Gniew rozłożony na części pierwsze
Perkusista Pierce Callaghan nagrał swoją partię do Drones, po czym dowiedział się, że producent Loren Humphrey zamierza rozebrać ją na próbki i zbudować z nich zupełnie nowy rytm. W tym celu pożyczył od Jamesa Forda sampler perkusyjny. Callaghan początkowo protestował. Nic dziwnego: trudno o bardziej osobliwy komplement dla perkusisty niż informacja, że zagrał znakomicie, ale jego partia będzie brzmiała lepiej po demontażu. Ostatecznie zaakceptował rezultat, który nadał utworowi niemal trip-hopową motorykę.
Ta historia, opowiedziana w wywiadzie dla „Hot Press”, dobrze oddaje charakter drugiego albumu dublińskich Gurriers. Muzycy zaczęli traktować własną spontaniczność jako materiał podlegający redakcji. Można ją rozmontować, przestawić akcenty, zmienić proporcje instrumentów, a później sprawdzić, czy zachowała pierwotną siłę. „Nobody’s Coming To Save You” dokumentuje przejście od instynktownego postpunkowego ataku do znacznie bardziej świadomej organizacji napięcia. Pytanie, czy ta nowa dyscyplina rzeczywiście wzbogaciła kompozycje, okazuje się jednak bardziej złożone niż sugerowałby imponujący rozmach produkcji.
Nauka architektury
Debiutanckie „Come And See” z 2024 roku opierało się na gwałtownej współpracy dwóch gitar, motorycznej sekcji rytmicznej i ekspresji Daniela Hoffa, którego deklamacyjny wokal często przechodził w krzyk. Gurriers poruszali się między garażowym punkiem, noise rockiem i tradycją postpunkowej repetycji. Ich muzyka miała coś z mechanizmu pracującego na zbyt wysokich obrotach: poszczególne elementy nadal spełniały swoje funkcje, lecz całość niebezpiecznie zbliżała się do granicy wytrzymałości.
Po dwóch latach koncertowania zespół stanął przed problemem natury kompozycyjnej. Utwory pisane dla ciasnych klubów niekoniecznie zachowują swoją skuteczność w dużych halach. Muzycy zaczęli więc szukać mocniejszych kontrastów dynamicznych, wyraźniejszych refrenów i większej melodyjnej czytelności. Istotna była również obecność basisty Charliego McCarthy’ego, który dołączył już po nagraniu debiutu i dopiero teraz w pełni uczestniczył w pracy nad materiałem.
Za produkcję odpowiadają Mark Bowen z IDLES i Loren Humphrey, współpracownik Geese. Materiał zmiksował John Congleton, a masteringiem zajęła się Heba Kadry. Zmiana brzmienia jest wyraźna: gitary mają większą masę, lecz częściej ustępują miejsca basowi, który przejmuje funkcję motoryczną, a niekiedy również melodyczną. Syntezatory i dodatkowe instrumenty perkusyjne poszerzają fakturę. Wokal Hoffa zyskuje przestrzeń pozwalającą rozwijać dłuższe frazy.
Można odnaleźć tutaj ciężar amerykańskiego rocka alternatywnego lat dziewięćdziesiątych, rytmiczną bezwzględność Rage Against The Machine, dancepunkową sprężystość i elementy trip-hopu. Pokrewieństwo z irlandzką sceną reprezentowaną przez Gilla Band czy Fontaines D.C. pozostaje czytelne, choć Gurriers coraz wyraźniej interesują się rozwiązaniami wykraczającymi poza jej najbardziej rozpoznawalny język. Nowy album jest bardziej zróżnicowany stylistycznie, ale jego największy postęp dotyczy sposobu komponowania, a nie samych zapożyczeń.
