
Janusz Mackiewicz Quartet z płytą „Soulmate”. Laboratorium Muzycznych Fuzji obejmuje patronat
Janusz Mackiewicz Quartet „Soulmate” trafia pod patronat medialny Laboratorium Muzycznych Fuzji. Nowy autorski album kwartetu Janusza Mackiewicza ma ukazać się we wrześniu 2026 roku i zapowiada się jako jedna z tych premier, przy których słowo „dojrzałość” nie brzmi jak grzeczny komplement z folderu promocyjnego, lecz jak konkret: doświadczenie, skład, repertuar, brzmienie i pełna świadomość muzycznego języka.
To płyta zbudowana wokół jazzu, ale nie zamknięta w muzealnej gablocie. W zapowiedziach pojawiają się mainstream jazz, jazz fusion, modalna przestrzeń i ślady bardziej swobodnego, eksperymentalnego myślenia. Krótko mówiąc: nie wygląda to na album, który będzie grzecznie stał w kącie i czekał, aż ktoś łaskawie go zauważy.
Najważniejsze fakty
- Artysta: Janusz Mackiewicz Quartet
- Album: „Soulmate”
- Premiera: wrzesień 2026 roku
- Patronat medialny: Laboratorium Muzycznych Fuzji
- Skład: Janusz Mackiewicz – bass, lider; Marcin Wądołowski – gitara; Dominik Bukowski – wibrafon; Marcin Jahr – perkusja
- Kompozycje i aranżacje: Janusz Mackiewicz
- Nagrania: 2–3 kwietnia 2026, Maska Studio Gdańsk; utwór „Tulpa” nagrano 2 maja 2026 w Jazz Note Studio
- Mix i mastering: Marek Romanowski, Maro Records Studio
- Projekt okładki i zdjęcia: Kuba Karłowski
- Zdjęcia z Maska Studio: Marcin Storma
Nie tylko patronat, ale muzyczna deklaracja
Patronat medialny bywa czasem pieczątką przyklejoną do wydarzenia. W przypadku „Soulmate” chcemy mówić raczej o naturalnym spotkaniu. Janusz Mackiewicz od lat funkcjonuje jako jeden z istotnych muzyków trójmiejskiej sceny jazzowej: kontrabasista, gitarzysta basowy, lider, sideman, pedagog i człowiek, który nie pojawił się w jazzie na chwilę, żeby zrobić ładne zdjęcie przy wzmacniaczu.
Jego biografia to nie efekt nagłego medialnego rozbłysku, lecz długi ciąg pracy: od Big Bandu Jerzego Partyki, przez orkiestrę Teatru Muzycznego w Gdyni i sesje dla Radia Gdańsk, po współpracę z takimi nazwiskami jak Leszek Możdżer, Maciej Sikała, Jan „Ptaszyn” Wróblewski czy Jarek Śmietana. W tej historii nie ma potrzeby dopisywać sztucznego dramatyzmu. Wystarczy spojrzeć na samą listę spotkań muzycznych, żeby zrozumieć, że „Soulmate” nie bierze się znikąd.
Dla Laboratorium Muzycznych Fuzji to patronat szczególnie sensowny, bo dotyczy muzyki, która nie rozdziela rzemiosła od wyobraźni. W naszym patronacie płytowym zawsze najciekawsze są właśnie takie projekty: zakorzenione w tradycji, ale nie udające, że historia jazzu skończyła się wraz z ostatnim wielkim nazwiskiem na okładce encyklopedii.
Kwartet z charakterem
Janusz Mackiewicz Quartet działa od 2006 roku. W pierwszych latach zespół wydał trzy autorskie albumy: „W Dzień Bożego Narodzenia”, „Frogsville” oraz „Układ Scalony”. „Soulmate” ma więc charakter powrotu do formuły kwartetu, ale nie w sensie nostalgicznego odkurzania starych map. To raczej kolejny rozdział języka, który miał czas dojrzeć, zgęstnieć i nabrać własnej temperatury.
Skład nowej płyty jest więcej niż obiecujący. Janusz Mackiewicz prowadzi całość od strony basu i kompozycji. Marcin Wądołowski wnosi gitarę, która potrafi mówić językiem jazzu, bluesa i fusion bez potrzeby krzyczenia: „patrzcie, jakie to wszechstronne”. Dominik Bukowski odpowiada za wibrafon, instrument wciąż zbyt rzadko traktowany w Polsce jako pełnoprawny motor narracji, a nie tylko szlachetna dekoracja. Marcin Jahr przy perkusji daje natomiast ten rodzaj rytmicznego zakorzenienia, bez którego nawet najpiękniejsza harmonia zaczyna przypominać mebel bez nóg.
