Laboratorium Muzycznych Fuzji Logo - Mobile
Laboratorium Muzycznych Fuzji Logo - Mobile
Menu logo
  • Newsy
  • Recenzje

    Recenzje

    SYSI — Sysi rozpacz, melodia i wspólny głos
    5.6
    OCENA

    SYSI — Sysi

    s
    7.3
    OCENA

    Phoebe Bridgers – Lost Weekend

    Stoned Jesus – Songs to Moon
    7.2
    OCENA

    Stoned Jesus – Songs to Moon

    Wyróżniony

    The Pineapple Thief – Far and Wide
    7.8
    OCENA

    The Pineapple Thief – Far and Wide

    • Jazz
    • Rock
      • Progressive Rock
      • Alternative Rock
      • Post Rock
    • Metal
    • Electronic
    • Folk
  • Koncertownia

    Koncertownia

    Danilo Pérez - Fot. Marcin Pulawski.jpg 5

    Pancevo Jazz Festival – muzyka, która zostaje pod skórą

    Wadada Leo Smith - Fot. Rita Pulavska

    41. Belgrade Jazz Festival – miasto, które improwizuje

    Josefine Opsahl - Fot. Marcin Puławski.jpg8

    Gărâna Jazz Festival 2025 – dialog dźwięku z naturą

  • Muzykwariat

    Muzykwariat

    Patti Smith – Chleb aniołów
    8
    OCENA

    Patti Smith – Chleb aniołów

    05e57e88ceff4daab167a9dcd07698c945e3b7a49a164c77c684f13d5986d909

    Paul McCartney: Man on the Run – Sztuka odpowiedzi

    Ritratto musicale malinconico al microfono

    It’s Never Over, Jeff Buckley: człowiek kontra mit

    Losowy

    148981 johnny cash biografia 200 3

    Johnny Cash: Biografia (Johnny Cash: The Biography) – Michael Streissguth, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2012

    • Książka
    • Film
  • Felietorium

    Felietorium

    Roger Waters kontra James Hetfield. Empatia po chamsku

    Roger Waters kontra James Hetfield. Empatia po chamsku

    Bitter Sweet Symphony kto naprawdę napisał ten hit

    Bitter Sweet Symphony: kto naprawdę napisał ten hit?

    Everyday Chemistry Beatlesi z innego wszechświata

    Everyday Chemistry: Beatlesi z innego wszechświata

  • Labopedia

    Labopedia

    David Bowie, Warszawa i Berlin. Jak powstało „Heroes”

    David Bowie, Warszawa i Berlin. Jak powstało „Heroes”?

    Bitter Sweet Symphony kto naprawdę napisał ten hit

    Bitter Sweet Symphony: kto naprawdę napisał ten hit?

    Everyday Chemistry Beatlesi z innego wszechświata

    Everyday Chemistry: Beatlesi z innego wszechświata

    • Cykle autorskie
      • Czarcia odyseja jazzu
      • Historia Standardów Jazzowych
    • Lirinterpretacje
    • Sprzętokracja
    • Sekator krytyczny
  • Muzotok

    Muzotok

    Piotr Paciorkowski „Kompozycja musi być dla nas historią”

    Ampacity: „Kompozycja musi być dla nas historią”

    Zdjęcia Anna Maria Olak

    „Nuty się nie zmieniają. Zmieniamy się my”. Maciek Pysz o „Pont De Vie”.

    Wilki Wszyscy marzą o miłości – Wataha trzyma się dobrze…

  • Galeria

    Galeria

    James Carter Fot. Rita Pulavska (3)

    Belgrade Jazz Festival 2024

    Maciej Obara Quartet Fot. Marcin Puławski

    Pancevo Jazz Festival 2023

    Shakti

    Shakti – Jazzx – 2023

    Fun Lovin’ Criminals

    Charles Lloyd, Belgrad Jazz Festival 2019

    Chucho Valdés, Jazz á Vienne Festival 2019

    Losowy

    Chucho Valdés, Jazz á Vienne Festival 2019

    Nowości
    • Fruupp wracają po 50 latach. Nowy album „Solace”
    • The Flaming Lips: nowy album bez Stevena Drozda
    • Martin Gore – „Cross Whisper”. Nowy singiel już jest
    • Peter Gabriel – „Who Are We Talking To?” już dostępny
    • Factory Floor wracają. Album „One Trip” w listopadzie
    • Storm Corrosion: drugi album powstaje po 14 latach
    • Kontakt
    • Współpraca
    • Redakcja
    • Wesprzyj nas
    Home
    Recenzje
    Neurosis – An Undying Love for a Burning World
    Neurosis – An Undying Love for a Burning World

