Mobile logo
Logo LMF - 150 px
Menu logo
  • NEWSY
  • RECENZJE

    RECENZJE

    OurHome” Rodrigo y Gabriela
    8.4
    OCENA

    Rodrigo y Gabriela – OurHome

    Konrad Puławski 5 października 2026
    Fertile Hump – Jazzpunk Superheroes
    6.4
    OCENA

    Fertile Hump – Jazzpunk Superheroes

    Konrad Puławski 5 października 2026
    Europe - Come This Madness
    7.2
    OCENA

    Europe – Come This Madness

    Paweł Rogoziński 2 października 2026

    Wyróżniony

    Beck – Ride Lonesome
    8.1
    OCENA

    Beck – Ride Lonesome

    Karolina Żmuda
    Recenzje
    19 września 2026
    • Jazz
    • Rock
      • Progressive Rock
      • Alternative Rock
      • Post Rock
    • Metal
    • Electronic
    • Folk
  • Koncertownia

    Koncertownia

    Danilo Pérez - Fot. Marcin Pulawski.jpg 5

    Pancevo Jazz Festival – muzyka, która zostaje pod skórą

    Marcin Puławski 18 grudnia 2025
    Wadada Leo Smith - Fot. Rita Pulavska

    41. Belgrade Jazz Festival – miasto, które improwizuje

    Marcin Puławski 25 listopada 2025
    Josefine Opsahl - Fot. Marcin Puławski.jpg8

    Gărâna Jazz Festival 2025 – dialog dźwięku z naturą

    Marcin Puławski 10 września 2025
    d20fdb905072ffe7f22f1fedaa835cee-1727105969

    Sting w wersji 3.0 – koncert w Bellahouston Park, Glasgow

    Marcin Puławski 29 czerwca 2025
    Sheila Maurice-Grey (Fot. Marcin Puławski) 3

    Kokoroku w Edynburgu – muzyczna podróż przez jazz i afrobeat

    Marcin Puławski 9 grudnia 2024
    Robin McKelle Fot. Marcin Puławski (9)

    27. Pančevački Jazz Festival – w cieniu tragedii.

    Marcin Puławski 22 listopada 2024

    Losowy

    Ewan Hastie - Fot. Marcin Pulawski

    Jazzowa ekspozycja w Edynburgu – podsumowanie Scottish Jazz Weekend

    Marcin Puławski
    Koncertownia
    10 grudnia 2023
  • Muzykwariat

    Muzykwariat

    05e57e88ceff4daab167a9dcd07698c945e3b7a49a164c77c684f13d5986d909

    Paul McCartney: Man on the Run – Sztuka odpowiedzi

    Michał Borkowski 5 października 2026
    Ritratto musicale malinconico al microfono

    It’s Never Over, Jeff Buckley: człowiek kontra mit

    Natalia Kwiecień 2 października 2026
    Troja płonie dwa razy. O muzyce w „Odysei” Nolana

    Troja płonie dwa razy. O muzyce w „Odysei” Nolana

    Konrad Puławski 29 września 2026

    Losowy

    1001 albumów muzycznych. Historia muzyki rozrywkowej (1001 albums you must hear before you die), Elipsa, 2013.

    Hania Kwaśna
    Książka
    18 kwietnia 2013
    • Książka
    • Film
  • Felietorium

    Felietorium

    Bitter Sweet Symphony kto naprawdę napisał ten hit

    Bitter Sweet Symphony: kto naprawdę napisał ten hit?

    Tomasz Leszczyk 7 października 2026
    Everyday Chemistry Beatlesi z innego wszechświata

    Everyday Chemistry: Beatlesi z innego wszechświata

    Konrad Puławski 5 października 2026
    Troja płonie dwa razy. O muzyce w „Odysei” Nolana

    Troja płonie dwa razy. O muzyce w „Odysei” Nolana

    Konrad Puławski 29 września 2026
    Zbawienie w abonamencie i duchowość na żądanie

    Zbawienie w abonamencie i duchowość na żądanie

    Natalia Kwiecień 16 września 2026
    Steven Wilson dlaczego nie słuchamy nowej muzyki

    Dlaczego nie słuchamy nowej muzyki?

