Björk „Fossora” – recenzja albumu
Björk „Fossora” – recenzja albumu

Björk – Fossora

Björk „Fossora” – recenzja albumu
Björk „Fossora” – recenzja albumu

Grzybnia zamiast czerwonego dywanu

„Fossora” Björk to dziesiąty studyjny album islandzkiej artystki i zarazem jeden z tych momentów w jej katalogu, w których biografia, ekologia, elektronika i forma kameralna zostają wrzucone do jednego kotła — ale nie po to, by wyszła zupa dnia, tylko raczej jakiś podejrzanie żywy organizm, który w nocy sam przestawia meble. Po napowietrzonej, fletowej i niemal orbitalnej „Utopii” Björk deklaratywnie schodzi pod ziemię: w stronę grzybni, żałoby, matriarchatu, basowych klarnetów i gabberowych beatów. Album powstawał w czasie pandemicznego zakorzenienia, a jego centralnym emocjonalnym ciężarem jest śmierć matki artystki, Hildur Rúny Hauksdóttir, przy jednoczesnym spojrzeniu na własne macierzyństwo i przechodzenie dzieci w dorosłość. Gatunkowo „Fossora” wyrasta z avant-popu, elektroniki eksperymentalnej, art popu, techno i muzyki chóralno-kameralnej; w karierze Björk jest więc nie tyle kolejnym „dziwnym albumem”, ile kolejną próbą udowodnienia, że dziwność może mieć architekturę, fundamenty i całkiem solidną piwnicę.

W tej recenzji Björk „Fossora” nie interesuje mnie jako muzealny eksponat dla ludzi, którzy kupują winyle w rękawiczkach. Bardziej jako płyta, która sprawdza, ile błota, pulsu i rodzinnego popiołu można wsypać do popu, zanim pop obrazi się i wyjdzie z pokoju. Björk od dawna nie pisze piosenek w klasycznym sensie: ona je hoduje, szczepi, przycina, czasem zostawia w wilgotnej piwnicy i patrzy, co z nich wyrośnie. Tu rosną głównie klarnety basowe, chóry, nieregularne frazy wokalne, smyczki, kotły, industrialne pomruki i beaty, które zamiast zapraszać na parkiet, raczej każą parkietowi przeprosić za istnienie.

Basowy klarnet robi za łopatę

Już otwierające Atopos ustawia płytę w pozycji przyziemnej, lecz niepokojąco sprężystej. Sześć klarnetów basowych pracuje tu jak nisko nastrojony, zdyszany organizm: frazy są krótkie, poszarpane, oparte na dysonujących interwałach i repetycjach, które bardziej drążą niż płyną. Harmonicznie nie mamy tu wygodnego fotela z progresją I–V–vi–IV, tylko chromatyczne zwarcia, modalne zawieszenia i rytmiczną szorstkość. Beat, współtworzony z Kasimynem, nie jest dekoracją. Jest wiertłem. Björk śpiewa o połączeniu ponad różnicami, ale robi to w muzyce, która sama brzmi jak zebranie wspólnoty mieszkaniowej po awarii kanalizacji: wszyscy mają rację, nikt nie ustępuje, a jednak budynek stoi.

Ovule przynosi formę bardziej wertykalną, niemal heraldyczną. Puzon Bergura Þórissona i kotły Sorayi Nayyar wprowadzają ceremonialny ciężar, nad którym głos Björk rozpisuje melizmatyczne, nieregularne linie. To nie jest ballada miłosna, która prosi o zapalniczki. To raczej model relacji uczuciowej rozrysowany na przekroju geologicznym: ideał, codzienność, cień, pęknięcie, próba ponownego złożenia szkła. Elektroniczny puls jest tu oszczędny, lecz znaczący — jakby ktoś ustawił automat perkusyjny w sali prób orkiestry i powiedział: „grajcie, tylko bez tej całej ludzkiej pewności siebie”.

Mycelia, krótkie a cappella, działa jak mikroorganizm między dużymi bryłami albumu. Głosy rozszczepiają się na drobne komórki, przyspieszają, zagęszczają fakturę i tworzą wokalną polifonię, która może kojarzyć się z „Medúllą”, ale bez tamtego antropologicznego zadęcia. Tutaj forma jest lżejsza, bardziej nerwowa, mniej plemienna, bardziej laboratoryjna. Grzybnia nie śpiewa hymnu, grzybnia klika, szepcze, skraca drogę między rozkładem a życiem. Bardzo ekologicznie, bardzo Björk, bardzo nie do puszczenia na weselu, chyba że rodzina jest po solidnej terapii.

