Free improv, który nie udaje, że świat jest w porządku
Hyper Elastic Jinx We Vote Force Majeure — tę frazę warto dziś zapamiętać nie dlatego, że dobrze wygląda w wyszukiwarce, ale dlatego, że stoi za nią jeden z ciekawszych lutowych sygnałów ze skandynawsko-berlińskiej sceny improwizowanej. Kwartet Hyper Elastic Jinx wypuścił 19 lutego album „We Vote Force Majeure” nakładem Barefoot Records i od pierwszych minut wiadomo, że nie chodzi tu o neutralne „muzyczne doświadczenie”. To płyta napięta, nerwowa, polityczna i brudna tam, gdzie powinna być brudna.
Spis treści
Nie tylko premiera
„We Vote Force Majeure” ukazało się w formacie CD i digital jako BFREC091CD w katalogu Barefoot Records, czyli kopenhaskiego, prowadzonego przez muzyków kolektywu, który od lat stawia bardziej na ryzyko niż na wygodę. To ważne także w sensie praktycznym: po grudniowej decyzji labelu o wycofaniu katalogu ze Spotify centralnym miejscem odsłuchu i zakupu stał się Bandcamp. W przypadku tej płyty nie jest to detal techniczny, tylko część całej opowieści o autonomii, obiegu muzyki i sensie niezależności.
Sam album został nagrany w lipcu 2025 roku w Black Tornado Studio w Kopenhadze, po niemieckiej trasie kwartetu i po jego występie na Copenhagen Jazz Festival 2025. To słychać. Ten materiał nie brzmi jak projekt złożony przy stole ani jak jednorazowe spotkanie czterech bardzo zdolnych osób. Brzmi jak zespół, który już wcześniej zdążył się sprawdzić w ruchu, na scenie, w tarciu, w hałasie i w sytuacjach, gdzie nie ma miejsca na kurtuazję.
Istotne jest też to, że mówimy o debiucie Hyper Elastic Jinx. A debiut w improwizacji nie zawsze musi znaczyć „początek”. Często oznacza raczej moment, w którym rozproszone doświadczenia wreszcie trafiają do jednego naczynia. Tutaj to naczynie szybko zaczyna wrzeć.
Kwartet z trzech scen
Hyper Elastic Jinx łączy impulsy z Oslo, Kopenhagi i Berlina, ale równie istotne są tu indywidualne języki muzyków. Signe Emmeluth, duńska saksofonistka altowa mieszkająca w Oslo, od kilku lat należy do najciekawszych postaci skandynawskiej improwizacji, także dzięki własnemu projektowi Emmeluth’s Amoeba. Nana Pi wypracowała z kolei własny idiom oparty na rozszerzonych technikach, pracy z obiektami i myśleniu o improwizacji jako języku, a nie tylko metodzie gry.
Po drugiej stronie tego układu stoją Keisuke Matsuno i Halym Kim. Matsuno jest gitarzystą, który dobrze czuje balans między sonorystycznym draśnięciem a bardziej poetycką linią, co potwierdzały także jego wcześniejsze kolaboracje na scenie niemieckiej. Kim, działający w Kopenhadze perkusista i kompozytor, porusza się między free improwizacją, eksperymentem i tradycyjną koreańską perkusją, a razem z Nana Pi współtworzy także improwizacyjne inicjatywy organizacyjne. W praktyce oznacza to, że Hyper Elastic Jinx nie jest „zespołem saksofonowym z rytmiką”, tylko organizmem, w którym nikt nie pełni roli usługowej.
Ten układ personalny robi różnicę. Dwa saksofony mogłyby łatwo zdominować narrację, ale tutaj nie dostają wygodnego fundamentu ani dekoracyjnej gitary. Zamiast tego dostają partnerów, którzy stale destabilizują sytuację. Dzięki temu muzyka nie osiada, tylko cały czas pozostaje w stanie wysokiej temperatury.
Brzmienie, które drapie
Najprościej byłoby napisać, że to free improwizacja z domieszką jazzu, rocka, muzyki eksperymentalnej i współczesnej. Problem w tym, że taki opis jest poprawny i jednocześnie zbyt bezpieczny. „We Vote Force Majeure” działa raczej jak starcie kilku estetyk, które nie próbują dojść do zgody. Słychać tu gęste splątania częstotliwości, nachodzące na siebie faktury, otwarte tonalności i rytmikę, która zamiast prowadzić słuchacza za rękę, woli mu tę rękę odsunąć.
Już same tytuły sugerują, że nie będzie tu eleganckiego chłodu. „Chainsaw Mentality” brzmi dokładnie tak, jak brzmi jego nazwa: bez aspiracji do gładkości, bez uprzejmego tłumaczenia własnej agresji. „Zero Point 75” pracuje bardziej na napięciu i mikroruchach, a „Mirror, Mirror, Am I Pretty?” wnosi do albumu tytułową ironię i lekko skrzywione poczucie performatywności. Z kolei „The Consequences Of Mr. Albert Irony” i finałowe „Let It Happen At Our Peril” najlepiej pokazują skalę ambicji zespołu: to utwory, w których forma nie jest z góry znana, ale też ani przez moment nie wygląda na przypadkową.
Dobrym tropem jest tu krótka, ale celna obserwacja Eyal Hareuveniego z salt peanuts*, który pisał o bezkompromisowym, niehierarchicznym DNA kwartetu i o niemal telepatycznej współpracy obu saksofonów. To nie jest recenzencki ozdobnik. Emmeluth i Nana Pi rzeczywiście grają momentami jak jeden podwójny instrument: raz rozszczepiony, raz sklejony, raz walczący o dominację, a raz działający w perfekcyjnie zsynchronizowanym zwarciu.