    Konrad Puławski 14 września 2026
    „Jazz is an insult to me”. Jak bardzo mylił się Walter

    „Jazz is an insult to me”. Jak bardzo mylił się Walter?

    Konrad Puławski 19 sierpnia 2026

    Losowy

    Era muzycznych bałwochwalców

    Marcin Puławski
    Felietorium
    6 sierpnia 2014
  • Labopedia

    Labopedia

    Bitter Sweet Symphony kto naprawdę napisał ten hit

    Bitter Sweet Symphony: kto naprawdę napisał ten hit?

    Tomasz Leszczyk 7 października 2026
    Everyday Chemistry Beatlesi z innego wszechświata

    Everyday Chemistry: Beatlesi z innego wszechświata

    Konrad Puławski 5 października 2026
    Troja płonie dwa razy. O muzyce w „Odysei” Nolana

    Troja płonie dwa razy. O muzyce w „Odysei” Nolana

    Konrad Puławski 29 września 2026

    Losowy

    Czarcia odyseja jazzu - Granica błędu - cz. IVIV

    Czarcia odyseja jazzu – Granica błędu – cz. IV/IV

    Konrad Puławski
    Labopedia
    11 lipca 2025
    • Cykle autorskie
      • Czarcia odyseja jazzu
      • Historia Standardów Jazzowych
    • Lirinterpretacje
    • Sprzętokracja
    • Sekator krytyczny
  • Muzotok

    Muzotok

    Piotr Paciorkowski „Kompozycja musi być dla nas historią”

    Ampacity: „Kompozycja musi być dla nas historią”

    Konrad Puławski 28 września 2026
    Zdjęcia Anna Maria Olak

    „Nuty się nie zmieniają. Zmieniamy się my”. Maciek Pysz o „Pont De Vie”.

    Konrad Puławski 1 września 2026

    Wilki Wszyscy marzą o miłości – Wataha trzyma się dobrze…

    Redakcja 30 września 2022

    Miuosh: W drodze do własnego “Illmatica”

    Redakcja 6 lutego 2020

    Na świecie nie ma pustych miejsc – Rozmowa z Małgorzatą Ostrowską

    Redakcja 9 stycznia 2020

    Roztańczony „Księżyc nad Juratą” – wywiad z Anną Wyszkoni

    Redakcja 12 września 2019

    Losowy

    Piotr Schmidt – „Trzeba mieć na takie fuzje pomysł”

    Konrad Puławski
    Muzotok
    4 grudnia 2017
  • Galeria

    Galeria

    James Carter Fot. Rita Pulavska (3)

    Belgrade Jazz Festival 2024

    Marcin Puławski 26 stycznia 2025
    Maciej Obara Quartet Fot. Marcin Puławski

    Pancevo Jazz Festival 2023

    Marcin Puławski 13 lutego 2024
    Shakti

    Shakti – Jazzx – 2023

    Marcin Puławski 5 lutego 2024

    Fun Lovin’ Criminals

    Marcin Puławski 19 maja 2023

    Charles Lloyd, Belgrad Jazz Festival 2019

    Rita Pulavska 14 czerwca 2020

    Chucho Valdés, Jazz á Vienne Festival 2019

    Marcin Puławski 13 czerwca 2020

    Losowy

    Charles Lloyd, Belgrad Jazz Festival 2019

    Rita Pulavska
    Galeria
    14 czerwca 2020
    Nowości
    • PalmJazz 2026: Garbarek, Potter, Jopek i Makowicz
    • Duke po polsku: Ellington słowami Młynarskiego
    • 70-lecie Śląskiego Jazz Clubu. Kto zagra?
    • RGG sięga po Chopina na „The Soul of Soil”
    • Paris Paloma: sztuka i feminizm w nowym singlu
    • Tabula Rasa z singlem Diamenty. Samotność i opór
    • Kontakt
    • Współpraca
    • Redakcja
    Home
    Recenzje
    Neurosis – An Undying Love for a Burning World
    Neurosis – An Undying Love for a Burning World

