Cinnamon Gum
Cinnamon Gum

Cinnamon Gum między soulem a pamięcią

Cinnamon Gum – „Mary Liz”: analogowy soul bez muzealnej gabloty

Cinnamon Gum „Mary Liz” rozpoczyna nowy etap projektu Macieja Milewskiego. Singiel został nagrany na taśmę w New Jersey i odwołuje się do soulu lat 60. oraz 70., ale jego najważniejszą cechą nie jest stylizowane brzmienie. Liczy się to, jak oszczędna aranżacja reaguje na tekst o relacji, w której kolejne próby odejścia kończą się powrotem. Instrumenty nie stoją tu w szeregu. Zostawiają sobie miejsce, wycofują się i ponownie zbliżają — dokładnie tak, jak bohaterowie tej historii.

Spis treści

Najważniejsze fakty

  • Co: „Mary Liz”, nowy singiel Cinnamon Gum i pierwsza zapowiedź kolejnego albumu.
  • Premiera: 14 lipca 2026 roku.
  • Wydawca: That’s Love Records.
  • Miejsce nagrania: Studio Zoe w Princeton w stanie New Jersey.
  • Twórcy: muzykę współtworzył Maciej Milewski, tekst napisała Dorota Theisebach, a produkcją i miksem zajął się Max Shrager.
  • Skład nagrania: Cinnamon Guy – wokal, gitara i bas; Dorota Theisebach – organy i chórki; Ben Borchers – perkusja; Max Shrager – wibrafon.
  • Co wyróżnia singiel: rejestracja na taśmę i analogowy miks połączone z bardzo zwartą, niespełna trzyminutową formą.
  • Odsłuch: singiel jest dostępny w serwisach streamingowych oraz na Bandcampie Cinnamon Gum.

Cinnamon Gum i „Mary Liz”: taśma nie załatwia sprawy

Współczesny retro soul ma własny zestaw łatwo rozpoznawalnych rekwizytów. Przytłumiona perkusja, miękki bas, lekko zużyta paleta kolorów, mikrofon wyglądający tak, jakby pamiętał pierwszą kadencję Nixona. Sam analogowy sprzęt nie chroni jednak piosenki przed pustą rekonstrukcją. Można nagrać przeciętny utwór na najdroższej taśmie świata i otrzymać jedynie bardzo ciepło brzmiącą przeciętność.

„Mary Liz” korzysta z analogowej metody w bardziej funkcjonalny sposób. Nagranie powstało w lutym 2026 roku w Studio Zoe w Princeton, a proces od rejestracji instrumentów na taśmę do miksu odbył się bez przechodzenia na cyfrowy tor pracy. Ważniejsze od samej technologii jest jednak to, co ta metoda pozwala zachować: różnice nacisku, niewielkie wahania dynamiki oraz naturalne proporcje między głosem a sekcją rytmiczną.

Producent Max Shrager nie próbuje otoczyć wokalu grubą warstwą historycznej patyny. Bas, perkusja, organy i wibrafon mają własne funkcje, ale żaden z tych elementów nie domaga się osobnego reflektora. W efekcie utwór przypomina pracę zespołu, nie demonstrację kolekcji zabytkowego wyposażenia.

Relacja zapisana w proporcjach

Tekst „Mary Liz” dotyczy emocjonalnego uwikłania, w którym rozpoznanie własnego błędu nie wystarcza, aby go nie powtórzyć. To nie historia jednego dramatycznego rozstania, lecz serii nawrotów: odejść podejmowanych z przekonaniem i powrotów, które szybko unieważniają wcześniejsze deklaracje. Taki temat łatwo obciążyć przesadną wokalną ekspresją. Cinnamon Guy wybiera inną drogę.

Ciepła, stosunkowo bliska partia głównego wokalu nie próbuje dominować nad całą kompozycją. Towarzyszące jej głosy Doroty Theisebach i Cinnamon Guya poszerzają emocjonalny kadr, ale nie tworzą gospelowego finału ustawionego na pokaz. Brzmią raczej jak myśli, które pojawiają się za główną frazą: odpowiedzi, wątpliwości i zdania, których bohater nie wypowiada wprost.

Podobną funkcję pełni wibrafon Shragera. Nie jest obowiązkowym podpisem pod słowem „vintage”, lecz kontrapunktem dla gęstszych, bardziej ziemistych barw basu i organów. Kiedy instrumenty pozostawiają wokalowi wolną przestrzeń, tekst brzmi jak próba odzyskania kontroli. Gdy ponownie się zbliżają, poczucie zamknięcia wraca. Piosenka nie opisuje więc wyłącznie przyciągania i odpychania. Jej aranżacja pracuje według tego samego mechanizmu.

To właśnie tutaj „Mary Liz” najlepiej łączy tradycję z teraźniejszością. Cinnamon Gum nie traktuje historii amerykańskiego soulu jak zamkniętego zbioru barw, lecz jak język opowiadania o konflikcie między tym, co rozumiemy, a tym, co nadal robimy wbrew własnej wiedzy.

Gdańsk spotyka New Jersey

Cinnamon Gum powstał w Gdańsku jako autorski projekt wokalisty, multiinstrumentalisty i producenta Macieja Milewskiego, występującego pod scenicznym pseudonimem Cinnamon Guy. Od początku nie chodziło jedynie o pisanie piosenek inspirowanych soulem i funkiem. Równie istotny był sposób ich wykonywania: żywa sekcja rytmiczna, chóralne odpowiedzi, czytelny groove i aranżacje, w których poszczególni muzycy mają czym oddychać.

