Syd Barrett – 10 rzeczy, o których mogliście nie wiedzieć
Hasło Syd Barrett ciekawostki zazwyczaj prowadzi do tego samego ponurego zestawu: LSD, odejście z Pink Floyd, niespodziewana wizyta w Abbey Road i obowiązkowe określenie „szalony diament”. Problem w tym, że człowiek po raz kolejny przegrywa z efektowną legendą. Najciekawsze fakty o Barretcie dotyczą nie tylko jego kryzysu, lecz także dziecięcych konkursów poetyckich, ulicznego grania z Davidem Gilmourem we Francji, samodzielnie przerobionej gitary, eksperymentów z dźwiękiem przestrzennym i obrazów, które niszczył niemal natychmiast po namalowaniu.
Syd Barrett, właściwie Roger Keith Barrett, był współzałożycielem, pierwszym liderem, gitarzystą, wokalistą i głównym autorem wczesnego Pink Floyd. W latach 1965–1968 współtworzył język brytyjskiej psychodelii, łącząc eksperymentalną gitarę, popową melodykę, absurdalny humor i bardzo angielską wyobraźnię literacką.
Pełna historia zespołu jest oczywiście znacznie większa, czego dowodzi choćby omawiana w na Laboratorium książka „Pink Floyd. Prędzej świnie zaczną latać” Marka Blake’a. Tutaj skupiamy się jednak na szczegółach, które pokazują Barretta jako artystę, a nie jako rockowy eksponat z podpisem „uwaga, tragedia”.
Dziesięć faktów, które wyciągają Syda z gabloty
1. „Syd” powstał z połączenia komika, skautingu i jazzowego basisty
Pseudonim nie pojawił się od razu w znanej pisowni. Koledzy ze skautingu zaczęli nazywać dwunastoletniego Rogera „Sidem”, między innymi ze względu na jego zamiłowanie do naśladowania komika Sida Jamesa. Kilka lat później młody Barrett zetknął się z lokalnym basistą jazzowym o nazwisku Sid Barrett i zmienił literę „i” na „y”, aby odróżnić się od starszego muzyka.
To drobiazg, ale niezwykle barrettowski: nawet pseudonim wygląda tu jak kolaż znalezionych elementów. Trochę szkolnego żartu, trochę teatru, trochę jazzu i jedna litera przesunięta tak, by rzeczywistość stała się minimalnie dziwniejsza.
2. Zanim został gitarzystą psychodelicznym, wygrywał konkursy pianistyczne i poetyckie
Barrett nie był dzieciakiem, który pewnego dnia znalazł gitarę i z braku lepszego planu wymyślił Pink Floyd. W wieku siedmiu lat wygrał z siostrą Rosemary konkurs duetu fortepianowego. Później odnosił sukcesy w szkolnych konkursach poetyckich, rysował, malował i grał również na flecie prostym, ukulele oraz drumli.
To pomaga zrozumieć jego piosenki. Utwory takie jak Bike, The Gnome czy Effervescing Elephant nie są przypadkowymi wygłupami gitarzysty. Działają jak miniaturowe książki dla dzieci napisane przez kogoś, kto podejrzewa, że dzieci doskonale rozumieją absurd, a dorośli tylko nauczyli się go ukrywać pod krawatem.
3. Razem z Davidem Gilmourem został zatrzymany za uliczne granie we Francji
W sierpniu 1965 roku Barrett i David Gilmour pojechali do Francji. Podczas ulicznego grania zostali na krótko zatrzymani przez policję w Saint-Tropez. Nie był to jeszcze pojedynek gitarzystów o miejsce w Pink Floyd. Byli młodymi przyjaciółmi próbującymi zarobić muzyką na dalszą podróż.