    Neurosis – An Undying Love for a Burning World

    Karolina Żmuda
    Recenzje
    6 sierpnia 2026 7 min read
    Neurosis – An Undying Love for a Burning World
    Neurosis – An Undying Love for a Burning World

    Głos z drugiej strony echa

    Neurosis wrócili w najbardziej niewygodny z możliwych sposobów. Nie jako pomnik, któremu po dziesięciu latach odkurzono tabliczkę. Nie jako zespół próbujący przekonać słuchaczy, że czas stanął w miejscu. Wrócili z muzykiem, którego twórczość przez dekady rozwijała ich własne pomysły, przetwarzała je i przekazywała dalej. Teraz Aaron Turner stoi pośrodku Neurosis, a historia zatacza krąg, który wcale nie jest idealnie okrągły.

    To pęknięcie słychać niemal od razu. Po krótkim, zniekształconym komunikacie We Are Torn Wide Open pojawia się Mirror Deep: bas i gitary wpadają w utwór ciężkim, koślawym ruchem, jakby każdy takt trzeba było wyrwać z oporu materii. Nad nimi nie unosi się elegancka elektroniczna poświata. Syntezatory Noah Landisa skwierczą, syczą i wciskają się w wolne miejsca, destabilizując riff od środka. Ten ciężar nie stoi pewnie. Drży.

    Po kilkudziesięciu sekundach zespół usuwa niemal całą masę. Zostaje cienka linia gitary, sztuczne światło klawiszy i pustka, która nie daje odpoczynku, ponieważ od początku wiadomo, że coś do niej wróci. Gdy sekcja rytmiczna ponownie zajmuje przestrzeń, riff nie brzmi jak triumfalny powrót refrenu. Jest konsekwencją wcześniejszego ubytku. Neurosis przypominają, że głośność staje się ciężarem dopiero wtedy, gdy muzycy potrafią pokazać, co znajduje się pod nią.

    Wokół „An Undying Love for a Burning World” łatwo zbudować opowieść o odrodzeniu. Byłaby nawet prawdziwa, lecz zbyt wygodna. Po rozstaniu ze Scottem Kellym przyszłość grupy przestała być wyłącznie pytaniem o skład. Chodziło o to, czy muzyka tworzona przez cztery dekady zachowała wspólny rdzeń, czy też była tak mocno związana z konkretną konfiguracją głosów i osobowości, że każda dalsza próba musi zabrzmieć jak rekonstrukcja.

    Nowa płyta nie udaje, że w ścianie nie ma wyrwy. Buduje zespół wokół niej.

    Turner nie zostaje przebrany za brakującego członka Neurosis. Jego głos jest szerszy, bardziej chropowaty, czasem niemal pozbawiony centralnego tonu. Steve Von Till brzmi przy nim sucho i ziemiście, jakby każde słowo przechodziło przez gardło zbyt wąskie dla emocji, którą ma pomieścić. W Blind oba wokale nie składają się w jedną figurę. Naciskają z różnych stron. To zmiana większa niż sama wymiana barwy.

    Zespół uwięziony we własnym wpływie

    Neurosis znajdują się dziś w szczególnej sytuacji. Ich język został rozebrany na części przez kolejne pokolenia: jedni przejęli powolne spiętrzanie napięcia, inni rytualną repetycję, jeszcze inni kontrast pomiędzy sludge’owym naciskiem a postrockowym wycofaniem. Cult of Luna zamieniła tę gramatykę w precyzyjną inżynierię monumentalnych form. Rosetta rozciągnęła ją w stronę kosmicznej melancholii, a Mouth of the Architect podkreślił jej sludge’ową szorstkość.

    Na „An Undying Love for a Burning World” twórcy tego języka chwilami brzmią więc jak zespół ukształtowany przez własnych następców. Nie jest to zarzut. Raczej główny dramat płyty.

    First Red Rays mogłoby zostać potraktowane jako najbardziej oczywisty dowód wpływu Turnera. To on przyniósł fundament kompozycji, a jej długie, szeroko zakreślone linie gitarowe przywołują cierpliwość znaną z Isis. Utwór nie zatrzymuje się jednak na eleganckim modelu narastania. Jason Roeder rozbija jego płynność ciężkimi akcentami, Dave Edwardson zagęszcza dół w miejscach, w których gitara próbuje otworzyć horyzont, a Landis wprowadza tony przypominające transmisję odbieraną przez uszkodzony sprzęt.

