The Flower Kings - Hope
The Flower Kings - Hope

The Flower Kings – Hope

Kiedy uszy nie chcą powiedzieć „dość”

Dziesięć lat temu Roine Stolt powiedział w wywiadzie dla Laboratorium Muzycznych Fuzji coś, co warto dziś wyciągnąć z archiwum. Opowiadając o komponowaniu z Jonem Andersonem, przyznał, że pozwala muzyce płynąć swobodnie. Oczywiście tylko do momentu, w którym uszy przestają mówić „tak”. Bardzo piękna zasada. Pozostaje ustalić, czy uszy Stolta kiedykolwiek odważyły się zaprotestować. Na osiemnastym albumie The Flower Kings jedna kompozycja trwa niemal dziewiętnaście minut, druga prawie pół godziny. Żaden z muzyków najwyraźniej nie zgłosił wniosku o skrócenie posiedzenia.

Żarty jednak na bok, bo „Hope” zasługuje na poważniejszą uwagę. Po bardziej kameralnym „Love” Szwedzi wrócili do symfonicznego rozmachu, który uczynił z nich jednych z najważniejszych spadkobierców progresywnej tradycji lat siedemdziesiątych. Są tu śpiewne gitarowe frazy, hammondowskie galopady, jazzowe odchylenia od rockowego pulsu i melodie rozwijane z cierpliwością obcą współczesnej kulturze pośpiechu. Tyle że w zespole, który dawno temu opanował sztukę pisania wielkich suit, sama wielkość przestała być osiągnięciem. Liczy się to, czy wszystkie muzyczne wycieczki prowadzą dokądkolwiek poza następną solówkę.

Mały przewrót w królestwie Stolta

Pierwsza niespodzianka czeka już w napisach autorskich. Niemal dziewiętnastominutowe World Spinning – The Final Curtain skomponował Lalle Larsson. Klawiszowiec, któremu dotychczas przypadała rola znakomitego współpracownika, przejął inicjatywę w utworze otwierającym album. W historii grupy tak znaczący udział kompozytorski muzyka bez współautorstwa lidera jest wydarzeniem wyjątkowym. I, co ważniejsze, przyniósł bardzo dobre rezultaty.

Larsson buduje suitę wokół powracającego motywu, który stopniowo zmienia barwę i znaczenie. Początkowa figura klawiszowa ustępuje miejsca śpiewnej gitarze Stolta, Hammond wprowadza bardziej zdecydowany puls, a fortepian pozwala odzyskać oddech po instrumentalnych spiętrzeniach. Larsson lubi jazzowe skręty, lecz nie traktuje ich jak obowiązkowej demonstracji erudycji. Jego partie rozmawiają z gitarą. Stolt potrafi przeciągnąć dźwięk, nadając mu niemal ludzką intonację, podczas gdy klawisze podpowiadają następny kierunek. Michael Stolt prowadzi bas własnymi liniami melodycznymi, a Mirko DeMaio umiejętnie przesuwa akcenty perkusyjne, dzięki czemu rozbudowana faktura zachowuje ruchliwość. To zespół, w którym każdy może mówić pełnym zdaniem, a pozostali rzeczywiście słuchają.

Zresztą utwór początkowo w ogóle nie miał śpiewu. Michael Stolt wyjaśnił w rozmowie z Lots of Muzik, że Hasse Fröberg zaproponował dodanie partii wokalnych do gotowego materiału instrumentalnego. Napisał melodie i teksty, które nadały suicie dodatkową dramaturgię. Doskonały pomysł. Powracający temat wokalny pomaga uporządkować kolejne części, a głos Fröberga wnosi ciepło i bezpośredniość do muzyki chwilami niebezpiecznie zakochanej we własnej konstrukcji. W World Spinning słychać ambicję podporządkowaną wyobraźni, nie zaś wyobraźnię zmuszoną do obsługiwania ambicji. Larsson ma świetną rękę do organizowania muzycznych wydarzeń. Nawet jeśli od czasu do czasu zaprasza na scenę o jednego solistę za dużo.

Pięć minut zdrowego rozsądku

Po takim otwarciu In a World of Fools przynosi niespodziewaną ulgę. Spokojniejszy puls, wyrazista melodia, miękkie harmonie wokalne i gitara, która potrafi dopowiedzieć więcej kilkoma dźwiękami niż niejedna kilometrowa improwizacja. Gościnny śpiew Janniki Lund wzbogaca wielogłosowe fragmenty, a bas Micheala Stolta nadaje całości subtelną ruchliwość. Piosenka ma w sobie coś z łagodniejszych momentów współpracy Stolta z Jonem Andersonem: pogodną melodykę, lekko podniosły charakter i ujmującą szczerość. Nie wszystko musi przecież kończyć się instrumentalnym objazdem połowy kontynentu. Czasami pięć minut wystarczy, żeby powiedzieć coś sensownego. Dla rocka progresywnego to odkrycie niemal podejrzane.

