Confusion Project – „Identity”. Tożsamość w rytmie mazurka
Płyty poświęcone „tożsamości” często przypominają konferencje prasowe z udziałem jednego artysty. Wiemy, co twórca chciał powiedzieć, skąd pochodzi, kogo uważa za mistrza i jak długo dojrzewał do nagrania. Pozostaje tylko drobna kwestia: czy muzyka potrafi potwierdzić wszystkie te deklaracje bez pomocy noty promocyjnej.
Confusion Project nie wybiera łatwego tematu. Po trzynastu latach działalności i kilku albumach zespół próbuje określić własny język, jednocześnie sięgając do polskiej tradycji. Tytuł „Identity” ma więc znaczenie podwójne: odnosi się do charakteru tria oraz do kulturowego zaplecza jego muzyków. Środek płyty wypełnia pięć mazurków Michała Ciesielskiego — nie aranżacji dawnych tematów, lecz autorskich kompozycji wykorzystujących rytmiczną i melodyczną pamięć tego tańca.
Plan jest klarowny, może nawet podejrzanie klarowny. W gorszym wykonaniu otrzymalibyśmy jazzową pocztówkę z Polski, gotową do wysłania zagranicznemu wydawcy wraz z obowiązkowym zdjęciem Chopina. „Identity” ukazało się przecież nakładem nowojorskiej Dot Time Records, co łatwo byłoby wykorzystać jako pretekst do eksportowej autoprezentacji. Confusion Project unika tej pułapki. Mazurek nie służy tutaj za narodową pieczęć. Staje się próbą wytrzymałościową dla języka zespołu.
Autoportret bez retuszu
Otwierający album Identity zaczyna się od szerokich, nisko osadzonych akordów fortepianu. Jest w nich ciężar zapowiedzi, lecz kompozycja szybko wymyka się podniosłej ceremonii. Piotr Gierszewski i Adam Golicki wprawiają utwór w ruch, Ciesielski zagęszcza frazy, a temat przechodzi od niemal filmowego napięcia do dynamicznego fusion. Muzyka przyspiesza, zmienia proporcje, na moment eksponuje pianistę, po czym ponownie zbiera trio wokół melodii.
W tych dziewięciu minutach można odnaleźć większość cech rozwijanych przez Confusion Project na wcześniejszych płytach: rozbudowaną dramaturgię, zamiłowanie do wyraźnych motywów, jazzrockową motorykę i ilustracyjny sposób prowadzenia formy. Na albumie „Primal” podobne środki pomagały budować fabularną opowieść. „Last” wykorzystywał je do przedstawienia niepokoju związanego ze stanem środowiska. „Identity” kieruje tę samą kamerę na zespół.
Nie jest to jednak album przełomowy w najprostszym znaczeniu. Trio nie porzuca dotychczasowego brzmienia, nie zmienia składu ani nie odkrywa instrumentarium, o którego istnieniu nikt wcześniej nie wiedział. Wykonuje ciekawszy ruch: ogranicza liczbę kierunków i sprawdza, które elementy naprawdę należą do niego.
Przy płycie o tak sformułowanym koncepcie łatwo pomylić rozpoznawalność z przyzwyczajeniem. To, że zespół gra w określony sposób od lat, nie musi jeszcze oznaczać wykształcenia osobnego języka. Może oznaczać jedynie skuteczne powtarzanie sprawdzonych rozwiązań. Confusion Project broni się jakością reakcji między muzykami. Tożsamość nie objawia się tu w katalogu wpływów, lecz w sposobie przechodzenia od zapisu do improwizacji i z powrotem.
Mazurek schodzi z pomnika
Pięcioczęściowy cykl zajmuje większą część albumu i decyduje o jego wartości. Nie wszystkie jego fragmenty są równie mocne, lecz każdy sprawdza inną możliwość wynikającą z mazurkowego pulsu. Ciesielski nie traktuje tradycji jak zestawu melodii czekających na jazzową reharmonizację. Bardziej interesuje go niestabilność akcentu, napięcie pomiędzy tanecznością a zadumą oraz charakterystyczny sposób prowadzenia frazy.