    Najlepsze fragmenty albumu powstają właśnie w takim tarciu. Turner proponuje przestrzeń, Neurosis ją kaleczą. Neurosis uruchamiają monolityczny riff, Turner dodaje do niego niestabilną, psychodeliczną krawędź. Nikt nie otrzymuje wyłączności na kierunek.

    Proces włączania nowego muzyka nie polega tu na dopasowaniu go do gotowej formy. Materiał zachowuje ślady zbiorowego przepisywania: riffy tracą pierwotną symetrię, proste przejścia zostają celowo wydłużone, a partie, które w innym zespole prowadziłyby do kulminacji, kończą się pustą przestrzenią albo elektronicznym zakłóceniem. Ta muzyka zachowuje się tak, jakby nie ufała pierwszej wersji samej siebie.

    Blind jest pod tym względem niemal modelem całego albumu. Początek porusza się ciężko, lecz nie ospale. Gitara wykonuje krótkie, lekko skręcone gesty, a rytm nie pozwala im wygodnie osiąść. Później środek utworu zostaje wydrążony. Syntezatory przejmują funkcję melodii, perkusja ogranicza się do drobnych znaków, zaś czystszy wokal Von Tilla brzmi jak głos pozostawiony w pomieszczeniu po wyniesieniu mebli. Powrót pełnego składu nie odbudowuje pierwotnego porządku. Wprowadza większy chaos.

    To jedna z najważniejszych różnic między tą płytą a wieloma albumami jej postmetalowych potomków. Cisza nie jest tutaj neutralnym korytarzem prowadzącym do kolejnej eksplozji. Potrafi być bardziej wroga niż riff. Wyciszenie nie oznacza bezpieczeństwa, tylko utratę punktów orientacyjnych.

    Maszyna, która nie pracuje równo

    Noah Landis przez znaczną część albumu pozostaje poza centrum uwagi, choć bez niego ta muzyka byłaby o wiele bardziej przewidywalna. Syntezatory nie pełnią funkcji orkiestracji doklejonej do metalowego zespołu. Zmieniają właściwości przestrzeni. Raz zwężają pasmo, pozostawiając gitarom niewiele powietrza. Innym razem rozciągają dźwięk za plecami sekcji rytmicznej, przez co nawet prosty motyw wydaje się pozbawiony końca.

    W Seething and Scattered elektronika początkowo siedzi głęboko pod basowym pulsem. Utwór rusza niemal bez ceremonii: krótkie riffy, rozdzielone głosy, perkusja pracująca bardziej napięciem tomów niż prostym uderzeniem. Wszystko wydaje się zaskakująco bezpośrednie, dopóki konstrukcja nie zaczyna tracić elementów. Gitary cofają się, syntezator zostaje odsłonięty, a rytm przez kilka chwil przypomina mechanizm, któremu usunięto połowę części, lecz nadal zmusza się go do pracy.

    Finał nie rozładowuje napięcia w tradycyjny sposób. Sprzężenia i bębny narastają, ale nie tworzą wspólnego, triumfalnego wierzchołka. Warstwy ocierają się o siebie, jakby każda próbowała wydostać się z utworu innym wyjściem. Właśnie tu słychać Neurosis najbardziej żywe: nie wtedy, gdy brzmią największym dźwiękiem, lecz gdy pięciu muzyków utrzymuje kompozycję tuż przed utratą stabilności.

    Album nie zawsze osiąga podobny stopień niepewności. In the Waiting Hours rozwija się z dużą cierpliwością i zawiera kilka znakomitych momentów, zwłaszcza gdy gęsty riff ustępuje samotnym gitarom, lecz jego szkielet pozostaje znajomy. Cisza, narastanie, ciężkie wejście, kolejne cofnięcie, finałowe spiętrzenie. Neurosis współtworzyli ten sposób komponowania, więc trudno zarzucać im korzystanie z własnego wynalazku. Historia nie jest jednak automatycznym usprawiedliwieniem.