Mars & Minerva przywraca instrumentalną intensywność. Klawisze Larssona nabierają rozmachu, gitara odpowiada wyrazistymi frazami, a rytmiczna sprężystość przypomina bardziej swobodne dokonania Transatlantic. Utwór działa jak krótka uwertura przed największym przedsięwzięciem płyty. Mars i Minerwa, rzymskie bóstwa wojny oraz mądrości, zapowiadają konflikt, który za chwilę otrzyma znacznie obszerniejszą oprawę muzyczną.

Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu

The Gods of Rome powstawało, w pewnym sensie, ponad dekadę. Zalążki kompozycji Stolt opracował jako materiał orkiestrowy, rozważany później na potrzeby kolejnego albumu Anderson/Stolt. Do jego realizacji nie doszło, więc muzyka trafiła ostatecznie do The Flower Kings. Historia zatoczyła osobliwe koło: pomysły związane z jednym z najważniejszych głosów klasycznego prog rocka posłużyły do zbudowania nowej, dwudziestoośmiominutowej opowieści o upadku imperiów i współczesnym głodzie władzy.

Początkowa uwertura rozwija tematy pomiędzy gitarą i klawiszami, następnie pojawiają się partie wokalne, bardziej ruchliwe fragmenty rytmiczne i liryczne uspokojenia. Stolt znakomicie prowadzi gitarowe melodie, lecz Larsson bywa równie ważny dla ich dramaturgii, bo zmienia charakter muzyki za pomocą instrumentacji. Szczególnego znaczenia nabierają późniejsze partie akordeonu Aliaksandra Yasinskiego i skrzypiec Juraja Stieranki. Wschodnioeuropejski koloryt tych fragmentów przełamuje symfoniczny idiom grupy. W jednym z ustępów bas Michaela Stolta łączy się unisono z akordeonem, tworząc melodyczny dialog o zupełnie innej artykulacji niż wcześniejsze gitarowo-klawiszowe rozmowy. To muzyka, która zyskuje dzięki zmianie perspektywy.

Sam akordeon trafił na nagranie po tym, jak muzycy postanowili zastąpić używane wcześniej próbki brzmieniowe prawdziwym instrumentem. Drobna decyzja, a jakże wymowna. W czasach, gdy można komputerowo odtworzyć niemal dowolną orkiestrę, The Flower Kings preferują znaleźć człowieka, który potrafi nadać frazie własny oddech. Muzyczna nadzieja, o której opowiadają, brzmi najbardziej wiarygodnie właśnie wtedy, gdy zostawiają miejsce dla cudzej wrażliwości.

Nie rozgrzesza to jednak wszystkich dwudziestu ośmiu minut. Siedmioczęściowa suita zawiera piękne tematy, porywające dialogi instrumentalne i fragmenty autentycznego wzruszenia, lecz nie każda odsłona wynika przekonująco z poprzedniej. Bywają momenty, kiedy rozwój kompozycji ustępuje miejsca następstwu atrakcyjnych epizodów. Świetnych samych w sobie, ale mniej przekonujących jako element jednej opowieści. Ostateczny powrót do bardziej afirmacyjnej melodyki przynosi satysfakcję, choć nie rozwiewa wszystkich wątpliwości dotyczących wcześniejszych dygresji. Stolt potrafi zbudować ogromną muzyczną konstrukcję. Czasami jednak przydałby mu się ktoś, kto zapyta, po co właściwie dobudowano jeszcze jedno piętro.

Nadzieja potrzebuje czegoś więcej niż dobrych chęci

Warstwa tekstowa jest znacznie mniej wymagająca niż muzyka. Stolt pisze o chciwości, przemocy, społecznych podziałach i konieczności pielęgnowania empatii. Jego przekonania są szczere i konsekwentne, ale podobne przesłanie towarzyszy zespołowi od lat. W The Gods of Rome historyczna alegoria daje możliwość bardziej przenikliwej refleksji nad mechanizmami władzy, jednak teksty często zatrzymują się na poziomie moralnych oczywistości. Bardziej poruszają fragmenty World Spinning, w których pojawia się świadomość przemijania. Łatwiej uwierzyć człowiekowi próbującemu pogodzić się z własną skończonością niż narratorowi, który zna już odpowiedzi na wszystkie problemy ludzkości.