    Neurosis – An Undying Love for a Burning World

    Karolina Żmuda
    Recenzje
    6 sierpnia 2026 7 min read
    NAWIGACJA PO ARTYKULE

    SPIS TREŚCI

    1. 01Głos z drugiej strony echa
    2. 02Zespół uwięziony we własnym wpływie
    3. 03Maszyna, która nie pracuje równo
    4. 04Światło, które niczego nie naprawia
    Neurosis – An Undying Love for a Burning World
    Neurosis – An Undying Love for a Burning World

    Głos z drugiej strony echa

    Neurosis wrócili w najbardziej niewygodny z możliwych sposobów. Nie jako pomnik, któremu po dziesięciu latach odkurzono tabliczkę. Nie jako zespół próbujący przekonać słuchaczy, że czas stanął w miejscu. Wrócili z muzykiem, którego twórczość przez dekady rozwijała ich własne pomysły, przetwarzała je i przekazywała dalej. Teraz Aaron Turner stoi pośrodku Neurosis, a historia zatacza krąg, który wcale nie jest idealnie okrągły.

    To pęknięcie słychać niemal od razu. Po krótkim, zniekształconym komunikacie We Are Torn Wide Open pojawia się Mirror Deep: bas i gitary wpadają w utwór ciężkim, koślawym ruchem, jakby każdy takt trzeba było wyrwać z oporu materii. Nad nimi nie unosi się elegancka elektroniczna poświata. Syntezatory Noah Landisa skwierczą, syczą i wciskają się w wolne miejsca, destabilizując riff od środka. Ten ciężar nie stoi pewnie. Drży.

    Po kilkudziesięciu sekundach zespół usuwa niemal całą masę. Zostaje cienka linia gitary, sztuczne światło klawiszy i pustka, która nie daje odpoczynku, ponieważ od początku wiadomo, że coś do niej wróci. Gdy sekcja rytmiczna ponownie zajmuje przestrzeń, riff nie brzmi jak triumfalny powrót refrenu. Jest konsekwencją wcześniejszego ubytku. Neurosis przypominają, że głośność staje się ciężarem dopiero wtedy, gdy muzycy potrafią pokazać, co znajduje się pod nią.

    Wokół „An Undying Love for a Burning World” łatwo zbudować opowieść o odrodzeniu. Byłaby nawet prawdziwa, lecz zbyt wygodna. Po rozstaniu ze Scottem Kellym przyszłość grupy przestała być wyłącznie pytaniem o skład. Chodziło o to, czy muzyka tworzona przez cztery dekady zachowała wspólny rdzeń, czy też była tak mocno związana z konkretną konfiguracją głosów i osobowości, że każda dalsza próba musi zabrzmieć jak rekonstrukcja.

    Nowa płyta nie udaje, że w ścianie nie ma wyrwy. Buduje zespół wokół niej.

    Turner nie zostaje przebrany za brakującego członka Neurosis. Jego głos jest szerszy, bardziej chropowaty, czasem niemal pozbawiony centralnego tonu. Steve Von Till brzmi przy nim sucho i ziemiście, jakby każde słowo przechodziło przez gardło zbyt wąskie dla emocji, którą ma pomieścić. W Blind oba wokale nie składają się w jedną figurę. Naciskają z różnych stron. To zmiana większa niż sama wymiana barwy.

    Zespół uwięziony we własnym wpływie

    Neurosis znajdują się dziś w szczególnej sytuacji. Ich język został rozebrany na części przez kolejne pokolenia: jedni przejęli powolne spiętrzanie napięcia, inni rytualną repetycję, jeszcze inni kontrast pomiędzy sludge’owym naciskiem a postrockowym wycofaniem. Cult of Luna zamieniła tę gramatykę w precyzyjną inżynierię monumentalnych form. Rosetta rozciągnęła ją w stronę kosmicznej melancholii, a Mouth of the Architect podkreślił jej sludge’ową szorstkość.

    Na „An Undying Love for a Burning World” twórcy tego języka chwilami brzmią więc jak zespół ukształtowany przez własnych następców. Nie jest to zarzut. Raczej główny dramat płyty.