    Przy kolejnych odsłuchach słychać, że część repetycji posiada konkretną funkcję: zmienia temperaturę, pozwala detale przesunąć na pierwszy plan, przygotowuje gwałtowną zmianę perspektywy. Inne fragmenty trwają dlatego, że monumentalna muzyka przyzwyczaiła nas do przekonania, iż długość sama nadaje znaczenie. Nie nadaje.

    Untethered ujawnia odwrotny problem. Utwór jest krótki, szybciej przechodzi między pomysłami, przynosi psychodeliczno-bluesowy ruch i potrzebną zmianę proporcji. Nie zdąża jednak rozwinąć własnego napięcia. Mówione partie są zbyt jednoznaczne, a instrumentalne szczegóły pojawiają się i znikają, zanim zaczną na siebie oddziaływać. Na płycie pełnej długich, cierpliwych konstrukcji ten czterominutowy fragment powinien ciąć jak nagłe pęknięcie. Tymczasem pozostawia jedynie rysę.

    Także teksty nie zawsze dorównują wieloznaczności muzyki. Motywy izolacji, rozpadu więzi, niszczenia środowiska i świadomości śmierci układają się w konsekwentną całość. Gdy słowa zostają rozbite pomiędzy kilka głosów, znaczenie nabiera fizycznego charakteru — brzmi jak wspólny wysiłek, by przebić się przez hałas. W bardziej deklaratywnych fragmentach język zbliża się jednak do manifestu, podczas gdy instrumenty mówią coś ciekawszego: nie oferują wspólnoty jako gotowego rozwiązania, lecz pokazują, jak trudno w ogóle zsynchronizować pięć źródeł napięcia.

    Światło, które niczego nie naprawia

    Przez większą część albumu Neurosis ostrożnie przesuwają granice własnego języka. W Last Light wreszcie przestają je przesuwać i zaczynają sprawdzać, czy są jeszcze potrzebne.

    Utwór otwiera puls elektroniki: regularny, lecz zbyt nerwowy, by można było uznać go za stabilny rytm. Turner pojawia się nad nim bez ochrony pełnego zespołu. Jego głos nie prowadzi melodii i nie wygłasza przemowy. Próbuje utrzymać się na powierzchni dźwięku. Kiedy wchodzą gitary i perkusja, nie następuje oczekiwane rozwiązanie. Instrumenty przyłączają się do niepokoju zamiast go zagłuszyć.

    Roeder nie gra tu jak perkusista obsługujący kulminacje. Buduje skalę utworu za pomocą odstępów między uderzeniami. Każdy akcent wydaje się większy, ponieważ nie został natychmiast otoczony kolejnymi. Edwardson utrzymuje ruch pod powierzchnią, czasami niemal niezauważalnie zmieniając kierunek frazy. Landis przepuszcza całość przez elektroniczne trzaski, drony i sygnały, które nie pozwalają gitarom stać się jednolitą ścianą.

    Po kilku minutach pojawia się współbrzmienie jaśniejsze od wszystkiego, co wcześniej wydarzyło się na płycie. W innym albumie mogłoby oznaczać wyjście z mroku. Tutaj jasność jest niepokojąca, ponieważ niczego nie rozwiązuje. Przez chwilę słychać więcej przestrzeni, a więc również więcej pustki. Melodia otwiera horyzont tylko po to, by pokazać, że nie ma na nim bezpiecznego miejsca.

    To najbardziej dojrzała decyzja całego albumu. Neurosis nie traktują piękna jako nagrody za przetrwanie ciężkich partii. Nie przeciwstawiają go przemocy dźwięku. Jasne gitary, chóralne głosy i szeroka instrumentalna przestrzeń należą do tego samego świata co industrialny puls oraz sludge’owy nacisk. Zmienia się oświetlenie, nie rzeczywistość.

    Last Light trwa prawie siedemnaście minut i po raz pierwszy na albumie długość przestaje być cechą formatu, a staje się warunkiem znaczenia. Kolejne części nie ustawiają się w szeregu. Wyrastają jedna z drugiej: elektronika pozostawia ślad w riffie, riff przenosi napięcie do fragmentu chóralnego, a pozorne uspokojenie przygotowuje finał, który nie jest ani katastrofą, ani zwycięstwem. Zespół nie dociera do odpowiedzi. Dociera do możliwości dalszego ruchu.

