Bielany, psychodelia i rozmach
Bielany, psychodelia i rozmach

Moris Bln czyli Bielany, psychodelia i rozmach

MORIS BLN DRACENA: z Bielan nadciąga osiedlowe granie

O co chodzi w tej premierze

MORIS BLN DRACENA to nie jest news o zespole, który dopiero szuka własnego języka. Warszawska ekipa z Bielan ma już za sobą debiutancką EP-kę, obecność w radiu i konkretny ruch wokół nowego materiału. „Dracena”, opublikowana we wrześniu 2025 roku, zapowiada przygotowywaną drugą płytę „O obrotach ciał”, a razem z nią na album ma trafić także wcześniejszy singiel „Gest Kozakiewicza”. To ważne, bo w przypadku MORIS BLN nie chodzi wyłącznie o premierę dwóch piosenek, tylko o wyraźny sygnał, że zespół próbuje przeskoczyć z poziomu obiecującego debiutu na poziom własnej, rozpoznawalnej estetyki.

Najprościej byłoby wrzucić ich do szuflady z napisem „alternatywny rock z domieszkami psychodelii”, ale to byłby opis zbyt wygodny. W materiałach zespołu i opisach wydawniczych regularnie wracają rock, punk, jazz i psychodelia, jednak u MORIS BLN ważniejsze od samej listy wpływów jest to, że te elementy nie są traktowane jak kolekcja stylowych przypinek. One pracują na piosenkę. I to słychać od razu.

„Dracena” nie jest tylko kolejnym singlem

„Dracena” ukazała się 16 września 2025 roku w serwisach streamingowych, a na oficjalnym kanale zespołu pojawiła się jako drugi utwór zapowiadający „O obrotach ciał”. To istotny detal: MORIS BLN budują napięcie wokół drugiej płyty etapami, nie przez jednorazowy wyskok, lecz przez konsekwentne dokładanie kolejnych elementów większej układanki. W opisie artysty na Spotify zespół wskazuje też, że singiel funkcjonuje w orbicie współpracy z Przemkiem Myszorem z Myslovitz, co tylko podbija ciekawość wobec dalszego kierunku tej historii.

Sam utwór działa dlatego, że nie udaje wielkiego manifestu. Zamiast pompować się do rozmiarów „wydarzenia pokoleniowego”, stawia na napięcie między melodyjnością a lekkim rozchybotaniem. Jest w tym coś z miejskiej nerwowości, coś z podszytej ironią czułości do polskiego rockowego dziedzictwa i coś jeszcze: odruch, żeby nie grać pod algorytm, tylko pod własny puls. To akurat w czasach muzycznej przesadnej wygładzonej funkcjonalności bywa bardziej odświeżające niż najbardziej wymyślny manifest.

Nie bez znaczenia jest też fakt, że zespół był prezentowany przez Wojciecha Manna w Radiu Nowy Świat. W przypadku grupy, która wciąż jest na etapie budowania szerszego rozpoznania, taki gest nie załatwia kariery, ale porządnie legitymizuje uwagę. To już nie jest kapela, którą zna wyłącznie własne osiedle i kilka zaprzyjaźnionych klubów.

Debiut, który ustawił kierunek

Warto przy tym doprecyzować jedną rzecz: „Dzień powszedni, sobota, święto” funkcjonuje w oficjalnych serwisach jako EP-ka, nie pełnowymiarowy album. W streamingu wydawnictwo pojawiło się 22 listopada 2024 roku, natomiast edycja CD była datowana na 23 lutego 2025. To nie jest czepianie się metki. To ważne, bo pokazuje, że drugi duży materiał naprawdę ma szansę stać się momentem przejścia od ciekawego debiutu do pełniej zdefiniowanego rozdziału w historii zespołu.

Na debiucie MORIS BLN połączyli miejski nerw, klawiszową ścianę brzmienia i piosenkową komunikatywność z bardziej rozedrganymi wpływami rocka, punku, jazzu i psychodelii. To wydawnictwo miało też konkretny gościnny akcent: w utworze „Nie pal wiedźmy, spal Marzannę” pojawił się Marian Lichtman. Taka obecność mogłaby w innych rękach skończyć się tanim ukłonem w stronę legendy, ale tu ma sens, bo MORIS BLN nie traktują historii polskiej muzyki jak muzealnej gabloty. Raczej jak zestaw narzędzi, z których nadal da się korzystać bez wstydu.