Historia nabiera ironicznego posmaku dopiero z perspektywy czasu. Kilka lat później Gilmour miał wejść do Pink Floyd, by wspierać coraz mniej przewidywalnego Barretta na scenie. Zanim zostali symbolem zmiany pokoleniowej w jednym z największych zespołów świata, byli po prostu dwoma chłopakami, których francuska policja poprosiła, żeby przestali hałasować.
4. Jego słynna lustrzana gitara nie była fabrycznym instrumentem
Barrett sam zmodyfikował białego Fendera Esquire. Pokrył korpus srebrzystym tworzywem i umieścił na nim piętnaście odblaskowych krążków. Instrument, powszechnie nazywany „Mirror Disc Guitar”, prawdopodobnie zadebiutował jesienią 1966 roku podczas koncertów z pokazami płynnych projekcji świetlnych. Krążki odbijały światło w stronę publiczności, więc gitara była jednocześnie instrumentem, reflektorem i rekwizytem scenicznym.
Barrett nie traktował obrazu jako dekoracji doklejonej do muzyki. Światło, ruch, pogłos i sprzężenia zwrotne tworzyły jedno widowisko. Dzisiejsze ekrany LED potrafią wyświetlić galaktykę w rozdzielczości większej niż nasze wspomnienia, ale piętnaście przyklejonych krążków miało coś, czego często brakuje technologicznym pałacom: pomysł.
5. Pink Floyd testowali dźwięk przestrzenny i zsynchronizowane filmy już w 1967 roku
Podczas koncertu w Queen Elizabeth Hall w maju 1967 roku zespół wykorzystywał efekty dźwiękowe, projekcje filmowe zsynchronizowane z muzyką oraz system pozwalający przemieszczać dźwięk wokół publiczności. Były to rozwiązania, które później stały się znakami rozpoznawczymi koncertów Pink Floyd, lecz eksperymentowano z nimi jeszcze w epoce Barretta.
Wczesny Pink Floyd nie był więc tylko zespołem wykonującym długie wersje Interstellar Overdrive. Był laboratorium koncertowym. Barrett rozumiał, że psychodelia nie polega na dodaniu pogłosu do zwyczajnej piosenki. Chodzi o zmianę sposobu słuchania: dźwięk nie stoi grzecznie na scenie, tylko zaczyna chodzić po sali i zaglądać ludziom przez ramię.
Chronologię najbardziej intensywnego okresu zespołu porządkuje oficjalne kalendarium Pink Floyd z 1967 roku.
6. Nazwę Pink Floyd wyłowił z opisu na płycie bluesowej
Barrett połączył nazwiska amerykańskich bluesmanów Pinka Andersona i Floyda Councila. Nie chodziło jednak o dwóch jego osobistych mistrzów poznanych podczas pielgrzymki przez deltę Missisipi. Nazwiska znalazł w tekście zamieszczonym na okładce kompilacji Blind Boya Fullera. Z połączenia dwóch dość zwyczajnych nazwisk powstała jedna z najbardziej rozpoznawalnych nazw w historii rocka.
Mechanizm był prosty i genialny: Barrett potraktował notę wydawniczą jak pudełko z częściami zamiennymi. To także dobry model jego pisania. Zwyczajne słowa, dziecięce przedmioty, planety, koty, rowery i krasnale po odpowiednim zestawieniu zaczynały wyglądać tak, jakby rzeczywistość dostała lekkiej gorączki.
7. Napisał piosenkę, której koledzy nie mogli się nauczyć, bo stale ją zmieniał
Podczas jednej z ostatnich prób z Pink Floyd Barrett przyniósł utwór znany jako Have You Got It Yet?. Za każdym powtórzeniem zmieniał jego budowę, akordy lub przebieg, po czym wracał do pytania zawartego w tytule. Muzycy próbowali uchwycić formę, ale forma odsuwała się jak ruchome schody.
Można widzieć w tym sabotaż, żart, wyraz kryzysu albo wszystkie trzy rzeczy jednocześnie. Muzycznie pomysł jest jednak fascynujący: piosenka o niemożności nauczenia się piosenki, której refren pyta, czy już ją zrozumiałeś. Awangardowa komedia sytuacyjna, tyle że pozostali członkowie grupy niekoniecznie kupili bilety.
