz nie zabija.

Najkrótszy Kompas działa trochę jak miniatura w środku cięższej konstrukcji. To kompozycja lżejsza, bardziej zwarta i mniej rozbudowana, ale potrzebna dla oddechu całego albumu. Pianino i skrzypce wracają tu w roli znaków orientacyjnych; nie tyle prowadzą słuchacza za rękę, ile zostawiają mu małe kamyczki na ścieżce. W sensie melodycznym to jeden z bardziej przystępnych momentów „4”. Nie oznacza to, że nagle wchodzimy w radiową przebojowość – bez przesady, to nie piknik sponsorowany przez refren – ale zespół pokazuje, że potrafi skondensować emocję i motyw bez niepotrzebnego rozciągania formy.

WymaŻona wyróżnia się przede wszystkim aurą. Sam tytuł, z graficznie podkreśloną literą „Ż”, sugeruje grę między wymazaniem a wyobrażeniem, między stratą a projekcją. Muzycznie ten utwór dobrze wpisuje się w najbardziej emocjonalny nurt albumu. Skrzypce znów są odsunięte nieco dalej w planie, z dłuższym pogłosem, przez co tworzą wrażenie przestrzeni bardziej klasycznej, niemal teatralnej. Gitara Arkadiusza Palacza dodaje natomiast bardziej ziemistego, rockowego kontrapunktu. I właśnie ta podwójność – eteryczne smugi kontra cięższy napęd – jest dla „4” kluczowa. Spinofonia nie gra muzyki szczególnie rewolucyjnej, ale potrafi sprawnie godzić elementy, które w słabszych rękach wyglądałyby jak przypadkowe spotkanie skrzypka z ekipą od remontu piwnicy.

Finałowy Klucz do Antidotum ma ambicję podsumowania całości i w dużej mierze tę ambicję realizuje. To najdłuższy utwór na płycie, najbardziej rozbudowany personalnie i aranżacyjnie, z udziałem kilku gitarzystów, basu, skrzypiec, harmonijki ustnej, pianina i trójkąta. Można się uśmiechnąć przy tym trójkącie, bo w instrumentalnym rock-metalu brzmi to jak wprowadzenie postaci drugoplanowej, która pojawia się na końcu filmu i mówi jedno zdanie, ale wszyscy ją pamiętają. Jednak kompozycyjnie finał działa: najpierw buduje napięcie, potem dokłada kolejne warstwy gitarowe, wprowadza cięższy groove, a następnie wraca do bardziej przestrzennych rozwiązań. Jest w tym trochę progresywnej panoramy, trochę filmowego domknięcia, trochę zespołowego „sprawdźmy, ile jeszcze zmieści się w skrzyni”. Zmieściło się sporo, choć na szczęście wieko nie odpadło.

Świetne rzemiosło, mniej ryzyka

Największy atut „4” to wykonanie. Muzycy grają pewnie, z dobrym wyczuciem stylistycznym i bez wrażenia, że każdy musi koniecznie udowodnić światu swoją wyższość nad metronomem. Partie gitarowe są zadziorne, ale nie histeryczne; bas jest czytelny i pracuje nie tylko jako podpora, lecz także jako element melodyczno-rytmiczny; perkusja trzyma konstrukcję w ryzach, a pianino i skrzypce nadają płycie charakter, którego nie dałoby się uzyskać samym riffowym naporem. Właśnie dlatego Spinofonia brzmi najlepiej wtedy, gdy nie próbuje wybierać między ciężarem a liryzmem, tylko każe im siedzieć przy jednym stole. Czasem patrzą na siebie podejrzliwie, ale ostatecznie obiad przebiega bez rękoczynów.

Nieco słabiej wypada natomiast innowacyjność materiału. „4” nie przynosi języka, którego wcześniej nie słyszeliśmy w okolicach progresywnego rocka, instrumentalnego metalu czy ilustracyjnej muzyki gitarowej. Zespół korzysta z dobrze znanych środków: narastania dynamiki, kontrastu ciężkich riffów i delikatniejszych wstawek, melodycznych solówek, szeroko ustawionych gitar, filmowych klawiszy, melancholijnego skrzypcowego światłocienia. Robi to z klasą, ale nie zawsze z takim błyskiem, który kazałby złapać słuchawki i powiedzieć: no proszę, tego jeszcze nie było. Raczej: to jest zrobione bardzo solidnie, uczciwie i z dobrym słuchem na proporcje.

Również koncept albumu jest bardziej domyślny niż radykalnie zarysowany. Tytuły utworów sugerują drogę przez zrywanie więzów, nadzieję, źródło, białą kartę, kompas, wymazanie i antidotum. Można więc czytać „4” jako opowieść o przejściu, oczyszczeniu, nowym początku albo dojrzalszym spojrzeniu na własną muzykę. Problem w tym, że sama płyta nie zawsze pcha tę narrację wystarczająco daleko. Jest spójna nastrojowo, bardzo dobrze zaprojektowana brzmieniowo, ale jej dramaturgia częściej wynika z energii i aranżacji niż z wyrazistego, naprawdę niepowtarzalnego pomysłu przewodniego. To bardziej zbiór powiązanych rozdziałów niż powieść z fabularnym ciosem w ostatnim akapicie.