Współpraca z That’s Love Records i Maxem Shragerem przesuwa ten pomysł z poziomu lokalnej reinterpretacji w stronę bezpośredniego dialogu z amerykańskim środowiskiem współczesnego soulu. Shrager, współzałożyciel wytwórni, pracował między innymi z Lady Wray, Say She She, The Shacks i projektem 54 Ultra. Nie wnosi do „Mary Liz” gotowego certyfikatu autentyczności. Pomaga raczej ustawić proporcje tak, aby głos Milewskiego nie musiał imitować żadnego konkretnego poprzednika.

Znaczenie tej współpracy dobrze pokazują lipcowe koncerty w Wielkiej Brytanii. Dzień po premierze singla Cinnamon Gum wystąpił w Brighton Centre przed Thee Sacred Souls. Kolejne koncerty odbyły się 16 lipca w The Prospect Building w Bristolu oraz 18 lipca w londyńskim Somerset House w ramach Summer Series. To zestawienie było logiczne stylistycznie, ale nie całkowicie bezpieczne: publiczność Thee Sacred Souls dobrze zna reguły współczesnego retro soulu i szybko rozpoznaje różnicę między zespołem a dekoracją.

Cinnamon Gum wszedł więc na sceny, na których sama sympatia do lat 70. nie wystarcza. Potrzebne są dyscyplina sekcji, własny wokalny charakter i piosenki zdolne funkcjonować bez dodatkowego objaśnienia. „Mary Liz” brzmi jak utwór pomyślany właśnie dla takiego sprawdzianu.

Po „The Cinnamon Show”

Dotychczasową drogę projektu wyznaczyły EP-ka „Moon Water” z 2023 roku i wydany rok później album „The Cinnamon Show”. Druga z tych płyt ustaliła rozpoznawalny język Cinnamon Gum: melodie prowadzone falsetem, gospelowe harmonie, funkowy puls i wizualną oprawę odwołującą się do telewizyjnych programów „Soul Train” oraz „The Midnight Special”. Ten świat był konsekwentny, choć momentami jego retro kostium znajdował się niebezpiecznie blisko centrum uwagi.

„Mary Liz” przynosi subtelną zmianę akcentów. Estetyka nadal pozostaje ważna, lecz tym razem pierwszeństwo otrzymuje relacja między wykonawcami. Organy Doroty Theisebach nie służą wyłącznie zagęszczaniu tła, perkusja Bena Borchersa nie zamienia utworu w pokaz stylowego groove’u, a gitara Milewskiego nie komentuje każdej wolnej przestrzeni. Najważniejsze staje się wzajemne słuchanie.

Projekt ma już za sobą występy na Open’er Festival 2025, Inside Seaside 2025 oraz Eurosonic Noorderslag 2026. Każdy z tych koncertów umieszczał Cinnamon Gum w nieco innym otoczeniu: od dużego polskiego festiwalu, przez trójmiejskie wydarzenie mocno związane z lokalną sceną, po europejski festiwal showcase’owy w Groningen. Brytyjskie koncerty z Thee Sacred Souls dopełniły tę sekwencję, wprowadzając zespół bezpośrednio przed publiczność słuchającą współczesnego soulu nie jako egzotycznego dodatku do programu, lecz jako głównego dania wieczoru.

Nowy album jest planowany na przełom 2026 i 2027 roku. Na tym etapie nie podano jego tytułu, dokładnej daty premiery ani pełnej listy utworów. „Mary Liz” należy więc traktować jako wskazanie kierunku, nie kompletną deklarację brzmienia całej płyty.

Gdzie posłuchać „Mary Liz”

  • „Mary Liz” ukazał się 14 lipca 2026 roku nakładem That’s Love Records.
  • Utwór jest dostępny na Bandcampie oraz w najważniejszych serwisach streamingowych.
  • Oficjalny teledysk i wersję nagraną na żywo w studiu opublikował kanał That’s Love Records.
  • Informacje o kolejnych wydawnictwach projektu pojawiają się na oficjalnej stronie Cinnamon Gum oraz na stronie wytwórni.
  • Dokładna data premiery nowego albumu nie została jeszcze ogłoszona; obecny plan zakłada przełom 2026 i 2027 roku.

Ciepło jest skutkiem, nie argumentem

Najłatwiej opisać „Mary Liz” jako analogowy retro soul. Taka etykieta jest poprawna, lecz zatrzymuje się na powierzchni. Taśma, organy i wibrafon nie nadają piosence znaczenia automatycznie. Robi to sposób, w jaki głosy i instrumenty odpowiadają sobie, wycofują się oraz ponownie wchodzą w tę samą przestrzeń.

W utworze o relacji, której nie można definitywnie zakończyć, właśnie ta zależność okazuje się najbardziej przekonująca. Cinnamon Gum nie potrzebuje cyfrowo postarzonego kostiumu ani muzealnej ciszy wokół sprzętu. Potrzebuje muzyków, którzy słyszą moment, w którym trzeba zagrać — i moment, w którym lepiej pozwolić drugiej osobie dokończyć zdanie.

Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.