8. Jego jedyny pełnoprawny koncert solowy zakończył się po czterech utworach
6 czerwca 1970 roku Barrett wystąpił w londyńskiej Olympia Exhibition Hall, wspierany przez Davida Gilmoura na basie i Jerry’ego Shirleya z Humble Pie na perkusji. Trio wykonało tylko cztery utwory. Był to jedyny koncert Barretta jako solowego wykonawcy w tym okresie.
Dwa lata później powstał jeszcze krótkotrwały zespół Stars, w którym grali również Twink i Jack Monck. Grupa istniała krócej niż miesiąc. Po źle przyjętym występie w Cambridge, podczas którego muzycy musieli wejść na scenę po potężnie grającym MC5, Barrett zakończył działalność zespołu.
To ważne, bo koryguje wygodną opowieść o nagłym zniknięciu w 1968 roku. Barrett próbował wracać. Tyle że jego powroty przypominały drzwi obrotowe w źle zaprojektowanym biurowcu: człowiek wchodził i po chwili znów znajdował się na ulicy.
9. Ostatnia próba nagraniowego powrotu odbyła się rok przed słynną wizytą przy „Wish You Were Here”
W sierpniu 1974 roku dawny menedżer Pink Floyd Peter Jenner namówił Barretta do ponownego wejścia do Abbey Road. Liczono na materiał do kolejnego albumu, ale sesje nie przyniosły ukończonego projektu. Dopiero rok później, 5 czerwca 1975 roku, Barrett niespodziewanie pojawił się w studiu, gdy Pink Floyd pracowali nad Shine On You Crazy Diamond.
Wizyta z 1975 roku jest częścią rockowego folkloru. Sesje z 1974 roku są jednak ciekawsze, bo pokazują, że Barrett nie przeszedł bezpośrednio z „The Madcap Laughs” do całkowitego milczenia. Jeszcze raz stanął przed mikrofonem i taśmą, choć muzyka nie złożyła się już w album.
Temat jego obecności w późniejszej historii zespołu rozwija lirinterpretacja Wish You Were Here. Warto jednak pamiętać, że wspomnienie Syda i prawdziwa twórczość Syda to nie to samo. Pomnik zawsze jest nieruchomy, a Barrett interesował się głównie ruchem.
10. Uważał się przede wszystkim za artystę wizualnego i niszczył własne obrazy
Po wycofaniu się z przemysłu muzycznego Barrett wrócił do malarstwa i rysunku. Oficjalne archiwum podkreśla, że uważał się przede wszystkim za artystę wizualnego. Niewiele jego płócien przetrwało, ponieważ miał zwyczaj niszczyć ukończone prace albo zamalowywać je kolejnymi obrazami.
W późniejszych latach wykonywał także meble. Korzystał między innymi z gotowych elementów, które przerabiał, malował i nadawał im własny charakter. Zachowały się zdjęcia biurek, półek, stołów, krzeseł i kolorowych komód. Nie budował pałaców dla rockowych milionerów. Stylizował codzienność, jeden regał naraz.
Prace, szkice i projekty mebli można obejrzeć w oficjalnym archiwum sztuki Syda Barretta.
Syd Barrett a późniejszy Pink Floyd: dwie różne planety
Wczesny Pink Floyd Barretta bywa automatycznie wrzucany do worka z rockiem progresywnym. To wygodne, ale mało precyzyjne. Barrett działał przede wszystkim na styku psychodelicznego popu, bluesa, improwizacji, awangardy i angielskiej piosenki opartej na literackim absurdzie. Jego utwory często były krótkie, melodyjne i pełne nagłych skrętów. Dłuższe formy, takie jak Interstellar Overdrive, rozwijały się bardziej jak zespołowa improwizacja niż starannie rozpisana suita.