    First Red Rays mogłoby zostać potraktowane jako najbardziej oczywisty dowód wpływu Turnera. To on przyniósł fundament kompozycji, a jej długie, szeroko zakreślone linie gitarowe przywołują cierpliwość znaną z Isis. Utwór nie zatrzymuje się jednak na eleganckim modelu narastania. Jason Roeder rozbija jego płynność ciężkimi akcentami, Dave Edwardson zagęszcza dół w miejscach, w których gitara próbuje otworzyć horyzont, a Landis wprowadza tony przypominające transmisję odbieraną przez uszkodzony sprzęt.

    Najlepsze fragmenty albumu powstają właśnie w takim tarciu. Turner proponuje przestrzeń, Neurosis ją kaleczą. Neurosis uruchamiają monolityczny riff, Turner dodaje do niego niestabilną, psychodeliczną krawędź. Nikt nie otrzymuje wyłączności na kierunek.

    Proces włączania nowego muzyka nie polega tu na dopasowaniu go do gotowej formy. Materiał zachowuje ślady zbiorowego przepisywania: riffy tracą pierwotną symetrię, proste przejścia zostają celowo wydłużone, a partie, które w innym zespole prowadziłyby do kulminacji, kończą się pustą przestrzenią albo elektronicznym zakłóceniem. Ta muzyka zachowuje się tak, jakby nie ufała pierwszej wersji samej siebie.

    Blind jest pod tym względem niemal modelem całego albumu. Początek porusza się ciężko, lecz nie ospale. Gitara wykonuje krótkie, lekko skręcone gesty, a rytm nie pozwala im wygodnie osiąść. Później środek utworu zostaje wydrążony. Syntezatory przejmują funkcję melodii, perkusja ogranicza się do drobnych znaków, zaś czystszy wokal Von Tilla brzmi jak głos pozostawiony w pomieszczeniu po wyniesieniu mebli. Powrót pełnego składu nie odbudowuje pierwotnego porządku. Wprowadza większy chaos.

    To jedna z najważniejszych różnic między tą płytą a wieloma albumami jej postmetalowych potomków. Cisza nie jest tutaj neutralnym korytarzem prowadzącym do kolejnej eksplozji. Potrafi być bardziej wroga niż riff. Wyciszenie nie oznacza bezpieczeństwa, tylko utratę punktów orientacyjnych.

    Maszyna, która nie pracuje równo

    Noah Landis przez znaczną część albumu pozostaje poza centrum uwagi, choć bez niego ta muzyka byłaby o wiele bardziej przewidywalna. Syntezatory nie pełnią funkcji orkiestracji doklejonej do metalowego zespołu. Zmieniają właściwości przestrzeni. Raz zwężają pasmo, pozostawiając gitarom niewiele powietrza. Innym razem rozciągają dźwięk za plecami sekcji rytmicznej, przez co nawet prosty motyw wydaje się pozbawiony końca.

    W Seething and Scattered elektronika początkowo siedzi głęboko pod basowym pulsem. Utwór rusza niemal bez ceremonii: krótkie riffy, rozdzielone głosy, perkusja pracująca bardziej napięciem tomów niż prostym uderzeniem. Wszystko wydaje się zaskakująco bezpośrednie, dopóki konstrukcja nie zaczyna tracić elementów. Gitary cofają się, syntezator zostaje odsłonięty, a rytm przez kilka chwil przypomina mechanizm, któremu usunięto połowę części, lecz nadal zmusza się go do pracy.

    Finał nie rozładowuje napięcia w tradycyjny sposób. Sprzężenia i bębny narastają, ale nie tworzą wspólnego, triumfalnego wierzchołka. Warstwy ocierają się o siebie, jakby każda próbowała wydostać się z utworu innym wyjściem. Właśnie tu słychać Neurosis najbardziej żywe: nie wtedy, gdy brzmią największym dźwiękiem, lecz gdy pięciu muzyków utrzymuje kompozycję tuż przed utratą stabilności.

    Album nie zawsze osiąga podobny stopień niepewności. In the Waiting Hours rozwija się z dużą cierpliwością i zawiera kilka znakomitych momentów, zwłaszcza gdy gęsty riff ustępuje samotnym gitarom, lecz jego szkielet pozostaje znajomy. Cisza, narastanie, ciężkie wejście, kolejne cofnięcie, finałowe spiętrzenie. Neurosis współtworzyli ten sposób komponowania, więc trudno zarzucać im korzystanie z własnego wynalazku. Historia nie jest jednak automatycznym usprawiedliwieniem.