Debiut był też na tyle zauważalny, że zespół trafił do Czwórki Polskiego Radia, gdzie rozmawiał o materiale i prezentował utwory z EP-ki. To ważny trop, bo potwierdza, że MORIS BLN od początku byli czytelni nie tylko dla własnej bańki, lecz także dla redakcji, które zwykle nie wpuszczają do eteru rzeczy całkiem przypadkowych.

„Gest Kozakiewicza” i sygnał, że będzie ostrzej

Jeśli „Dracena” można czytać jako ruch bardziej uwodzicielski, to „Gest Kozakiewicza” wygląda jak utwór, który ma przypomnieć, że MORIS BLN nie zamierzają ugrzęznąć w eleganckiej alternatywie. Singiel ukazał się 21 lutego 2025 roku i już wtedy został opisany jako pierwszy sygnał nadchodzącej płyty „O obrotach ciał”. W praktyce oznacza to, że zespół buduje nowy materiał na przecięciu zaczepności, ironii i refrenowej nośności.

Tytuł jest oczywiście bezczelny, ale nie chodzi tu o tanią prowokację. Bardziej o rodzaj gestu tożsamościowego: zespół przypomina, że można grać muzykę z ambicją, a jednocześnie nie udawać artystycznej świętości. U MORIS BLN inteligencja nie musi przychodzić w garniturze. Czasem przychodzi w rozchełstanej koszuli i z dobrym, trafionym refrenem.

Tu dzieje się coś więcej niż retro-zabawa

MORIS BLN bardzo łatwo byłoby pomylić z kolejnym projektem, który wyciąga z szafy stare polskie płyty, doprawia je psychodelią i liczy, że sama stylizacja zrobi robotę. Problem w tym, że tu ta kalkulacja zwyczajnie nie pasuje. Owszem, słychać sentyment do dawnych idiomów polskiego rocka, słychać fascynację bardziej organicznym graniem i instrumentarium wykraczającym poza podstawowy skład gitarowy, ale równie mocno słychać współczesne myślenie o dramaturgii numeru.

Pomaga w tym także koncertowy rozwój składu. W zapowiedziach występów z początku 2026 roku pojawiają się już nie tylko trzon zespołu, ale również Joanna Lis na trąbce i waltorni oraz Wojciech Czubin na saksofonach. To nie jest drobiazg: jeśli takie instrumentarium ma realny wpływ na nadchodzący materiał, druga płyta może okazać się bardziej rozbudowana aranżacyjnie niż debiut, a zarazem mniej przewidywalna.

Jeszcze ciekawiej robi się wtedy, gdy spojrzeć na najświeższy ruch zespołu. 23 stycznia 2026 roku MORIS BLN wypuścili singiel „Zrobione w Łodzi [feat. Marian Lichtman] [Live]”. To drobiazg, ale znaczący: relacja z Marianem Lichtmanem nie kończy się tu na jednorazowym gościnnym występie, tylko zaczyna przypominać twórczą nić, która może wrócić także przy kolejnych wydawnictwach.

Co dalej z MORIS BLN

Na dziś najważniejsza wiadomość jest prosta: MORIS BLN są w momencie, w którym druga płyta naprawdę może coś zmienić. Debiut dał im punkt wyjścia, „Gest Kozakiewicza” pokazał charakter, a „Dracena” podkręciła oczekiwania wobec „O obrotach ciał”. Do tego dochodzą koncerty, radiowa obecność i coraz wyraźniejszy sygnał, że zespół nie chce być jedynie sympatyczną ciekawostką z Bielan.

Jeżeli ta druga płyta dowiezie napięcie, które słychać w singlach, MORIS BLN mogą wyjść poza kategorię „obiecujący zespół” i wejść do rozmowy o tym, kto dziś w Polsce umie grać rock alternatywny bez autoplagiatu i bez kompleksów wobec własnej tradycji. A to już nie jest mała stawka.

Warto więc śledzić profil MORIS BLN w Spotify oraz ich kanał YouTube, bo wygląda na to, że ten zespół dopiero rozpędza własny mechanizm.

Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.