Mazurek 1 trwa niewiele ponad dwie i pół minuty. Zamiast pełnić funkcję rozbudowanej pierwszej części suity, pojawia się jak szkic: temat, zmiana rytmicznej perspektywy, krótka odpowiedź zespołu. Jego zwięzłość ma znaczenie. Album przez większość czasu preferuje szerokie formy, więc ta kompozycja przypomina, że rozpoznawalny gest nie zawsze potrzebuje obszernego uzasadnienia.
Najostrzej tradycję przekształca Mazurek 2. Początkowy materiał zostaje wciągnięty w bardziej współczesny groove, a taneczny impuls chwilami ustępuje improwizacyjnemu spiętrzeniu. Dopiero później wyraźniej powraca motyw o ludowym rodowodzie. Nie działa on jak cytat wyświetlony na ekranie, by publiczność na pewno zrozumiała odniesienie. Porządkuje napięcie i zmienia kierunek muzycznej narracji.
To istotna różnica. Polski jazz zna wiele spotkań z mazurkiem, od stylizacji bliskich Chopinowi po radykalne eksperymenty w rodzaju „Mazurków” Marcina Maseckiego. Confusion Project nie próbuje wygrać konkursu na najbardziej źródłowe ani najbardziej zdekonstruowane odczytanie tradycji. Wybiera własne terytorium: nowoczesne trio z gitarą basową, silnym poczuciem formy i wyraźną skłonnością do fusion.
W Mazurku 3 szczególnie dobrze słychać rolę Piotra Gierszewskiego. Gitara basowa wychodzi przed fortepian, prowadząc własną wypowiedź bez imitowania kontrabasowej elegancji. Jej mocniejszy atak i bardziej elektryczna barwa przesuwają kompozycję w stronę muzyki zespołu, który zna tradycję, lecz nie zamierza przebierać się za archiwalne nagranie terenowe.
Jeszcze ciekawiej rozpoczyna się Mazurek 4. Basowe wprowadzenie ustanawia spokojniejszą perspektywę, po czym fortepian kieruje utwór ku melancholii. Nie jest to sentymentalny obrazek z polskiej wsi. Taniec stopniowo traci lekkość, jakby jego rytm zachował się w pamięci, ale pierwotna funkcja społeczna dawno wygasła. Właśnie tutaj album najpełniej łączy kulturową refleksję z emocją, nie potrzebując do tego żadnego manifestu.
Mazurek 5 przynosi ponowne otwarcie formy. Dynamiczne wejście i filmowa dramaturgia prowadzą w stronę jazzrockowej motoryki. Ciesielski wykorzystuje fortepian nie tylko harmonicznie i melodycznie, lecz także perkusyjnie, wzmacniając puls krótkimi, powtarzanymi figurami. Tradycyjny punkt wyjścia zostaje ostatecznie wchłonięty przez język Confusion Project. Pod koniec cyklu nie pytamy już, gdzie dokładnie znajduje się folklor. Jego obecność zmieniła zachowanie tria.
Zespół, który zdążył się siebie nauczyć
„Identity” zostało skomponowane w całości przez Michała Ciesielskiego, ale nie jest płytą pianisty z sekcją rytmiczną. Ta różnica decyduje o jej wiarygodności. Ciesielski nadaje utworom kierunek, jednak ich ostateczna dramaturgia powstaje dzięki temu, jak pozostali muzycy reagują na jego pomysły.
Adam Golicki nie ogranicza się do podtrzymywania skomplikowanych podziałów. Kontroluje gęstość muzyki, potrafi wycofać się przed wejściem tematu, zmienić ciężar fragmentu bez gwałtownego przejścia i zbudować napięcie bez prostego zwiększania głośności. Jego gra nie domaga się osobnego reflektora. Zmienia oświetlenie całej sceny.
Gierszewski równie swobodnie przechodzi między funkcjami. Raz utrzymuje harmoniczny fundament, innym razem prowadzi kontrmelodię albo rozpoczyna kompozycję, nadając jej charakter jeszcze przed pierwszym akordem fortepianu. W najlepszych momentach sekcja nie odpowiada na polecenia lidera, lecz współtworzy sens jego fraz. Trzynaście lat w niezmienionym składzie nie jest więc wyłącznie informacją biograficzną. Słychać je w tempie reakcji.