    Przy kolejnych odsłuchach słychać, że część repetycji posiada konkretną funkcję: zmienia temperaturę, pozwala detale przesunąć na pierwszy plan, przygotowuje gwałtowną zmianę perspektywy. Inne fragmenty trwają dlatego, że monumentalna muzyka przyzwyczaiła nas do przekonania, iż długość sama nadaje znaczenie. Nie nadaje.

    Untethered ujawnia odwrotny problem. Utwór jest krótki, szybciej przechodzi między pomysłami, przynosi psychodeliczno-bluesowy ruch i potrzebną zmianę proporcji. Nie zdąża jednak rozwinąć własnego napięcia. Mówione partie są zbyt jednoznaczne, a instrumentalne szczegóły pojawiają się i znikają, zanim zaczną na siebie oddziaływać. Na płycie pełnej długich, cierpliwych konstrukcji ten czterominutowy fragment powinien ciąć jak nagłe pęknięcie. Tymczasem pozostawia jedynie rysę.

    Także teksty nie zawsze dorównują wieloznaczności muzyki. Motywy izolacji, rozpadu więzi, niszczenia środowiska i świadomości śmierci układają się w konsekwentną całość. Gdy słowa zostają rozbite pomiędzy kilka głosów, znaczenie nabiera fizycznego charakteru — brzmi jak wspólny wysiłek, by przebić się przez hałas. W bardziej deklaratywnych fragmentach język zbliża się jednak do manifestu, podczas gdy instrumenty mówią coś ciekawszego: nie oferują wspólnoty jako gotowego rozwiązania, lecz pokazują, jak trudno w ogóle zsynchronizować pięć źródeł napięcia.

    Światło, które niczego nie naprawia

    Przez większą część albumu Neurosis ostrożnie przesuwają granice własnego języka. W Last Light wreszcie przestają je przesuwać i zaczynają sprawdzać, czy są jeszcze potrzebne.

    Utwór otwiera puls elektroniki: regularny, lecz zbyt nerwowy, by można było uznać go za stabilny rytm. Turner pojawia się nad nim bez ochrony pełnego zespołu. Jego głos nie prowadzi melodii i nie wygłasza przemowy. Próbuje utrzymać się na powierzchni dźwięku. Kiedy wchodzą gitary i perkusja, nie następuje oczekiwane rozwiązanie. Instrumenty przyłączają się do niepokoju zamiast go zagłuszyć.

    Roeder nie gra tu jak perkusista obsługujący kulminacje. Buduje skalę utworu za pomocą odstępów między uderzeniami. Każdy akcent wydaje się większy, ponieważ nie został natychmiast otoczony kolejnymi. Edwardson utrzymuje ruch pod powierzchnią, czasami niemal niezauważalnie zmieniając kierunek frazy. Landis przepuszcza całość przez elektroniczne trzaski, drony i sygnały, które nie pozwalają gitarom stać się jednolitą ścianą.

    Po kilku minutach pojawia się współbrzmienie jaśniejsze od wszystkiego, co wcześniej wydarzyło się na płycie. W innym albumie mogłoby oznaczać wyjście z mroku. Tutaj jasność jest niepokojąca, ponieważ niczego nie rozwiązuje. Przez chwilę słychać więcej przestrzeni, a więc również więcej pustki. Melodia otwiera horyzont tylko po to, by pokazać, że nie ma na nim bezpiecznego miejsca.

    To najbardziej dojrzała decyzja całego albumu. Neurosis nie traktują piękna jako nagrody za przetrwanie ciężkich partii. Nie przeciwstawiają go przemocy dźwięku. Jasne gitary, chóralne głosy i szeroka instrumentalna przestrzeń należą do tego samego świata co industrialny puls oraz sludge’owy nacisk. Zmienia się oświetlenie, nie rzeczywistość.

    Last Light trwa prawie siedemnaście minut i po raz pierwszy na albumie długość przestaje być cechą formatu, a staje się warunkiem znaczenia. Kolejne części nie ustawiają się w szeregu. Wyrastają jedna z drugiej: elektronika pozostawia ślad w riffie, riff przenosi napięcie do fragmentu chóralnego, a pozorne uspokojenie przygotowuje finał, który nie jest ani katastrofą, ani zwycięstwem. Zespół nie dociera do odpowiedzi. Dociera do możliwości dalszego ruchu.