Warto też zauważyć, że Dominik Bukowski i Marcin Jahr pojawiali się już w kontekstach dobrze znanych czytelnikom naszego portalu, choćby przy projekcie „Good Vibes of Milian”. To muzycy, którzy wiedzą, że jazzowa rozmowa nie polega na tym, żeby każdy po kolei wygłosił monolog. Tu liczy się reakcja, przestrzeń, oddech i umiejętność zostawienia jednego dźwięku tam, gdzie mniej doświadczeni wstawiliby trzydzieści siedem.
Co może brzmieć w „Soulmate”?
Zapowiedź albumu wskazuje na obszar między mainstream jazzem, fusion, modalnym rozciągnięciem formy i bardziej swobodnym myśleniem o improwizacji. To interesujące zestawienie, bo nie chodzi tu o proste mieszanie etykiet. Najciekawsze w takich płytach bywa napięcie między dyscypliną a ryzykiem: temat musi mieć kształt, harmonia musi mieć sens, rytm musi nieść, ale w środku powinno zostać miejsce na moment, w którym muzycy przestają „realizować materiał”, a zaczynają naprawdę rozmawiać.
Bas Mackiewicza może pełnić tu funkcję centrum dowodzenia. Nie tylko utrzymywać konstrukcję, ale także przesuwać jej ciężar, prowokować gitarę, otwierać przestrzeń dla wibrafonu i spinać perkusję z harmonią. W jazzie bas bardzo często mówi rzeczy najważniejsze najciszej. I właśnie dlatego dobry lider-basista potrafi zrobić z zespołu organizm, a nie konkurs piękności na najbardziej efektowne solo.
W tym sensie „Soulmate” może zainteresować zarówno słuchaczy ceniących klasycznie rozumianą narrację jazzową, jak i tych, którzy lubią, gdy muzyka zaczyna wymykać się prostym kategoriom. Jeśli bliskie jest Wam myślenie o jazzie jako przestrzeni ciągłej zmiany, a nie zestawie eleganckich figur, dobrym punktem odniesienia będzie także nasze spojrzenie na post-mainstream i jego standardy.
Studio, utwory i ludzie od dźwięku
Materiał na „Soulmate” został nagrany 2 i 3 kwietnia 2026 roku w Maska Studio w Gdańsku, gdzie za realizację odpowiadał Michał Mielnik. Utwór „Tulpa” zarejestrowano osobno, 2 maja 2026 roku w Jazz Note Studio, przy realizacji Mirka Andrukowicza i Janusza Mackiewicza. Mix i mastering przygotował Marek Romanowski w Maro Records Studio.
Na płycie znajdzie się osiem kompozycji: „High Tide”, „Soulmate”, „I Know You”, „Bird Walk”, „Hear Me Out”, „Waltz For Someone”, „Master Of Polish Speech Blues” oraz „Tulpa”. Już same tytuły sugerują, że nie dostaniemy anonimowego zestawu numerów „do grania”, ale płytę pomyślaną jako opowieść. Z jednej strony jest tu morski przypływ, z drugiej intymność tytułowego „Soulmate”, dalej ptasi ruch, bluesowy żart językowy i „Tulpa”, czyli pojęcie samo w sobie podsuwające tropy bardziej psychologiczne niż pocztówkowe.
Wszystkie kompozycje i aranżacje są autorstwa Janusza Mackiewicza. To ważne, bo w przypadku kwartetu o tak wyrazistych osobowościach autorski materiał działa jak wspólna architektura: daje plan, ale zostawia muzykom możliwość przemieszczania ścian. A jazz bez takich przesunięć szybko robi się poprawny, czyli najgorsze, co może spotkać muzykę improwizowaną.
Dlaczego warto czekać?
„Soulmate” zapowiada się jako płyta, która może dobrze przypomnieć, że polski jazz nie żyje wyłącznie młodymi debiutami, eksportowymi objawieniami i nazwiskami, które algorytm akurat postanowił podsunąć pod nos. Istnieje też inny rytm: muzycy z wieloletnim doświadczeniem, zespoły dojrzewające bez sztucznego pośpiechu, kompozycje pisane nie pod format, lecz pod konkretnych ludzi i ich brzmienie.
To właśnie dlatego obejmujemy „Soulmate” patronatem. Nie dlatego, że trzeba dopisać kolejną pozycję do listy premier. Dlatego, że Janusz Mackiewicz Quartet wydaje się projektem dokładnie z tego obszaru, który w muzyce interesuje nas najbardziej: między tradycją a ruchem, między warsztatem a ryzykiem, między elegancją a lekkim niepokojem, że za chwilę może wydarzyć się coś naprawdę żywego.
Premiera albumu została zaplanowana na wrzesień 2026 roku. Do tego czasu będziemy śledzić kolejne informacje o płycie, a kiedy „Soulmate” wreszcie wybrzmi w całości, przyjdzie pora na najważniejszy test: nie opis, nie zapowiedź, nie patronacki entuzjazm, ale samo słuchanie. Bo w jazzie, na szczęście, nawet najlepszy tekst nadal musi zejść z drogi, gdy zaczyna grać kwartet.