Późniejszy Pink Floyd coraz mocniej budował muzykę architektonicznie: poprzez rozbudowane formy, albumy koncepcyjne, powracające tematy i precyzyjnie projektowane brzmienie studyjne. Moment przejścia słychać na „A Saucerful of Secrets”, gdzie Barrett pojawia się jeszcze w trzech nagraniach, lecz muzyka zespołu wyraźnie zmierza już w inną stronę.
Więcej o różnicy między psychodelią a późniejszym rockiem progresywnym mówi nasza historia rocka progresywnego. Z kolei dział rock psychodeliczny pokazuje, jak szeroko rozrosła się estetyka, którą Barrett współtworzył, zanim przemysł muzyczny zdążył wydrukować dla niej instrukcję obsługi.
Różnica dotyczyła także gitary. Barrett traktował ją jak generator faktur, sprzężeń, szarpnięć i odblasków. David Gilmour rozwinął bardziej płynną, melodyjną narrację, której późny wariant można odnaleźć również na opisanym w naszym Laboratorium albumie „Luck and Strange”. Jeden rozcinał przestrzeń, drugi nauczył się po niej szybować.
Trzy mity, które warto odstawić razem z kryształową kulą
Mit pierwszy: wszystko wyjaśnia LSD
Barrett używał substancji psychodelicznych, a jego zachowanie w 1967 roku zaczęło gwałtownie się zmieniać. To fakt. Nie oznacza to jednak, że po kilkudziesięciu latach można postawić mu diagnozę na podstawie anegdot, zdjęć i nieruchomego spojrzenia w telewizyjnym nagraniu. Relacje bliskich, muzyków i biografów różnią się w ocenie przyczyn jego kryzysu.
Uczciwa odpowiedź brzmi więc: narkotyki mogły być katalizatorem lub czynnikiem pogarszającym sytuację, ale nie mamy podstaw, by zamknąć całą historię w jednym efektownym zdaniu. Rock lubi proste katastrofy, bo łatwo mieszczą się w nagłówkach. Ludzie są niestety bardziej skomplikowani.
Mit drugi: po odejściu z Pink Floyd niczego już nie zrobił
Barrett nagrał dwa albumy solowe, występował w radiu BBC, zagrał krótki koncert, założył Stars, podjął sesje w 1974 roku i przez kolejne dekady tworzył sztukę wizualną. „The Madcap Laughs” dotarł w 1970 roku do 40. miejsca brytyjskiej listy albumów. Nie był wielkim komercyjnym triumfem, ale nie był też płytą wrzuconą do studni, gdzie znalazło ją dopiero następne pokolenie poetów w swetrach.
Dane zestawia oficjalne archiwum brytyjskich list przebojów.
Mit trzeci: Syd Barrett to wyłącznie przypis do „Wish You Were Here”
Shine On You Crazy Diamond utrwaliło Barretta jako figurę nieobecności, utraconego przyjaciela i artysty pożartego przez przemysł. To potężny obraz, ale nadal obraz stworzony przez innych. Sam Barrett pisał o rowerach, kotach, kosmosie, dziecięcych wspomnieniach, miłości, stworzeniach z bajek i przedmiotach, które jakimś cudem zaczynały mieć własne zamiary.
By zrozumieć jego twórczość, lepiej zacząć od „The Piper at the Gates of Dawn” niż od późniejszych hołdów. Różnica jest podobna do tej między czytaniem autora a oglądaniem filmu dokumentalnego o tym, dlaczego autor przestał pisać.
Dalszy rozwój zespołu można zestawić z materiałem o pięćdziesięcioleciu „The Dark Side of the Moon”. Tam Pink Floyd jest już maszyną studyjną o potężnym zasięgu. U Barretta częściej przypomina rower z koszykiem, do którego ktoś włożył teleskop, pluszowego kota i uszkodzony generator.