Matka, córka, dom i cała ta hydraulika serca

Najbardziej poruszający rdzeń „Fossory” tworzą Sorrowful Soil, Ancestress i Her Mother’s House. Sorrowful Soil jest chóralnym epitafium, ale bez lukru i bez tej miny, którą ludzie robią na pogrzebach, żeby wyglądać godnie, choć myślą o zimnej kawie w termosie. Hamrahlíðarkórinn prowadzi fakturę w stronę quasi-liturgicznej statyki, a Björk buduje melodię z fraz, które zdają się jednocześnie intymne i bezlitosne. Tekst operuje obrazem kobiecego ciała, płodności, poświęcenia i biologicznego rachunku strat, ale muzyka nie spłaszcza tego do publicystycznej tezy. Basowy fundament pełni funkcję organowego cienia, a chór działa jak matriarchalna ściana pamięci.

Ancestress jest większe, szerzej oddychające, bardziej narracyjne. Smyczki nie tyle „upiększają” żałobę, ile nadają jej ruch: z frazami o charakterze lamentacyjnym, ostrzejszymi wejściami perkusyjnymi i napięciem między kameralnością a epicką rozpiętością. Pojawia się Sindri Eldon, syn Björk, co przesuwa sens utworu z osobistego pożegnania w stronę przekazu pokoleniowego. Słyszę tu nie prostą elegię, lecz muzyczną próbę dziedziczenia: matka odchodzi, córka staje się figurą pamięci, syn dopisuje kolejny głos do rodzinnego kontrapunktu. I nagle robi się jasno, choć wcale nie jest lżej.

Her Mother’s House, zaśpiewane z Ísadórą Bjarkardóttir Barney, zamyka album w tonie cichszym, pojednawczym, ale nie mdłym. Muted keyboard chords, delikatna partia cor anglais i miękkie prowadzenie wokali budują aurę pokoju, w którym nikt już nie musi wygrać dyskusji. To utwór o domu rozumianym jako wnętrze serca, o macierzyństwie bez pomnikowej sztywności i o pozwoleniu dziecku na wyjście w świat. Björk bywa tu zaskakująco klarowna: nie dlatego, że nagle pisze proste piosenki, lecz dlatego, że emocjonalny cel kompozycji jest czytelny. To nie jest finał z konfetti. To raczej zamknięcie drzwi tak, żeby nie trzasnęły.

Rave dla podziemnych stworzeń

Elektroniczna strona albumu najmocniej dochodzi do głosu w Victimhood, Trölla-Gabba, Fossora i częściowo w Fungal City. Victimhood jest kompozycją najbardziej duszną, prawie horrorową. Klarnety pełzają po niskich rejestrach, beat nie daje stabilnego komfortu, głos Björk przechodzi przez przestrzeń miksu jak postać, która nie wie, czy jest ofiarą, świadkiem, czy sprawcą własnej narracji. To industrialno-kameralny nokturn, w którym harmonia nie rozwiązuje napięć, tylko je kataloguje. Dla części słuchaczy będzie to punkt kulminacyjny płyty; dla innych — moment, kiedy ekspres do kawy zaczyna mówić po islandzku i trzeba zadzwonić po kogoś dorosłego.

Allow wpuszcza więcej powietrza. Flety i głos Emilie Nicolas przywołują echo „Utopii”, ale na „Fossorze” ta lekkość nie unosi się już beztrosko nad chmurami. Jest bardziej ostrożna, bardziej „po przejściach”. Aranżacyjnie utwór opiera się na migotliwej, oddechowej fakturze i miękkim ruchu, co daje potrzebny kontrast dla niskotonowego świata klarnetów. W układzie płyty działa jak okno uchylone w podziemnym schronie: świeże powietrze jest, ale nie udawajmy, że nagle zrobiło się Bora-Bora.

