Prog rock powinien być gatunkiem wyjątkowo odpornym na jednopłytowe kariery. Przecież ta muzyka żyje z rozwijania pomysłów: pierwsza płyta ustawia język, druga go komplikuje, trzecia zwykle przynosi siedemnastominutowy utwór o cywilizacji mieszkającej pod lodem. Taki jest przynajmniej stereotyp. A jednak...