Kiedy gitary podważają decyzje
Utwór tytułowy otwiera album układem, w którym bas i gitarowe zakłócenia budują napięcie, pozostawiając miejsce dla chłodniejszej, niemal mówionej artykulacji Hoffa. Stopniowe zagęszczanie instrumentarium prowadzi do potężnego refrenu. Jego siła wynika z kontrastu między początkową powściągliwością a późniejszą ekspansją, dodatkowo podkreśloną przejściem wokalisty od deklamacji do bardziej melodyjnego, zbiorowego zawołania.
Pomysł tekstowy zrodził się z irytacji recenzją zarzucającą Gurriers, że krytykują rzeczywistość polityczną, nie proponując rozwiązań. Hoff odpowiedział odwołaniami do Kurta Vonneguta i Rebeki Solnit. Tytułowa sugestia braku ratunku staje się wezwaniem do samodzielnego działania. Muzyczna konstrukcja dobrze obsługuje tę przemianę: indywidualne niezadowolenie zostaje stopniowo zamienione w refren przeznaczony do wspólnego skandowania. Jest w tym pewna przewrotność. Zespół broni się przed obowiązkiem pisania programów politycznych, a jednocześnie tworzy wyjątkowo skuteczne hasło mobilizacyjne.
Party Lines stosuje odmienne proporcje. Utwór rozpoczyna fragment wypowiedzi Michaela Parentiego dotyczącej ekonomicznego wykorzystywania państw Globalnego Południa. Następnie argumentację przejmuje sprężysty groove. Regularny puls basu i perkusji stanowi stabilny fundament, podczas gdy gitary wprowadzają krótsze, agresywne akcenty. Kongi dograne przez Humphreya poszerzają warstwę perkusyjną i wzmacniają taneczny charakter kompozycji.
To rozwiązanie bliskie tradycji dance-punku: rytmiczna dyscyplina pozwala gitarom zachowywać się bardziej niesfornie bez rozbijania konstrukcji. Tekst odnosi się między innymi do wojny w Sudanie oraz politycznej hipokryzji. Muzyka prowokuje do ruchu, chociaż jej przedmiotem jest przemoc i bezsilność. Powstaje przekonująca sprzeczność między potrzebą protestu a fizyczną przyjemnością płynącą z rytmu. Właśnie w takich momentach Gurriers osiągają więcej niż poprzez samo podnoszenie poziomu gitarowego hałasu.
Trzy dźwięki wystarczą
Drones jest najbardziej rozwiniętym formalnie utworem na płycie. Jego pięciominutowa konstrukcja korzysta z repetycji, stopniowych zmian faktury i wyraźnego załamania dynamiki w środkowej części. Samplowana perkusja, zbudowana z rzeczywistych uderzeń Callaghana, zachowuje elementy ludzkiej artykulacji, ale podporządkowuje je precyzyjniejszej, programowanej organizacji. Powstaje rytm kojarzący się z hip-hopem lat dziewięćdziesiątych i trip-hopem.
Jeszcze bardziej interesująca jest partia McCarthy’ego. W rozmowie z magazynem „SNACK” basista ujawnił inspirację twórczością Kali Malone, kompozytorki wykorzystującej długotrwałe współbrzmienia organowe. Wskazał również, że zasadnicza część Drones opiera się na trzech wysokościach: G, Es i C. Zamiast rozwijać rozbudowaną progresję harmoniczną, muzycy badają możliwości ograniczonego materiału dźwiękowego.
Stałość tych wysokości kieruje uwagę na zmiany barwy, artykulacji i rytmicznego zagęszczenia. Bas staje się osią kompozycji, wokół której przesuwają się kolejne warstwy. Środkowe osłabienie intensywności zmienia punkt odniesienia dla późniejszej kulminacji. Gdy gitary odzyskują dominację, ich ciężar wydaje się większy właśnie dlatego, że wcześniej został ograniczony. Dramaturgia Drones wynika z manipulowania oczekiwaniem słuchacza, a nie z mnożenia kolejnych riffów.