Fungal City z Serpentwithfeet jest jednym z najbardziej komunikatywnych fragmentów albumu, choć „komunikatywny” w przypadku Björk oznacza mniej więcej tyle, co „da się z tym zamieszkać, jeśli nie przeszkadzają wilgotne ściany”. Basowe klarnety prowadzą figury lekko groteskowe, wokale układają się w zmysłowy dialog, a elektroniczne impulsy przesuwają utwór w stronę organicznego techno. Miłość zostaje pokazana jako proces podziemny: nie fajerwerk, tylko sieć połączeń, która najpierw dzieje się w ciemności, a dopiero potem wypuszcza kapelusz nad ziemię.

Trölla-Gabba to krótka, hałaśliwa narośl, ale ważna dla logiki płyty. Nie pełni funkcji klasycznego interludium relaksacyjnego; raczej rozrywa ciągłość i przypomina, że gabber na „Fossorze” nie jest cytatem klubowym, lecz metodą rytmicznego wiercenia. W tytułowym Fossora ta metoda eksploduje najpełniej: beaty są twarde, niskie, ziarniste, wokal gęstnieje, a refren ma zaskakująco lepki charakter. Nie jest to przebojowość radiowa, tylko przebojowość organizmu, który przyczepił się do buta i wrócił z tobą do domu.

Smyczki, melodie i kontrolowany bałagan

Freefall reprezentuje bardziej liryczny wymiar albumu. Smyczki są tu pizzicatowe, kruche, rozpięte między napięciem a zawieszeniem, a harmonia skręca w stronę ciepłego, lecz nieoczywistego kameralizmu. Wokal Björk nie płynie regularną frazą; raczej przysiada na akcentach, omija przewidywalne kadencje, rozciąga sylaby i traktuje język jak materiał plastyczny. Właśnie dlatego melodie na „Fossorze” bywają trudne do zanucenia, ale łatwe do zapamiętania jako gest, kolor, faktura. To melodie bardziej rzeźbione niż pisane.

Fagurt Er í Fjörðum jest miniaturą w języku islandzkim, kruchą jak notatka znaleziona między stronami książki. Trwa mniej niż minutę, ale pełni funkcję ważnego przesunięcia akcentu: przypomina o lokalności, o islandzkim idiomie, o tym, że cały ten świat nie jest tylko globalnym eksperymentem avant-popowym, lecz także powrotem do ziemi, języka i krajobrazu. Takie drobiazgi u Björk rzadko są przypadkowe. One są jak kamienie w bucie — małe, a jednak ustawiają marsz.

Produkcja albumu jest gęsta, selektywna i konsekwentnie niskotonowa. Heba Kadry w miksie i masteringu utrzymuje ogromną liczbę elementów w porządku, choć ten porządek nie jest sterylny. Klarnety potrafią brzmieć chropawo, chór bywa monumentalny, beaty mają ziarnistą agresję, a wokal Björk siedzi blisko słuchacza, ale nie zawsze centralnie w wygodnym popowym sensie. Przestrzeń stereo często pracuje tu dramaturgicznie: głosy i instrumenty przemieszczają się, jakby album był nie płytą, lecz podziemnym systemem korytarzy. To miks albumu „Fossora” sprawia, że nawet najbardziej rozchwiane fragmenty mają ciężar i wewnętrzną logikę.

Nie dla każdego ucha, ale każde ucho ma tu robotę

„Fossora” jest albumem spójnym koncepcyjnie, choć nie zawsze przystępnym. Jego słabsze momenty wynikają nie z braku pomysłów, lecz czasem z ich nadmiaru: Victimhood może dla niektórych przeciążyć percepcję, Mycelia i Trölla-Gabba bardziej organizują świat niż samodzielnie błyszczą, a część wokalnych melodii konsekwentnie odmawia słuchaczowi prostego haczyka. Ale w tym właśnie leży sedno: Björk nie proponuje albumu „ładnego”. Ona proponuje album żywy, wilgotny, głęboko osobisty i formalnie bezczelny. Kto szuka piosenkowej natychmiastowości z „Debut” czy emocjonalnej krystaliczności „Vespertine”, może się odbić. Kto jednak przyjmie zasadę, że pop może mieć korzenie, zarodniki i hałaśliwy system trawienny, znajdzie tu materiał bogaty.