    Ten finał komplikuje ocenę wcześniejszych kompozycji. Pokazuje, że nowy skład potrafi nie tylko odświeżyć brzmienie Neurosis, ale przekształcić logikę ich muzyki. W środkowej części albumu wciąż zdarzają się fragmenty chronione przez dawny autorytet: wystarczająco ciężkie, wystarczająco cierpliwe i zbyt dobrze wykonane, by łatwo je odrzucić. Last Light odbiera im tę ochronę. Skoro zespół potrafi posunąć się tak daleko, bezpieczniejsze momenty zaczynają brzmieć jak świadomy wybór, a nie granica możliwości.

    „An Undying Love for a Burning World” nie jest więc płytą o odzyskaniu dawnego Neurosis. Dawnego Neurosis nie da się odzyskać i nie powinno się próbować. Jest albumem o grupie zmuszonej usłyszeć własny język po latach, w głosach ludzi, których ten język ukształtował. Turner przychodzi jako uczeń, potomek i artysta posiadający własną, wyraźną historię. Zespół nie przyjmuje go po to, by wypełnił miejsce. Pozwala mu przesunąć ściany.

    Nie każda z nich przesuwa się równie daleko. Część kompozycji nadal korzysta z mechanizmów, które post-metal zdążył powtórzyć do granic cierpliwości. Niektóre deklaracje tekstowe są prostsze niż napięcia zawarte w aranżacjach. Album pozostaje jednak przekonujący, ponieważ jego ciężar nie służy odbudowie dawnej wielkości. Służy sprawdzeniu, co z tej wielkości jest jeszcze żywe.

    Neurosis nie wracają na własny tron. Wchodzą do pomieszczenia, które sami kiedyś zbudowali, i odkrywają, że przez lata ktoś pozmieniał w nim drzwi.

    Ostatnie minuty Last Light nie przynoszą triumfu. Perkusja zagęszcza przestrzeń, gitary tracą kontury, głosy rozpływają się w zbiorowym hałasie. Muzyka nie zamyka rany, nie odzyskuje niewinności i nie udaje, że dalszy ciąg jest pewny. Pozostawia zespół w ruchu.

    Po dziesięciu latach to więcej niż powrót.

    Oficjalna strona albumu w serwisie Bandcamp

    Neurosis – An Undying Love for a Burning World
    Neurosis – An Undying Love for a Burning World
    UTWORY: 1. We Are Torn Wide Open, 2. Mirror Deep, 3. First Red Rays, 4. Blind, 5. Seething and Scattered, 6. Untethered, 7. In the Waiting Hours, 8. Last Light.SKŁAD: Steve Von Till / gitara, wokal; Aaron Turner / gitara, wokal; Dave Edwardson / gitara basowa, wokal; Jason Roeder / perkusja; Noah Landis / syntezatory, sample, wokal.PRODUKCJA: nagranie – Scott Evans; Studio Litho, Seattle; sesje podczas trzech weekendów zimą 2026 roku; miks – Scott Evans, Antisleep Audio, Oakland, wykonany w ciągu trzech dni około sześciu tygodni przed premierą; mastering – brak potwierdzonych informacji.WYDANIE: Neurot Recordings, 20 marca 2026; formaty: cyfrowy, 2 × LP, CD, kaseta.
    KONCEPT
    7.4
    SPÓJNOŚĆ
    7.6
    BRZMIENIE / PRODUKCJA
    8
    WYKONANIE
    8
    ARANŻACJE / ŚWIADOMOŚĆ FORMY
    7.5
    MELODIE / MOTYWY
    6.9
    CHWYTLIWOŚĆ / PAMIĘTNOŚĆ
    6.4
    TEKSTY / WARSTWA SŁOWNA
    6.6
    EMOCJONALNOŚĆ
    7.9
    SIŁA PRZEKAZU
    7.5
    INNOWACYJNOŚĆ
    6.1
    EFEKT POWROTU
    8.3
    OCENA CZYTELNIKÓW0 Votes
    0
    7.3
    OCENA

    Aaron TurnerAn Undying Love For A Burning WorldAtmospheric Sludge MetalDoom MetalDynamikaGitaryIndustrialKompozycje WieloczęścioweNeurosisNeurot RecordingsNoah LandisOaklandPost MetalPsychodeliaScott EvansSludge MetalSteve Von TillStudio LithoSyntezatory Modularne