Warto dodać, że fragment kompozycji pochodzi z odrzuconego wcześniej utworu Dissolve, wykonywanego podczas koncertów. Zespół zachował wartościowy pomysł, lecz nadał mu zupełnie nowe otoczenie. To dowód zmiany metody pracy: Gurriers zaczęli traktować materiał muzyczny mniej jak nienaruszalny zapis wspólnego grania, a bardziej jak konstrukcję, którą można przebudować.
Podobna oszczędność harmoniczna nie oznacza oszczędności emocjonalnej. Hoff opisuje osobisty kryzys i poczucie wyobcowania, a powtarzalność instrumentalnego fundamentu tworzy wrażenie mechanizmu, który nie zatrzymuje się mimo zmęczenia człowieka. Trzy wysokości basu wystarczają, żeby wyznaczyć granice świata, z którego trudno się wydostać.
Funk-metal
Nothing Happens Twice pokazuje, jak odmiennie Gurriers potrafią wykorzystać repetycję. Tym razem punkowa bezpośredniość spotyka się z funk-metalową motoryką. Bas i perkusja pracują w zwartym układzie, a gitarowe akcenty wzmacniają rytmiczne cięcia. Przywołanie Rage Against The Machine ma tutaj uzasadnienie przede wszystkim wykonawcze: agresja zostaje podporządkowana groove’owi, dzięki czemu kompozycja działa równie skutecznie jako rockowy protest i koncertowy utwór do skandowania.
Warstwa tekstowa dotyczy między innymi teorii martwego internetu, katastrofalnych pożarów w Los Angeles oraz sytuacji w Gazie. Hoff przedstawia rzeczywistość, w której autentyczne wydarzenia stają się kolejnymi obrazami przesuwanymi po ekranie, a reakcje społeczne grzęzną w powtarzalności. Konstrukcja piosenki wprowadza subtelną ironię: muzyka krytykująca mechanizmy nieustannego powielania treści sama czerpie siłę z powtarzanego motywu. Refren działa jak algorytm, który znakomicie poznał nasze upodobania. Trudno się od niego uwolnić, nawet kiedy rozumiemy zasadę jego działania.
W Waiting For Fisher podobna gwałtowność służy krytyce ekonomicznego przymusu i zawodowego wypalenia. Tytuł łączy odniesienie do filozofa Marka Fishera z Beckettowskim „Czekając na Godota”. Muzycznie utwór zbliża się do hardcore’u: krótkie, ostre frazy wokalne i ciężkie gitary ograniczają możliwość oddechu. W przeciwieństwie do rozbudowanego Drones napięcie zostaje tu niemal natychmiast doprowadzone do wysokiego poziomu.
Takie rozwiązanie ma swoją cenę. W Shades i Today Is Not Enough zespół również korzysta z intensywnego gitarowego ataku i wyraźnych kulminacji. Produkcja nadaje im imponującą skalę, lecz dramaturgiczne rozwiązania zaczynają się powtarzać. Gurriers znakomicie opanowali technikę zwiększania instrumentalnego ciśnienia, chwilami jednak brakuje im równie pomysłowych sposobów jego rozładowywania. Potężne brzmienie potrafi wtedy maskować skromniejszą zawartość kompozycyjną. Gitarowy wzmacniacz otrzymuje zadania, z którymi lepiej poradziłby sobie dobry pomysł melodyczny.
Prawo głosu
Najwyraźniejsze odstępstwo od debiutanckich przyzwyczajeń przynosi Pins. Grunge’owa szorstkość współistnieje tutaj z bardziej otwartą, britpopową melodyką. Hoff wydłuża frazy, pozwala głosowi wybrzmiewać i odchodzi od nieustannego rytmicznego ataku. W jego interpretacji można odnaleźć pokrewieństwo z Richardem Ashcroftem, choć instrumentalna oprawa zachowuje charakterystyczną dla Gurriers chropowatość.