    Ten finał komplikuje ocenę wcześniejszych kompozycji. Pokazuje, że nowy skład potrafi nie tylko odświeżyć brzmienie Neurosis, ale przekształcić logikę ich muzyki. W środkowej części albumu wciąż zdarzają się fragmenty chronione przez dawny autorytet: wystarczająco ciężkie, wystarczająco cierpliwe i zbyt dobrze wykonane, by łatwo je odrzucić. Last Light odbiera im tę ochronę. Skoro zespół potrafi posunąć się tak daleko, bezpieczniejsze momenty zaczynają brzmieć jak świadomy wybór, a nie granica możliwości.

    „An Undying Love for a Burning World” nie jest więc płytą o odzyskaniu dawnego Neurosis. Dawnego Neurosis nie da się odzyskać i nie powinno się próbować. Jest albumem o grupie zmuszonej usłyszeć własny język po latach, w głosach ludzi, których ten język ukształtował. Turner przychodzi jako uczeń, potomek i artysta posiadający własną, wyraźną historię. Zespół nie przyjmuje go po to, by wypełnił miejsce. Pozwala mu przesunąć ściany.

    Nie każda z nich przesuwa się równie daleko. Część kompozycji nadal korzysta z mechanizmów, które post-metal zdążył powtórzyć do granic cierpliwości. Niektóre deklaracje tekstowe są prostsze niż napięcia zawarte w aranżacjach. Album pozostaje jednak przekonujący, ponieważ jego ciężar nie służy odbudowie dawnej wielkości. Służy sprawdzeniu, co z tej wielkości jest jeszcze żywe.

    Neurosis nie wracają na własny tron. Wchodzą do pomieszczenia, które sami kiedyś zbudowali, i odkrywają, że przez lata ktoś pozmieniał w nim drzwi.

    Ostatnie minuty Last Light nie przynoszą triumfu. Perkusja zagęszcza przestrzeń, gitary tracą kontury, głosy rozpływają się w zbiorowym hałasie. Muzyka nie zamyka rany, nie odzyskuje niewinności i nie udaje, że dalszy ciąg jest pewny. Pozostawia zespół w ruchu.

    Po dziesięciu latach to więcej niż powrót.

    Oficjalna strona albumu w serwisie Bandcamp

    Neurosis – An Undying Love for a Burning World
    Neurosis – An Undying Love for a Burning World
    UTWORY: 1. We Are Torn Wide Open, 2. Mirror Deep, 3. First Red Rays, 4. Blind, 5. Seething and Scattered, 6. Untethered, 7. In the Waiting Hours, 8. Last Light.SKŁAD: Steve Von Till / gitara, wokal; Aaron Turner / gitara, wokal; Dave Edwardson / gitara basowa, wokal; Jason Roeder / perkusja; Noah Landis / syntezatory, sample, wokal.PRODUKCJA: nagranie – Scott Evans; Studio Litho, Seattle; sesje podczas trzech weekendów zimą 2026 roku; miks – Scott Evans, Antisleep Audio, Oakland, wykonany w ciągu trzech dni około sześciu tygodni przed premierą; mastering – brak potwierdzonych informacji.WYDANIE: Neurot Recordings, 20 marca 2026; formaty: cyfrowy, 2 × LP, CD, kaseta.
    KONCEPT
    7.4
    SPÓJNOŚĆ
    7.6
    BRZMIENIE / PRODUKCJA
    8
    WYKONANIE
    8
    ARANŻACJE / ŚWIADOMOŚĆ FORMY
    7.5
    MELODIE / MOTYWY
    6.9
    CHWYTLIWOŚĆ / PAMIĘTNOŚĆ
    6.4
    TEKSTY / WARSTWA SŁOWNA
    6.6
    EMOCJONALNOŚĆ
    7.9
    SIŁA PRZEKAZU
    7.5
    INNOWACYJNOŚĆ
    6.1
    EFEKT POWROTU
    8.3
    OCENA CZYTELNIKÓW0 Votes
    0
    7.3
    OCENA