    Podobne posty

    Stoned Jesus – Songs to Moon
    7.2
    OCENA

    Stoned Jesus – Songs to Moon

    Tony Iommi – From the Dark
    8.5
    OCENA

    Tony Iommi – From the Dark

    The Ocean – Solaris
    6.8
    OCENA

    The Ocean – Solaris

    Phal Angst - Minor Tremors
    7.4
    OCENA

    Phal:Angst – Minor Tremors

    WŁĄCZ SIĘ DO ROZMOWY Anuluj odpowiedź

    Masz inne spojrzenie? Podziel się własną opinią, dopowiedz coś lub podejmij polemikę. Rzeczowa dyskusja nie wymaga jednomyślności.

    Adres e-mail nie będzie publicznie wyświetlany.

    KONCEPT
    SPÓJNOŚĆ
    BRZMIENIE / PRODUKCJA
    WYKONANIE
    ARANŻACJE / ŚWIADOMOŚĆ FORMY
    MELODIE / MOTYWY
    CHWYTLIWOŚĆ / PAMIĘTNOŚĆ
    TEKSTY / WARSTWA SŁOWNA
    EMOCJONALNOŚĆ
    SIŁA PRZEKAZU
    INNOWACYJNOŚĆ
    EFEKT POWROTU
    Final Score

    Potwierdź, że nie jesteś botem

    Wybierz ikonę: Gwiazda

    Naszych opinii
    nie kupisz.
    Ale możesz pomóc
    nam je zachować.
    ZOSTAŃ PATRONEMod 10 zł ↗

    śledź nas!

    najlepsze płyty miesiąca

    Fisz Emade – Człowiek nie do końca

    Fisz Emade Tworzywo – Człowiek nie do końca

    8.5
    1
    Tony Iommi – From the Dark

    Tony Iommi – From the Dark

    8.5
    2
    OurHome” Rodrigo y Gabriela

    Rodrigo y Gabriela – OurHome

    8.4
    3
    The Pineapple Thief – Far and Wide

    The Pineapple Thief – Far and Wide

    7.8
    4
    Blood Red Shoes – Stay Lonely

    Blood Red Shoes – Stay Lonely

    7.7
    5

    losowe recenzje

    Eyot – Drifters

    Confetti – Confetti

    Kinsky – Copula Mundi

    Ultra Zook – Ultra Zook

    Misha Mullov-Abbado – Cross-Platform Interchange

    172-1429x1419

    Bez zadęcia, bez muzeum – Horntet wysyła „Direct Message”

    Eyebrow – Garden City

    581034 10151096547872419 1041077376 n 3

    Skunk Anansie – Black Traffic

    LABORATORIUM MUZYCZNYCH FUZJI

    • Newsy
    • Recenzje
    • Koncertownia
    • Muzykwariat
    • Patronat medialny
    • Felietorium
    • Labopedia
    • Muzotok
    • Galeria
      • Redakcja
      • Współpraca
      • Kontakt
      • Wesprzyj nas
    Laboratorium Muzycznych Fuzji Logo

    Szukaj

    śledź nas!

    Wspieraj Autora na Patronite
    Wszelkie prawa zastrzeżone © Laboratorium Muzycznych Fuzji 2012-2026
    • Redakcja
    • Współpraca
    • Kontakt
    • Wesprzyj nas
    • Polityka prywatności
    Laboratorium Muzycznych Fuzji Logo - Mobile
    • Newsy
    • Recenzje
    • Koncertownia
    • Muzykwariat
    • Patronat medialny
    • Felietorium
    • Labopedia
    • Muzotok
    • Galeria
      • Redakcja
      • Współpraca
      • Kontakt
      • Wesprzyj nas
    Type to search or hit ESC to close
    See all results
    Nazwa użytkownika
    Hasło
    Zapamiętaj mnie
    Podaj nazwe użytkownika lub email
    Anuluj
    OD REDAKCJI

    Dotarłeś aż tutaj. A podobno nikt już nie czyta dłuższych tekstów.

    Skoro już udowodniłeś, że internet nie kończy się na trzydziestosekundowych filmikach, mamy małą propozycję. Jeśli cenisz nasze recenzje, muzyczne odkrycia i niezależne opinie, pomóż nam pisać kolejne. Bez taryfy ulgowej. Również dla naszych ulubionych artystów.

    WESPRZYJ LMF ↗

    Już od 10 zł miesięcznie