Większa melodyjność ma znaczenie również dla tekstu poświęconego potrzebie zadowalania innych i wynikającemu z niej poczuciu niewystarczalności. Otwarty refren nadaje tej frustracji niemal romantyczną postać. To interesująca sprzeczność: atrakcyjna, przystępna melodia pomaga wyrazić emocjonalną zależność, której bohater piosenki nie potrafi przezwyciężyć.
I Wish I Was rozwija spokojniejszy wariant tej wrażliwości. Hoff opowiada o tęsknocie za partnerką podczas tras koncertowych. Wokal jest mniej napastliwy, a gitarowa faktura bardziej rozciągnięta. Dzięki temu napięcie wynika przede wszystkim z prowadzenia melodii i stopniowego rozwoju aranżacji. Utwór ujawnia możliwości, które agresywna formuła Gurriers wcześniej często pozostawiała niewykorzystane.
Finałowe Crybaby stanowi najbardziej osobisty punkt albumu. W wywiadzie dla „10 Magazine Australia” Hoff wyjaśnił, że piosenka dotyczy jego trudnej relacji z alkoholem. Jako inspirację brzmieniową wskazał „Humbug” Arctic Monkeys. Stąd ciemniejsza gitarowa barwa, melancholijny nastrój i większa powściągliwość wokalna.
Utwór zawiera również dwa sformułowania zaczerpnięte, za zgodą autorek, z wypowiedzi partnerki Hoffa i jej siostry. Ten drobny szczegół wzmacnia osobisty charakter tekstu. McCarthy tłumaczył natomiast, że kolejność kompozycji na płycie została pomyślana na wzór trzyaktowej dramaturgii filmowej: Drones zajmuje miejsce centralnego spiętrzenia, a Crybaby przedstawia jego emocjonalne następstwa.
Finał nie próbuje przekrzyczeć reszty albumu. Gurriers pozostawiają słuchacza z problemem, którego nie rozwiąże ani potężny refren, ani kolejna porcja gitarowego przesteru.
Co naprawdę zmieniło się w Gurriers?
„Nobody’s Coming To Save You” potwierdza wyraźny rozwój zespołu. Największy postęp dotyczy aranżacji, pracy nad rytmem i zdolności do budowania dłuższych form. Produkcja Bowena i Humphreya pozwoliła wykorzystać studyjne eksperymenty bez całkowitego usuwania wykonawczej szorstkości. Congleton nadał materiałowi czytelną hierarchię instrumentalną, choć ogrom gitarowego brzmienia bywa trudny do oddzielenia od samej kompozycyjnej wartości poszczególnych utworów.
Nie wszystko przekonuje jednakowo. Melodyjna inwencja nadal ustępuje momentami instrumentalnej intensywności, a część kulminacji korzysta z podobnych rozwiązań. Wątpliwości budzi też nierównowaga między intelektualnymi ambicjami tekstów a muzyczną prostotą niektórych bardziej agresywnych fragmentów. Zespół ma wiele do powiedzenia, choć czasami próbuje udowodnić wagę swoich słów przede wszystkim głośnością.
Najbardziej wartościowa zmiana polega na tym, że Gurriers przestali uważać własną gwałtowność za rozwiązanie każdego problemu. Drones potrzebuje cierpliwości i repetycji, Party Lines rytmicznej dyscypliny, Pins melodii, a Crybaby emocjonalnej powściągliwości. Te cztery kompozycje pokazują znacznie więcej możliwości rozwoju niż najbardziej efektowne gitarowe eksplozje.
Drugi album Gurriers jest więc mocniejszy od debiutu przede wszystkim tam, gdzie pozwala sobie być mniej oczywisty. Zespół nadal znakomicie potrafi rozkręcić koncertowy zamęt. Teraz zaczyna również rozumieć, dlaczego jeden dobrze umieszczony dźwięk basu może znaczyć więcej niż kolejna ściana gitar.