Jeśli chcieć wskazać coś, co odróżnia ten album od wielu współczesnych płyt z kręgu „advanced improvised music”, to byłaby to właśnie zdolność do utrzymania intensywności bez popadania w akademicką szarość. Hyper Elastic Jinx nie maskuje energii teorią. Ta muzyka ma intelekt, ale najpierw ma temperaturę.
Utwory, od których najlepiej zacząć
- „Force Majeure” — otwarcie bez rozgrzewki, od razu ustawiające napięcie całej płyty.
- „Chainsaw Mentality” — tytuł mówi dużo, ale dźwięk mówi jeszcze więcej.
- „The Consequences Of Mr. Albert Irony” — najdłuższy oddech albumu i jeden z jego najmocniejszych punktów ciężkości.
- „Let It Happen At Our Peril” — finał, który nie zamyka sprawy, tylko zostawia ją otwartą i drażniącą.
Polityka bez sloganu
Najciekawsze w tytule „We Vote Force Majeure” nie jest samo odwołanie do polityki, tylko sposób, w jaki kwartet ustawia swój komunikat. To nie jest płyta-protest w prostym sensie, nie ma tu muzycznego transparentu ani łatwego moralizowania. Jest natomiast bardzo wyraźna teza: świat i systemy, w których żyjemy, nie są społecznie, ekonomicznie, ekologicznie ani politycznie zrównoważone. I że potrzeba czegoś silniejszego niż kosmetyczna korekta.
To dlatego album działa nie jako „komentarz do rzeczywistości”, ale jako estetyka nacisku. Słuchacz nie dostaje gotowej instrukcji, za to dostaje dźwiękowy model świata rozchwianego, przeciążonego, czasem brutalnego, a jednak niepozbawionego nadziei na przesilenie. W tym sensie „force majeure” nie jest tu fetyszem katastrofy. Bardziej chodzi o nieodwracalną zmianę perspektywy — coś, czego nie da się zignorować ani zagadać.
To ważne, bo wiele płyt „zaangażowanych” zatrzymuje się dziś na deklaracji. Hyper Elastic Jinx idzie kawałek dalej: polityczność jest zaszyta w samej organizacji dźwięku. W niehierarchicznej pracy kwartetu. W odmowie stabilnego centrum. W ciągłym wymuszaniu ruchu. To nie jest ornament. To jest metoda.
To dzieje się już teraz
Premiera albumu nie zawisła w próżni. Wokół wydania „We Vote Force Majeure” pojawiły się także koncerty: 19 lutego 2026 kwartet zagrał premierowy wieczór w Richten25 w Berlinie, 21 lutego pojawił się w art.ist w Wiesbaden, a 28 lutego ma zaplanowany występ w ramach Vinterjazz / Alt_R_Jazz w Aarhus. To dobrze pokazuje skalę działania zespołu: nie jest to studyjny projekt na jeden sezon, tylko formacja, która od początku pracuje w obiegu koncertowym.
Dla słuchacza to ma znaczenie zasadnicze. Tego typu muzyka dojrzewa inaczej niż klasyczny album songwriterski czy nawet standardowa płyta jazzowa. W improwizacji scena jest nie dodatkiem, ale laboratorium. Jeśli „We Vote Force Majeure” już teraz brzmi tak spójnie i agresywnie we własnych założeniach, to warto śledzić, co zespół zrobi z tym materiałem po kilku kolejnych miesiącach grania.
Gdzie słuchać?
Najbardziej naturalnym adresem dla tej premiery jest dziś Bandcamp Barefoot Records, gdzie album jest dostępny cyfrowo i na CD. Dla mediów przygotowano też odsłuch promocyjny przez The Orchard. I uczciwie mówiąc: to jedna z tych płyt, którym Bandcamp zwyczajnie służy. Nie tylko dlatego, że tak zdecydował label, ale dlatego, że „We Vote Force Majeure” wymaga innego rodzaju uwagi niż playlistowe tło do pracy.
Jeśli ktoś szuka w tej premierze „łatwego wejścia”, może się odbić. Ale jeśli szuka muzyki improwizowanej, która ma ciężar, charakter i realny powód istnienia, to trafił pod właściwy adres. Nie dlatego, że kwartet chce komukolwiek imponować poziomem trudności. Raczej dlatego, że dobrze wie, iż w 2026 roku sztuka, która niczym nie ryzykuje, przeważnie nie zostawia po sobie śladu.
Na koniec
„We Vote Force Majeure” nie prosi o uwagę, tylko ją wymusza. Debiut Hyper Elastic Jinx pokazuje kwartet, który od razu myśli kategoriami własnego języka, a nie środowiskowej grzeczności. Jest w tym albumie polityczny impuls, jest świetnie zorganizowany chaos, jest chemia składu i jest ten rodzaj napięcia, który sprawia, że do płyty chce się wracać nie po komfort, lecz po energię.
Jeżeli śledzicie to, co dzieje się dziś na styku free improwizacji, avant-rocka i współczesnej sceny eksperymentalnej, ten tytuł powinien znaleźć się wysoko na liście. A jeśli jeszcze nie śledzicie — tym lepiej. Od takich płyt dobrze zaczynać rozmowę.