Przewodnik słuchania: sześć utworów zamiast jednej legendy
Najlepszym punktem wejścia pozostaje debiut Pink Floyd. Oficjalne wydanie albumu można przesłuchać poniżej.
- Astronomy Domine: przykład kosmicznego rocka, który nie potrzebuje dwudziestu minut, żeby opuścić atmosferę. Gitara, organy i nazwy ciał niebieskich tworzą dźwiękową mapę pisaną z perspektywy dziecka zamkniętego po godzinach w planetarium.
- Interstellar Overdrive: utwór oparty na rozpoznawalnym riffie, który otwiera przestrzeń dla grupowej improwizacji, dysonansów i zmian kierunku. To najłatwiejszy sposób, by usłyszeć Barretta jako eksperymentatora, a nie tylko autora dziwnych rymowanek.
- Bike: miniatura łącząca naiwną deklarację uczuć, katalog przedmiotów i studyjny finał brzmiący jak mechaniczny pokój zabaw po awarii instalacji elektrycznej.
- Jugband Blues: pożegnalny utwór Barretta na „A Saucerful of Secrets”. Melodia rozpada się pod naporem orkiestry dętej, ironii i tekstu, który brzmi jednocześnie jak żart oraz komentarz do własnej pozycji w zespole.
- Octopus: solowy Barrett w skondensowanej formie: poszarpany rytm słów, dziecięce obrazy, nagłe zmiany perspektywy i melodia, która porusza się tak, jakby sama próbowała zgubić drogę.
- Golden Hair: muzyczna adaptacja tekstu Jamesa Joyce’a. Pokazuje, że literackość Barretta nie ograniczała się do bajkowego absurdu; potrafił również stworzyć oszczędną, hipnotyczną pieśń z poezji istniejącej długo przed narodzinami rocka psychodelicznego.
Dlaczego te fakty nadal mają znaczenie?
Syd Barrett jest ważny nie dlatego, że jego biografia nadaje się na efektowny dokument o cenie sławy. Jest ważny, ponieważ pokazał, że brytyjski rock nie musi stale udawać muzyki amerykańskiej. Może korzystać z lokalnego akcentu, dziecięcej literatury, absurdalnego humoru, sztuki współczesnej, swobodnej improwizacji i wspomnień z podmiejskiego ogrodu.
Jego wpływ nie polegał na stworzeniu zestawu chwytów, które można skopiować. Barrett dał innym pozwolenie na osobność. Na śpiewanie własnym głosem, używanie gitary niezgodnie z katalogiem producenta i traktowanie popowej piosenki jak małego pomieszczenia, w którym wolno przesunąć ściany.
Oficjalną, szczegółową chronologię jego życia, nagrań i działalności artystycznej prowadzi archiwum Syd Barrett Music.
Labopedyczne minimum
- Najkrócej: Syd Barrett był pierwszym liderem Pink Floyd, autorem jego psychodelicznego języka i artystą wizualnym, którego legenda zbyt często przesłania rzeczywistą twórczość.
- Najważniejsza cecha: Łączenie popowej melodii, improwizacji, absurdalnej poezji, efektów gitarowych i bardzo angielskiej wyobraźni.
- Z czym nie mylić: Z późniejszym, monumentalnym i koncepcyjnym stylem Pink Floyd ani z uproszczoną opowieścią o „geniuszu zniszczonym przez LSD”.
- Od czego zacząć słuchanie: Od Astronomy Domine, Interstellar Overdrive, Bike, Jugband Blues i Octopus.
- Dlaczego to ma znaczenie: Barrett pomógł brytyjskiemu rockowi znaleźć własny język zamiast wiecznie pożyczać amerykański garnitur i udawać, że świetnie leży.
Który z tych faktów najbardziej zmienia obraz Syda Barretta? Polemika mile widziana — zwłaszcza taka, która potrafi oddzielić człowieka od wygodnej, dawno wypolerowanej legendy.