Nie zmienia to faktu, że emocjonalność albumu działa. Szczególnie tam, gdzie skrzypce i pianino przełamują gitarowy ciężar, Spinofonia osiąga coś więcej niż poprawne granie w progresywno-metalowej stylistyce. Te momenty mają w sobie subtelność, której brakuje wielu instrumentalnym płytom skupionym wyłącznie na technice. Muzyka nie zawsze uzależnia, nie zawsze zostawia po sobie motyw, który wraca po godzinie przy zmywaniu naczyń, ale w trakcie słuchania potrafi utrzymać uwagę. A to już niemało, bo instrumentalny rock bez wokalu bywa próbą cierpliwości – niekiedy piękną, niekiedy karalną. Tutaj na szczęście jesteśmy po stronie pierwszej, choć bez przesady z fanfarami.

Skrzynia z gorącą niespodzianką, ale bez fajerwerków z bazaru

„4” to album, który najmocniej przekonuje profesjonalnym wykończeniem, przestrzennym miksem, solidnym wykonaniem i umiejętnym budowaniem klimatu. Nie jest to płyta przełomowa, nie rozbija gatunku na atomy, nie wyprowadza instrumentalnego rock-metalu na zupełnie nowe terytorium. Ale też nie sprawia wrażenia produktu zrobionego dla odhaczenia kolejnego numerka w dyskografii. Spinofonia gra tu świadomie, dojrzale i z wyczuciem. Słychać, że zespół rozumie własne atuty: melodyjne riffy, zespołową dyscyplinę, kontrast między ciężarem a liryzmem, naturalną dynamikę i ilustracyjny rozmach.

Dla stałych słuchaczy zespołu „4” będzie prawdopodobnie potwierdzeniem, że droga obrana po „Spinofonia III” nie była chwilowym przebłyskiem, lecz konsekwentnie rozwijaną metodą. Dla nowych odbiorców może być niezłym wejściem w świat polskiego instrumentalnego rock-metalu, zwłaszcza jeśli szukają muzyki technicznie sprawnej, ale nie hermetycznej. Krytycznie patrząc, album mógłby mieć odważniejszy rdzeń koncepcyjny i więcej momentów prawdziwego zaskoczenia. Jednak jako całość broni się rzemiosłem, brzmieniem i emocjonalną klarownością. To nie jest płyta, która zmienia układ kontynentów. To raczej dobrze zbudowany most między ciężarem a melodyjną narracją. A most, jak wiadomo, nie musi śpiewać, żeby człowiek chciał po nim przejść.

Więcej materiałów związanych z zespołem można znaleźć pod tagiem Spinofonia, a inne recenzje z okolic rocka, progresji i cięższego grania w dziale Rock. Oficjalnych materiałów zespołu warto szukać również na kanale YouTube Spinofonii, a bieżące informacje pojawiają się na profilu Spinofonii na Instagramie. Kontekst rozmowy z Dawidem Kielarem o najnowszym wydawnictwie można też znaleźć w materiale Radia Praga.

COVER digipack front
Spinofonia – 4
UTWORY: 1. Zrywając Sidła, 2. Nadzieja Milczących, 3. Źródło Esencji feat. Krzysztof Wyrwa, 4. Biała Księga, 5. Kompas, 6. WymaŻona, 7. Klucz do Antidotum. SKŁAD: Michał Walawender / gitary, harmonijka ustna, home-recording gitar; Tomasz Tatara / gitary; Tomasz Kotliński / gitary; Arkadiusz Palacz / gitary; Piotr Kruk / gitara basowa; Jakub Janicki / skrzypce; Dawid Kielar / perkusja, pianino cyfrowe, trójkąt; Krzysztof Wyrwa / gościnnie gitara basowa w utworze Źródło Esencji. PRODUKCJA: Realizacja nagrań, miksy i mastering odbyły się pod okiem Maksymiliana Szelęgiewicza od czerwca do września 2025 roku w Studiu Krakowskiego CKP Wola Duchacka. Materiał miksowano zimą 2025/2026. Za produkcję i kompozycję odpowiada Dawid Kielar przy współudziale wszystkich muzyków. WYDANIE: Album „4” został wydany i wyprodukowany nakładem własnym. Premiera: 15 marca 2026.
KONCEPT
6
WYKONANIE
7.9
PRODUKCJA
8
PRZEBOJOWOŚĆ
6.3
MELODIE
7.3
EMOCJONALNOŚĆ
7.1
INNOWACYJNOŚĆ
4.3
SIŁA PRZEKAZU
5.2
SPÓJNOŚĆ
6.2
EFEKT UZALEŻNIENIA
4.7
OCENA CZYTELNIKÓW0 Votes
0
6.3
OCENA
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.

Verified by MonsterInsights