Ta długotrwała współpraca bywa również ograniczeniem. Trio bardzo rzadko dopuszcza możliwość rzeczywistej katastrofy. Nawet gdy kompozycje przyspieszają, komplikują rytm albo przechodzą w swobodniejsze partie, forma pozostaje pod kontrolą. Każdy kryzys ma przygotowane wyjście ewakuacyjne.
Nie musi to być wada dla słuchaczy oczekujących precyzyjnej, bogatej dramaturgicznie muzyki. Confusion Project nigdy nie przedstawiało chaosu jako dowodu artystycznej odwagi. Na „Identity” miejscami przydałby się jednak fragment, w którym zespół mocniej podważy własne przyzwyczajenia. Skoro płyta ma definiować teraźniejszy język tria, dobrze byłoby czasem usłyszeć, gdzie ten język się zacina.
Simplicity pozornie obiecuje zmianę skali. Pianista ustanawia wyrazistą figurę rytmiczną, która staje się podstawą dla bardziej ruchliwej wymiany. Tytuł jest przewrotny, ale nie ironiczny. Prostota nie polega tu na rezygnacji ze złożoności, tylko na jasnym ustawieniu punktu wyjścia. Dzięki temu kolejne przekształcenia mają czytelny sens, a techniczna sprawność nie przesłania kompozycji.
Podobną cechę można było usłyszeć w solowym myśleniu Ciesielskiego, dokumentowanym między innymi na „Share Location”: rytm nie jest tam dodatkiem do harmonii, lecz jednym z głównych narzędzi organizowania opowieści. Na „Identity” pomysł ten zyskuje pełniejszy wymiar, ponieważ może zostać podjęty, przesunięty albo zakwestionowany przez pozostałych muzyków.
Pytanie pozostaje otwarte
Album zamyka najdłuższy w zestawie What Now?. Utwór rozwija kilka poziomów napięcia, przechodzi między skupieniem a mocniejszym pulsem i nie spieszy się z udzieleniem odpowiedzi. Po serii kompozycji, które miały pokazać, kim jest Confusion Project, sam tytuł kieruje uwagę w przeciwną stronę. Co dalej?
To trafniejsza puenta niż najbardziej efektowne podsumowanie. Każda artystyczna tożsamość zaczyna bowiem kostnieć w chwili, gdy zostaje uznana za ukończoną. Trio najwyraźniej zdaje sobie z tego sprawę, kończąc utwór nagle i zostawiając pytanie bez muzycznego przecinka. „Identity” nie jest zatem zamknięciem drogi ani definitywnym bilansem. Jest fotografią zespołu, który osiągnął dużą kontrolę nad własnym językiem, ale nadal powinien uważać, by kontroli tej nie pomylić ze swobodą.
Brzmienie albumu sprzyja takiemu odczytaniu. Materiał nagrano w Monochrom Studio, a miksem i masteringiem zajął się Ignacy Gruszecki. Każdy instrument zachowuje czytelny kontur, bez rozbijania tria na trzy odseparowane ekspozycje. Fortepian ma odpowiednią masę w dolnym rejestrze, gitara basowa pozostaje wyraźna także w gęstszych fragmentach, a perkusja nie została sztucznie wypchnięta przed zespół. Robert Szydło przygotował dodatkowo wersję Dolby Atmos — pierwszą taką w dyskografii grupy.
Nowa technologia nie tworzy jednak artystycznej tożsamości, podobnie jak zagraniczna wytwórnia nie zapewnia międzynarodowej kariery. Może ją lepiej zaprezentować. Najważniejsze wydarza się wcześniej: w sposobie, w jaki trzech muzyków interpretuje wspólny puls, podejmuje temat i wie, kiedy przestać go objaśniać.
„Identity” nie odkrywa nowego modelu polskiego jazzowego tria. Pokazuje za to zespół, który rozumie, że tradycja staje się żywa dopiero po utracie statusu eksponatu. Mazurki Ciesielskiego nie potrzebują ludowego kostiumu ani pomocy narodowej retoryki. Najlepsze z nich brzmią tak, jakby zawsze należały do Confusion Project.
I może właśnie w tym kryje się odpowiedź. Tożsamość nie zaczyna się wtedy, gdy zespół potrafi ją nazwać. Zaczyna się w chwili, gdy nie musi już tego robić.
Oficjalne informacje o albumie i pozostałych wydawnictwach grupy znajdują się w dyskografii Confusion Project.




