25 marca 2001 roku w Sopocie spotkali się Duke Ellington, Wojciech Młynarski i mocna reprezentacja polskiego jazzu. Oczywiście nie dosłownie – Ellingtona nie było już wtedy od blisko trzech dekad – ale jego muzyka dostała tego wieczoru nowe życie dzięki polskim tekstom Młynarskiego oraz wykonaniom Ewy Bem, Ewy Urygi, Ingi Lewandowskiej, Doroty Miśkiewicz, Janusza Szroma i Zbig’s Band. Po 25 latach „Duke po polsku” wraca w nowym wydaniu. Premiera nakładem Solitonu odbędzie się 15 października 2026 roku, a Laboratorium Muzycznych Fuzji objęło album patronatem medialnym.
W tym tekście
Najważniejsze fakty
- Album: „Duke po polsku”
- Premiera nowego wydania: 15 października 2026
- Wydawca: Soliton
- Data koncertu: 25 marca 2001
- Miejsce: Sala Koncertowa Polskiej Filharmonii Kameralnej przy Operze Leśnej w Sopocie
- Polskie teksty: Wojciech Młynarski
- Wykonawcy: Ewa Bem, Ewa Uryga, Inga Lewandowska, Dorota Miśkiewicz, Janusz Szrom, Wojciech Młynarski
- Zespół: Zbig’s Band pod kierownictwem Zbigniewa Jaremki
- Patronat medialny: Laboratorium Muzycznych Fuzji
Koncert, który wraca po latach
„Duke po polsku” nie jest odnalezioną po ćwierćwieczu taśmą, o której istnieniu nikt wcześniej nie wiedział. Sopocki koncert funkcjonował już w dyskografii projektu, ale nowe wydanie Solitonu przywraca go do obiegu w zupełnie innym momencie. Dziś nazwiska obecne na scenie w 2001 roku tworzą właściwie małą panoramę polskiego jazzu i piosenki tamtego okresu.
Sam pomysł jest jeszcze starszy. Projekt Wojciecha Młynarskiego i Zbigniewa Jaremki powstał pod koniec lat 90., w czasie obchodów setnej rocznicy urodzin Duke’a Ellingtona. Zamiast jednak przygotowywać kolejny koncert złożony z instrumentalnych wersji standardów, Jaremko i Młynarski poszli o krok dalej. Muzyka Ellingtona dostała polskie teksty, a wraz z nimi zupełnie inny sposób prowadzenia melodii i opowiadania tych utworów.
To właśnie odróżnia „Duke po polsku” od typowego koncertu tribute. Nie chodziło wyłącznie o zagranie „Caravan” czy „Mood Indigo” w nowych aranżacjach. W centrum znalazło się słowo – i to słowo autora, którego stosunek do rytmu, akcentu i frazy w piosence był wyjątkowo precyzyjny.
Młynarski spotyka Ellingtona
Zainteresowanie Młynarskiego Ellingtonem nie zaczęło się przy pracy nad koncertem. W materiałach towarzyszących nowemu wydaniu przypomniano jego wspomnienia z młodości, kiedy słuchał na krótkich falach nadawanej z Waszyngtonu „Godziny Jazzu” Willisa Conovera. Audycja była dla kilku pokoleń polskich słuchaczy jednym z najważniejszych okien na amerykański jazz.
Jej sygnałem był „Take the ‘A’ Train” w wykonaniu orkiestry Duke’a Ellingtona. Ten sam utwór wiele lat później znalazł się również w programie „Duke po polsku”. Trudno o bardziej naturalne domknięcie historii: muzyka poznawana kiedyś przez radiowy szum wróciła jako materiał koncertu współtworzonego przez człowieka, który tego radia słuchał.
W przypadku Młynarskiego szczególnie ciekawe jest przy tym samo przełożenie jazzowej frazy na język polski. Tu nie wystarczy zachować sens oryginalnego tekstu. Trzeba jeszcze zmieścić słowa w melodii, zachować naturalne akcenty i nie zgubić charakteru piosenki. Młynarski właśnie w takich zadaniach był specjalistą: pisał teksty, które potrafiły brzmieć jak mowa, nawet kiedy musiały podporządkować się bardzo konkretnej konstrukcji muzycznej.
Na Laboratorium wracaliśmy już do tego aspektu jego twórczości przy okazji albumu „Młynarski. Bynajmniej!” Myrczek & Schmidt Quintet. Tam jazz otrzymał teksty Młynarskiego jako punkt wyjścia. W „Duke po polsku” kolejność jest odwrotna – to jego słowa zostały napisane do materiału należącego do jazzowego kanonu.