W kontekście współczesnej sceny „Fossora” pokazuje, że eksperymentalny pop nie musi wybierać między osobistą żałobą a formalnym ryzykiem. Album wnosi do późnej twórczości Björk nowy rodzaj przyziemności: nie naturalistycznej, lecz podskórnej, biologicznej, rodzinnej. Dla stałych fanów może być mocnym potwierdzeniem, że jej język nadal się rozrasta; dla nowych słuchaczy — wymagającą, ale fascynującą bramą wejściową; dla krytyków — przykładem płyty, która łączy matriarchalny temat, brzmienie klarnetów basowych, gabber i kameralną orkiestrację bez udawania, że to łatwa sztuczka. Björk znów buduje dom, tylko tym razem fundamentem nie jest beton. Jest nim grzybnia.

Więcej kontekstów z pogranicza jazzu, popu i alternatywy można znaleźć w archiwum recenzji Laboratorium Muzycznych Fuzji; przy okazji warto zajrzeć też do tekstu o płycie Adam Bałdych – „Poetry”, gdzie pojawia się ślad Björk poprzez interpretację Hyperballad. Aktualności muzyczne LMF są dostępne w dziale Newsy.

Album można sprawdzić na Spotify, a dodatkowe materiały wizualne i koncepcyjne znajdują się na oficjalnej stronie „Fossora” oraz w katalogu wideo na oficjalnym kanale Björk.

Björk „Fossora” – recenzja albumu
Björk – Fossora
UTWORY: 1. Atopos, 2. Ovule, 3. Mycelia, 4. Sorrowful Soil, 5. Ancestress, 6. Fagurt Er í Fjörðum, 7. Victimhood, 8. Allow, 9. Fungal City, 10. Trölla-Gabba, 11. Freefall, 12. Fossora, 13. Her Mother’s House.SKŁAD: Björk / wokal, produkcja, beaty, aranżacje, Kasimyn / beaty, Gabber Modus Operandi / elektronika gabber, Serpentwithfeet / wokal, Emilie Nicolas / wokal i współautorstwo, Sindri Eldon / wokal, Ísadóra Bjarkardóttir Barney / wokal, Baldvin Ingvar Tryggvason / klarnet i klarnet basowy, Grímur Helgason / klarnet i klarnet basowy, Helga Björg Arnardóttir / klarnet i klarnet basowy, Hilma Kristín Sveinsdóttir / klarnet i klarnet basowy, Kristín Þóra Pétursdóttir / klarnet i klarnet basowy, Rúnar Óskarsson / klarnet i klarnet basowy, Matthías Birgir Nardeau / obój, Una Sveinbjarnardóttir / skrzypce, Helga Þóra Björgvinsdóttir / skrzypce, Laura Liu / skrzypce, Ingrid Karlsdóttir Geirþrúður / skrzypce, Ása Guðjónsdóttir / skrzypce, Þórunn Ósk Marinósdóttir / altówka, Lucja Koczot / altówka, Sigurður Bjarki Gunnarsson / wiolonczela, Júlía Mogensen / wiolonczela, Xun Yang / kontrabas, Hamrahlíðarkórinn / chór, Þorgerður Ingólfsdóttir / dyrygentka chóru, Ragnheiður Ingunn Jóhannsdóttir / dyrygentka sekcji smyczkowej, Soraya Nayyar / kotły, Bergur Þórisson / puzon i realizacja nagrań.PRODUKCJA: partie klarnetów i oboju nagrano w Stúdíó Sýrland w Reykjavíku 11 kwietnia 2021 roku; partie smyczkowe dla Ancestress i Fungal City zarejestrowano w Víðistaðakirkja w Hafnarfjörður 24 kwietnia 2021 roku; chór do Sorrowful Soil nagrano w Háteigskirkja w Reykjavíku 8 września 2021 roku; kwintet smyczkowy do Freefall nagrano w Víðistaðakirkja 14 stycznia 2022 roku. Miks i mastering: Heba Kadry. Mastering winylowy: Josh Bonati.WYDANIE: One Little Independent Records, 30 września 2022. Na Spotify album funkcjonuje jako wydawnictwo 13-utworowe o czasie trwania 54:14.
KONCEPT
8.9
WYKONANIE
8.4
PRODUKCJA
8.8
PRZEBOJOWOŚĆ
6.6
MELODIE
7.3
EMOCJONALNOŚĆ
8.4
TEKSTY
8
INNOWACYJNOŚĆ
7.9
SIŁA PRZEKAZU
7.5
SPÓJNOŚĆ
8.2
EFEKT UZALEŻNIENIA
6.8
OCENA CZYTELNIKÓW0 Votes
0
7.9
OCENA
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.