    Aaron TurnerAn Undying Love For A Burning WorldAtmospheric Sludge MetalDoom MetalDynamikaGitaryIndustrialKompozycje WieloczęścioweNeurosisNeurot RecordingsNoah LandisOaklandPost MetalPsychodeliaScott EvansSludge MetalSteve Von TillStudio LithoSyntezatory Modularne

    Podobne posty

    The Ocean – Solaris
    6.8
    OCENA

    The Ocean – Solaris

    Paweł Rogoziński
    Recenzje
    1 października 2026
    Phal Angst - Minor Tremors
    7.4
    OCENA

    Phal:Angst – Minor Tremors

    Konrad Puławski
    Recenzje
    26 września 2026
    Wolfpack Heading Nowhere – Wolfpack Heading Nowhere
    7.2
    OCENA

    Wolfpack Heading Nowhere – Wolfpack Heading Nowhere

    Konrad Puławski
    Recenzje
    22 września 2026
    russian-circles-nine_risultato
    6.9
    OCENA

    Russian Circles – Nine

    Karolina Żmuda
    Recenzje
    13 września 2026

    Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

    KONCEPT
    SPÓJNOŚĆ
    BRZMIENIE / PRODUKCJA
    WYKONANIE
    ARANŻACJE / ŚWIADOMOŚĆ FORMY
    MELODIE / MOTYWY
    CHWYTLIWOŚĆ / PAMIĘTNOŚĆ
    TEKSTY / WARSTWA SŁOWNA
    EMOCJONALNOŚĆ
    SIŁA PRZEKAZU
    INNOWACYJNOŚĆ
    EFEKT POWROTU
    Final Score

    śledź nas!

    najlepsze płyty miesiąca

    OurHome” Rodrigo y Gabriela

    Rodrigo y Gabriela – OurHome

    8.4
    1
    Beck – Ride Lonesome

    Beck – Ride Lonesome

    8.1
    2
    RGG – The Soul of Soil

    RGG – The Soul of Soil

    8
    3
    Leszek Kułakowski – Poland, My Homeland

    Leszek Kułakowski – Poland, My Homeland

    7.9
    4
    Artur Rojek - Chciałbym urodzić się żeby latałem

    Artur Rojek – Chciałbym urodzić się żeby latałem

    7.7
    5

    losowe recenzje

    Mara – North (EP)

    Marcin Maryniak 11 marca 2016

    Valkenrag – Twilight of Blood and Flesh

    Marcin Maryniak 12 stycznia 2016

    Unifony – Minco Eggersman, Theodoor Borger & Mathias Eick

    Marcin Puławski 13 grudnia 2018

    Bent Knee – Land Animal

    Konrad Puławski 22 czerwca 2017
    7.1
    OCENA

    Jazzpospolita – Przypływ

    Konrad Puławski 29 października 2020

    Ida Sand & Stockholm Underground – My Soul Kitchen

    Marcin Puławski 8 lutego 2019
    8.5
    OCENA

    Petros Klampanis – Irrationalities

    Marcin Puławski 2 września 2020

    Eluveitie – Origins

    Konrad Puławski 2 września 2014

    LABORATORIUM MUZYCZNYCH FUZJI

    • Newsy
    • Recenzje
    • Koncertownia
    • Muzykwariat
    • Patronat medialny
    • Felietorium
    • Labopedia
    • Muzotok
    • Galeria
      • Redakcja
      • Współpraca
      • Kontakt
    Logo footer

    Szukaj

    śledź nas!

    Wszelkie prawa zastrzeżone © Laboratorium Muzycznych Fuzji 2012-2026
    • Redakcja
    • Współpraca
    • Kontakt
    • Polityka prywatności
    • Sitemap
    • Newsy
    • Recenzje
    • Koncertownia
    • Muzykwariat
    • Patronat medialny
    • Felietorium
    • Labopedia
    • Muzotok
    • Galeria
      • Redakcja
      • Współpraca
      • Kontakt
    Type to search or hit ESC to close
    See all results
    Nazwa użytkownika
    Hasło
    Zapamiętaj mnie
    Podaj nazwe użytkownika lub email
    Anuluj