Bem, Miśkiewicz, Szrom i mocny zespół
Na scenie w Sopocie pojawił się skład, który dziś zwraca uwagę już samą listą nazwisk. Partie wokalne wykonywali Ewa Bem, Ewa Uryga, Inga Lewandowska, Dorota Miśkiewicz, Janusz Szrom oraz Wojciech Młynarski. Młynarski był również gospodarzem koncertu.
Ważną częścią projektu był Zbig’s Band kierowany przez Zbigniewa Jaremkę. Zagrali Robert Majewski na trąbce, Dorota Miśkiewicz na skrzypcach, Andrzej Jagodziński na fortepianie, Marek Napiórkowski na gitarze elektrycznej, Adam Cegielski na kontrabasie oraz Łukasz Żyta na perkusji.
Jaremko był w całym przedsięwzięciu kimś znacznie ważniejszym niż tylko liderem zespołu towarzyszącego. To on był inicjatorem projektu i odpowiadał za aranżacyjne osadzenie pomysłu Młynarskiego w jazzowym składzie. Dzięki temu „Duke po polsku” od początku funkcjonował jako wspólne przedsięwzięcie autora tekstów i jazzmana, a nie koncert wokalistów z przypadkowo dobranym akompaniamentem.
Po latach ciekawie wygląda też obecność Doroty Miśkiewicz zarówno w gronie wokalistów, jak i instrumentalistów. Podobnie nazwiska Jagodzińskiego, Majewskiego czy Napiórkowskiego pokazują, że była to obsada budowana z muzyków mających własny, bardzo wyraźny język jazzowy.
Od „Caravan” do „Take the ‘A’ Train”
Program koncertu prowadzi przez najbardziej rozpoznawalną część repertuaru związanego z Ellingtonem. Na płycie pojawiają się m.in. „Caravan”, „Solitude”, „I’m Beginning to See the Light”, „Don’t Get Around Much Anymore”, „Mood Indigo”, „Satin Doll”, „Creole Love Call”, „In a Mellow Tone”, „It Don’t Mean a Thing”, „Take the ‘A’ Train” oraz „Love You Madly”.
To zestaw utworów, które na przestrzeni dziesięcioleci wykonywano niezliczoną liczbę razy. Właśnie dlatego polskie teksty są tutaj czymś więcej niż ciekawostką. Dają dobrze znanym melodiom inny punkt ciężkości i sprawiają, że nie słuchamy kolejnej próby rekonstrukcji brzmienia orkiestry Ellingtona.
W repertuarze jest zresztą spory rozrzut nastrojów. Obok melancholii „Solitude” i charakterystycznego koloru „Mood Indigo” pojawia się swingowe „It Don’t Mean a Thing”, jeden z najbardziej rozpoznawalnych tematów „Caravan” oraz wspomniane „Take the ‘A’ Train”. To daje wokalistom znacznie więcej do zrobienia niż tylko prezentowanie kolejnych standardów w podobnym tempie i nastroju.
I tu kryje się chyba największa ciekawość związana z powrotem tego materiału. Nie w pytaniu, czy znamy te melodie – bo znamy je aż za dobrze – lecz w tym, jak brzmią, kiedy między Ellingtonem a polskim słuchaczem pojawia się Młynarski.
Premiera w październiku
Nowe wydanie „Duke po polsku” ukaże się 15 października 2026 roku nakładem firmy Soliton. Szczegóły dotyczące dystrybucji i dostępności poszczególnych wydań nie zostały jeszcze podane w materiałach patronackich, dlatego do tych informacji wrócimy, gdy zostaną oficjalnie ogłoszone.
Warto natomiast już teraz potraktować tę premierę nie tylko jako kolejne archiwalne wznowienie. To zapis spotkania Młynarskiego z repertuarem, który towarzyszył mu od młodości, a jednocześnie dokument bardzo konkretnego momentu polskiej sceny jazzowej. Bem, Miśkiewicz, Szrom, Jagodziński, Napiórkowski, Majewski, Cegielski, Żyta i Jaremko znaleźli się wtedy w jednym projekcie, którego osią były jedne z najbardziej znanych melodii XX-wiecznego jazzu.
Ćwierć wieku później „Duke po polsku” ma więc kilka powodów, żeby wrócić. Jest Ellington, którego właściwie nie trzeba przedstawiać. Jest Młynarski, którego teksty nadal bez problemu przechodzą próbę czasu. Jest też koncertowy skład, który dziś robi chyba jeszcze większe wrażenie niż w 2001 roku.
Laboratorium Muzycznych Fuzji objęło „Duke po polsku” patronatem medialnym. Do albumu będziemy wracać przed jego premierą 15 października.