Za to muzycznie „Hope” pozostaje albumem imponująco sprawnym. Ciepła produkcja Stolta zachowuje czytelność bogatych aranżacji, a współpraca sekcji rytmicznej z gitarami i klawiszami nadaje nagraniom naturalną płynność. Limitowana edycja CD z Blu-rayem zawiera ponadto pierwsze w historii grupy miksy Dolby Atmos i 5.1 przygotowane przez Richa Mousera. Szwedzi nie usiłują brzmieć współcześnie za wszelką cenę. Ich estetyka pozostaje głęboko zakorzeniona w rocku symfonicznym lat siedemdziesiątych, lecz umiejętność prowadzenia melodii i znakomite wykonanie skutecznie chronią materiał przed muzealnym bezruchem.

Królestwo, które wciąż potrafi się zmieniać

„Hope” nie dorównuje odkrywczością „Stardust We Are” ani swobodą „Unfold the Future”. Zawiera za to mnóstwo muzyki, która przypomina, dlaczego The Flower Kings zasłużyli na swoją pozycję. Larsson wniósł kompozytorską świeżość, Fröberg śpiewa z przekonaniem, a Stolt pozostaje jednym z najbardziej melodyjnych gitarzystów współczesnego prog rocka. Główne ograniczenie płyty tkwi w proporcjach: nadmiar instrumentalnych pomysłów bywa równie kłopotliwy jak ich niedostatek, a wielkie przesłanie wymaga czasami bardziej wnikliwych słów.

Przyszłość The Flower Kings nie zależy jednak od tego, czy Roine Stolt napisze jeszcze dłuższą suitę. Dużo bardziej obiecujący wydaje się proces stopniowego otwierania zespołu na kompozytorską inicjatywę pozostałych muzyków. „Hope” dostarcza mocnego argumentu za takim kierunkiem. Bo może największą nadzieją dla zespołu, którego lider przez trzy dekady wyznaczał artystyczny kurs, jest właśnie odkrycie, że inni również świetnie znają drogę.

A jeśli uszy Stolta nadal nie chcą powiedzieć „dość”? Cóż, oby przynajmniej od czasu do czasu pozwalały Larssonowi dojść do głosu.

The Flower Kings - Hope

The Flower Kings - Hope
The Flower Kings – Hope
Tracklista: 1. World Spinning – The Final Curtain (18:45) • 2. In a World of Fools (5:35) • 3. Mars & Minerva (4:40) • 4. The Gods of Rome (28:15) • Skład: Roine Stolt – wokal, gitary elektryczne i akustyczne, dodatkowe instrumenty klawiszowe, perkusjonalia • Hasse Fröberg – wokal, gitary elektryczne i akustyczne • Lalle Larsson – fortepian, instrumenty klawiszowe • Michael Stolt – gitara basowa, Moog bass, wokal • Mirko DeMaio – perkusja, instrumenty perkusyjne • Goście: Jannica Lund – wokal (utwór 2) • Aliaksandr Yasinski – akordeon (utwór 4) • Juraj Stieranka – skrzypce (utwór 4) • Produkcja, miks i mastering: Roine Stolt • Współprodukcja World Spinning – The Final Curtain: Lalle Larsson • Miksy Dolby Atmos i 5.1: Rich Mouser • Wytwórnia: InsideOutMusic / Sony Music • Premiera: 23 października 2026 • Rok: 2026 • Typ wydawnictwa: album studyjny • Miejsce w dyskografii: 18. album studyjny • Czas: około 58 minut (różnice pomiędzy wydaniami) • Liczba kompozycji: 4 (10 ścieżek w wydaniu cyfrowym) • Formaty: CD, CD + Blu-ray, 2LP, cyfrowy.
WIZJA ARTYSTYCZNA
8
SPÓJNOŚĆ ALBUMU
7.2
BRZMIENIE I PRODUKCJA
8
INTERPRETACJA I WYKONANIE
8
ARANŻACJE I ŚWIADOMOŚĆ FORMY
7.2
MELODYKA I MOTYWY
7.7
ZAPAMIĘTYWALNOŚĆ
7.7
WARSTWA SŁOWNA
5.9
ODDZIAŁYWANIE EMOCJONALNE
7.3
SIŁA WYRAZU
7.5
ORYGINALNOŚĆ
6.2
EFEKT POWROTU
7
OCENA CZYTELNIKÓW0 Votes
0
7.3
OCENA